Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Ostatnio słychać je było w w reakcji bp. Wiesława Meringana wieść o tym, że Katolicki Uniwersytet Lubelski otworzy nowy kierunek studiów - teksty kultury i animacja sieci - oraz planuje zorganizowanie wykładu ''Gender: feminizm, queer studies, men's studies'' przygotowanego przez Ośrodek ''Brama Grodzka - Teatr NN''. Tomasz Pietrasiewicz kieruje nim od początku lat 90.

Biskup w liście do władz KUL-u pytał o przyczyny współpracy z ośrodkiem ''podejrzanym'', ''bliskim Krytyce Politycznej i skrajnej lewicy'', oraz prosił o program studiów, bo zamierza temat poruszyć w dostojnym gronie biskupów. Takie studia to ''nieprzemyślana'' sprawa, która ''budzi niepokój ludzi, bo nie może być zgody na coś, co nie da się pogodzić z chrześcijaństwem''.

- Mnie nie interesuje koncepcja gender. Mnie interesuje, jaka jest nauka Jezusa Chrystusa, Ewangelii i Kościoła na temat małżeństwa i rodziny, bo to jest zagrożone. Jeśli Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, to nie poprawiajmy Pana Boga - oświadczył bp Mering agencji KAI.

Uczelnia broni swojej decyzji, na nowy kierunek zgłosiło się już 36 chętnych i do minimum 40 studentów niewiele brakuje.

Tomasz Pietrasiewicz nie chce się rozwodzić nad jadowitym podjazdem biskupa. Zresztą to niewinne insynuacje w porównaniu z tym, z czym miał do czynienia wcześniej. - Czuję niechęć i wrogość, zwłaszcza na forach internetowych, gdzie się nas wyklina od obcych, żydokomuny, ekspozytury ''Gazety Wyborczej'' itp. - mówi. - Ale z zarzutami merytorycznymi idzie im gorzej. Bo bronią nas efekty naszej pracy. Nie ma się czego czepić.

Syn oficera

Kilka lat temu w środku nocy cegła ze swastyką wybiła mu okno. Wybiegł na ulicę na 20-stopniowy mróz, ale nikogo nie było. Zrozumiał przesłanie. Wcześniej też była cegłówka, ale bez sygnatury; wtedy myślał, że to zwykły wybryk pijanego żula.

Były też plakaty na murach i przystankach, wrzaski kiboli pod ratuszem: ''Pietraszewicz, won z Lublina!''. I jeszcze atrapa bomby na parapecie, którą musiała sprawdzić brygada antyterrorystyczna. W mieście zrobił się raban, ale do krajowych mediów niewiele się przedostało.

Policja była bezradna. - Nie wiedzieli, kto za tym stoi, nie mieli rozeznania w środowisku, ale i nie wiedzieli nic o mnie ani o tym, czym się zajmuję - mówi Tomasz.

Przyzwoity Lublin też nie wiedział, co począć, choć był to atak na samorządową instytucję kultury z długą tradycją i znakomitym dorobkiem. - Namawiano mnie, bym przemówił pod Bramą do manifestacji poparcia. Posłałem ich w diabły. Wolę nie wchodzić w starcia słowne - kończy.

Jeszcze w 2001 r. radni miejscy z AWS chcieli się pozbyć Pietrasiewicza i Bramy. Wniosek do prezydenta miasta uzasadniono rzekomą defraudacją pieniędzy. Nasłano NIK i specjalną komisję. Na nic. Defraudacji nie było, prezydent wniosek o zwolnienie odrzucił.

Widzę, że mnie bardziej niż Tomasza obchodzi ideologiczna złość, jaką na prawicy i w obozie szeleszczących sutann budzi jego działalność. Ale czuję też, że to on ma rację, chcąc, by fakty mówiły same za siebie, a nienawistny jazgot pozostał za progiem.

Lista nagród i wyróżnień Bramy jest bezczelnie długa. Ostatnia to Europejska Nagroda Obywatelska Parlamentu Europejskiego za sprzyjanie porozumieniu i integracji ludzi w Europie.

Wcześniej były m.in. dyplom uznania od Izraela za ochronę dziedzictwa żydowskiego w Polsce, Erasmus EuroMedia Medaille za projekt ''Żydzi w Europie z dala od metropolii'' i wiele innych nagród krajowych. Sam Pietrasiewicz dostał godność członka honorowego Polskiego Towarzystwa Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. A w tym tygodniu w Bramie odbyło się organizowane corocznie przez Yad Vashem w Jerozolimie seminarium dla europejskich nauczycieli historii zajmujących się Zagładą. Yad Vashem robi je na wyjeździe po raz pierwszy. Brama Grodzka została wyróżniona za oryginalny, jedyny na taką skalę wkład w zachowanie pamięci o polskich Żydach i ich zagładzie.

Sygnały od prawdziwych Polaków: ''Czas patriotów''; ''Z pieców Auschwitz znowu poleci dym''


''Śladami Singera'' - fragmenty dokumentu zrealizowanego na podstawie projektu Bramy Grodzkiej

Ćwierć wieku temu, kiedy rozsypywał się w Polsce komunizm, nic nie zapowiadało, że może powstać coś podobnego w Lublinie.

Sam tego nie przeczuwał, bo też nic go biograficznie nie skłaniało do rozdrapywania ran. Nie jest Żydem, nie był historykiem. I jak większość lublinian niewiele wiedział o przeszłości swojego miasta. Jak wielu wyrosłych w PRL Polaków był ofiarą przemilczania i zakłamywania historii Polski wieloetnicznej i okoliczności Zagłady. Nie był anty- ani filosemitą; nieuprzedzony jak czysta kartka.

Dobrze go rozumiem, ja, wychowany na warszawskim Muranowie, gdzie między domem, przedszkolem i dwiema szkołami, między Nowolipkami, Smoczą, Dzielną, Miłą i Pawią, upłynęło mi kilkanaście lat przeżytych w nieświadomości tego, że chodzę po ludzkich kościach, na zgliszczach getta. W domu i w szkole było o tym cicho, mimo że piętro niżej mieszkał przyjaciel rodziny Edmund Neustein, który wyjechał z Polski w 1958 r. i aż do śmierci prowadził w Tel Awiwie polską księgarnię.

Pietrasiewicza nikt nie przygotował do odruchu sumienia i wyobraźni.

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku Lublin był prężnym ośrodkiem dysydenckim, gniazdem drugiego obiegu i kultury niezależnej. Miał kilka niezależnych scen teatralnych, tu drukowano pierwsze numery ''Zapisu'', ''Spotkań'', wydawnictw NOWej i biuletyny KOR-u. Pomagała obecność KUL-u i takich jego studentów związanych z opozycją demokratyczną jak Bogdan Borusewicz czy Wojciech Samoliński.

Wśród zrewoltowanych studentów i ''mętów antysocjalistycznych'' był student fizyki UMCS. Od 1976 r. drukował i kolportował pisma niezależne. Imponował mu KOR i Jacek Kuroń. Był w lipcowych strajkach, od których zaczął się Sierpień '80. Wstąpił do ''Solidarności''.

W domu niełatwo. Ojciec był podpułkownikiem Ludowego Wojska Polskiego. - 13 grudnia 1981 rano ja wyszedłem na strajk studencki do Chatki Żaka, a ojciec włożył pistolet do kabury i poszedł na komisarza jakiegoś zakładu pracy. Ja byłem w trzech miejscach, także w Świdniku. Pamiętam pacyfikację, lufy czołgów w naszą stronę. Ale jak wróciłem, nie pamiętam. Miałem szczęście, bo kupę ludzi zapudłowano - opowiada Tomek.

Potem ojciec zachorował na raka, a w domu rewizja. - Pan, syn oficera, panie Tomaszu? Pan nie rozumie, pogadajmy w kawiarni - namawiali ubecy.

Ojciec zmarł w listopadzie 1982 r. Syn po latach rozumie go lepiej. - Pochodził z wielodzietnej rodziny, miał dziesięcioro rodzeństwa. Jako 17-latek przeszedł szlak bojowy. Wojsko było dla niego drogą awansu.

Mniej zrozumienia ma Tomasz dla kolegów po drugiej stronie barykady. Jeden zwijał go w stanie wojennym; ubek, wcześniej karateka. Potem pojechał do pracy w ambasadzie w Paryżu. Inni przylgnęli do klechdy patriotycznej, zdrady w Magdalence, mitu zbrodni smoleńskiej. - Nie chce mi się dyskutować z tymi, dla których fakty się nie liczą.

W latach 80. knuł. Zakładał Fundację Inicjatyw Społecznych i zebrane pieniądze wysyłał m.in. powstańcom w Afganistanie. - Byliśmy ignorantami, nie wiedzieliśmy, że napędzamy talibów. Dla nas było ważne, że dokopiemy Sowietom - opowiada. Sprowadzał pocztą ''Ruską Mysl'', więc SB założyła mu podsłuch i śledziła dzień i noc. Po latach ktoś, kto przeczytał w IPN jego teczkę, znalazł adnotację ''ma kontakty z emigracją ukraińską''. - Lotni nie byli.

Działał w alternatywnych teatrach, w Lublinie było ich kilka, m.in. Provisorium i Grupa Chwilowa. Ale pod koniec lat 80. zrobiło się ponuro. - Miałem poczucie jałowości wszystkiego. Czas uciekał.

Stoimy w bramie

Okrągły Stół przyjął jako zapowiedź przełomu. Był mężem zaufania w pierwszych półwolnych wyborach w czerwcu 1989 r. - Zdałem sobie sprawę, że stało się to, czego chcieliśmy. Odzyskaliśmy Polskę. Mamy wolność. Postanowiłem robić coś nowego. Nie chciałem podpierać się ani własnym kombatanctwem, ani polityką.

Psycholog Michał Bilewicz o patencie na uprzedzenia: ''Na antysemityzm sama wiedza nie wystarczy''


Piece były jeszcze ciepłe - fragmenty dokumentu z 1944 r. ''Majdanek - cmentarzysko Europy''

W 1990 r. ich teatr właśnie przeniesiono do centrum kultury z grożącej zawaleniem kamienicy przylegającej do starej miejskiej bramy. Nagle wszystko się zmieniło.

- Stałem raz na murze pod Bramą Grodzką z prof. Władysławem Panasem. A on mówi: ''Zobacz, Tomek. Tu z tej strony było miasto żydowskie. Nic z niego nie zostało. Stoimy w bramie, która oddzielała miasto chrześcijańskie od żydowskiego''. No to mnie olśniło. Czego ja szukam? Przecież to tu.

Brama nazywała się Grodzka albo Żydowska, ale brakowało w tym wówczas żywej treści. Do miasta żydowskiego nie prowadziła, bo go nie było. W 1942 r. na Majdanku i w Bełżcu zgładzono 43 tys. Żydów, jedną trzecią Lublina. Pozostałe dwie trzecie zapomniały o nich. Teraz Brama się waliła. Po zmroku lepiej było się w jej pobliżu nie szwendać.

Dzielnicę żydowską najpierw zrównali z ziemią Niemcy po likwidacji getta, a potem zabetonowali ją budowniczy Polski Ludowej. Chcieli zrobić wzorcowe polskie miasto i w miejscu, gdzie ciągnęła się główna ulica miasta żydowskiego prowadząca do podzamcza i synagogi, zbudowali półkolisty fragment nowoczesnej starówki w stylu warszawskiego Mariensztatu i wybrukowali teren pod wielki parking.

- Profesor Panas powiedział: ''To jest szansa, tu chrześcijanie, a tu Żydzi''. Ja o tym wtedy nie miałem pojęcia, nie ogarniałem znaczenia - opowiada Tomek. - Coś tam czytałem, Wilkanowicza, numer ''Znaku'' o Żydach. Ale żeby w Lublinie? Wtedy zdałem sobie sprawę z siły symbolu. Chciałem się uporać z brakiem pamięci. Wróciłem z centrum kultury do Bramy. Kolegom powiedziałem: tam jest moje miejsce. Pukali się w głowę. Ale poszło ze mną cztery-pięć osób.

Z jego własnej niepamięci zaczęły wracać obrazy. - Wychowywałem się do dziewiątego roku życia w domu dwa kilometry od Majdanka. Niby wiadomo, że był obóz, ale nikt o tym nie mówił ani w domu, ani w szkole.

Z podstawówki w Lublinie zapamiętał opowieść nauczycielki matematyki, która w czasie wojny mieszkała we wsi Kamionka i widziała, jak esesman prowadzi na egzekucję żydowskiego chłopczyka. Po drodze, w ciągu pięciu minut, chłopiec osiwiał. - Pytałem potem mamę, bo kiedy ją Niemcy wysiedlili z Tczewa w '39, trafiła do Kamionki i tam miała tę samą nauczycielkę. Pytałem kolegów. Nikt tego nie pamiętał. Po latach napisałem do Yad Vashem z pytaniem, czy ta historia jest znana. Odpowiedzieli, że cudami się nie zajmują.

Tomasz Pietrasiewicz, Witold Dąbrowski i koledzy zajęli się odzyskiwaniem pamięci miasta. Ale nie znali źródeł, czasem jakaś książka, wspomnienie. W muzeum miasta i w archiwum niewiele. Zaczęli szukać zdjęć, świadków, książek. Przez pięć lat rozpoznawali teren.

Bramę Grodzką do 1994 r. odbudowywali sami. A gdy już stali się instytucją samorządową, dostali miejską dotację na gruntowną renowację Bramy i kamienic. Zakończyła się w 2000 r.

W 1997 r. zrobili pierwsze przedstawienie miejskie. Wystawili oratorium ''Poemat o mieście Lublinie'' z muzyką Krzesimira Dębskiego do wiersza Józefa Czechowicza. Poeta w latach 30. mieszkał w Warszawie, ale po wybuchu wojny wrócił do Lublina i zginął w bombardowaniu niemieckim 9 września, będąc u fryzjera w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46.

Jedna ziemia

W 1999 r. metropolita lubelski Józef Życiński poprosił Pietrasiewicza, żeby coś wymyślił na Kongres Kultury Chrześcijańskiej, którego pierwszą odsłonę biskup przygotowywał w Lublinie na rok 2000. Powstało misterium ''Jedna ziemia - dwie świątynie''.

16 września wieczorem dwa szpalery widzów połączyły z dwóch stron Bramę Grodzką z ruinami kościoła farnego na starówce i z miejscem po zburzonej przez Niemców synagodze na podzamczu.

Zgasły światła, wstrzymano ruch na pobliskich ulicach. Pośrodku podwójnego łańcucha ludzi - każdy trzymał zapaloną świecę - stanęli po stronie żydowskiego miasta Ocaleni z Zagłady Żydzi, a po stronie chrześcijańskiej Sprawiedliwi wśród Narodów Świata, którzy ich ratowali. Rabin Michael Schudrich i abp Życiński jednocześnie wykopali trochę ziemi z miejsc, gdzie kiedyś stały synagoga i kościół. Potem urny z ziemią przekazywali sobie z rąk do rąk Ocaleni i Sprawiedliwi. Każdy krótko się wszystkim przedstawiał. Urny spotkały się w Bramie. Tam ziemię w jednej donicy zmieszał ks. Romuald Weksler-Waszkiner - żydowskie dziecko uratowane z Zagłady, wychowane na chrześcijanina i wyedukowane na księdza katolickiego. Potem dwoje uczniów z Izraela i Polski posadziło w donicy dwa krzewy winorośli przywiezione z Izraela i spod Lublina.

- Chciałem, byśmy dotknęli pustki - mówi Pietrasiewicz.

Dzięki Bramie krok po kroku, rok po roku Polacy odzyskiwali pamięć, a Żydzi miejsce w niej.

Hanna Świda-Ziemba o polskich Żydach po wojnie: ''Antysemityzm nasz powszechny''


Zaglądając w zaświaty - rok 1932, amatorski film z lubelskiego Kurowa

W 2000 r. procesja pięciu wyznań: katolickiego, prawosławnego, protestanckiego, muzułmańskiego i mojżeszowego, przeszła przez obóz na Majdanku, od bramy do krematorium. Chór czytał świadectwa tych, którzy przeżyli.

Od 2001 r. Brama organizuje misterium pamięci w rocznicę likwidacji lubelskiego getta.

Od 2002 r. ludzie piszą listy na nieistniejące adresy miasta żydowskiego. Wracają z adnotacją poczty ''adres (lub adresat) nieznany''.

Od 2004 r. tuż obok Bramy pali się dniem i nocą jedna z kilku ocalonych przedwojennych latarni.

Od 2005 r. ludzie mogą pisać listy do Henia Żytomirskiego, którego w wieku siedmiu lat zamordowano na Majdanku. Wiadomo, gdzie mieszkał. Album rodzinny Henia trafił do Bramy z Izraela. Na sześciu kolejnych fotografiach zachował się wizerunek dziecka dorastającego na lubelskich ulicach. Ostatnie zdjęcie jest z lata '39. Henio 1 września miał iść do szkoły.

Pietraszewicz kazał zrobić kolejne zdjęcie w tym samym miejscu, gdzie Henio pozował po raz ostatni. Ten sam schodek i wejście do bramy, tylko że puste. Stanął tu stolik i skrzynka pocztowa, a ludzie piszą do Henia.

Od 2007 r. ludzie wspominają setkę żydowskich dzieci z miejskiego sierocińca na starówce, które zabito na Majdanku.

Brama postawiła tam barak pamięci dzieci nazwany ''Elementarz''. Jednym z eksponatów jest wierszyk znaleziony w buciku 9-letniej zgładzonej dziewczynki, śpiewany do melodii ''Na Wojtusia z popielnika...'' Janiny Porazińskiej:

Była sobie raz Elżunia,
umierała sama,
Bo jej tatuś na Majdanku
W Oświęcimiu mama


Od 2007 r. Brama zbiera relacje Sprawiedliwych. Można ich wysłuchać lub przeczytać je na miejscu i w internecie. Program ten Komisja Europejska uznała za najlepszy program edukacyjny.

Brama odzyskała kompletny geodezyjny plan przedwojennego Lublina. Zrekonstruowała miasto sprzed Zagłady ze wszystkimi domami i adresami. Wirtualnie można je obejrzeć w sieci, fizycznie makieta stoi w siedzibie ośrodka.

Niedawno na poddaszu lubelskiej kamienicy odnaleziono szklane negatywy zawodowego żydowskiego fotografa sprzed wojny. Trzy tysiące bezcennych zdjęć nieistniejącego miasta i jego nieżyjących mieszkańców, Żydów i chrześcijan, przypomina w Bramie o rozgromionym świecie.

- To prawie cud. Żydzi odzyskali twarz - mówi Tomek.

Brama jeździ po Lubelszczyźnie z festiwalem singerowskim, co roku dodaje jedną miejscowość. Witold Dąbrowski mówi ''Sztukmistrza z Lublina''. Ma z tym kłopot, bo Isaac Bashevis Singer z trudnością toruje sobie drogę do serc władców lokalnych. Marszałek województwa nie wyraził zainteresowania. - Wolą festiwal pierogów, no niechby nawet kuchni żydowskiej. Jakoś nam łatwiej przychodzi poznawać i akceptować innego na poziomie gastrycznym - narzeka. Ale się nie zraża. Z taborem singerowskim jeździ już pięć lat.

Brama chce przejąć plac dawnej rzeźni, skąd w 1942 r. Niemcy wywozili lubelskich Żydów.

Otwieranie głów

Brama pisze historię Lublina. I Polski.

Robi w mieście happeningi poetyckie. Lublinianami są Józef Czechowicz i Julia Hartwig.

Upamiętniła wybory 1989 roku happeningiem ze 170 urnami z okręgu wyborczego w Lublinie.

W 2005 r. - w rocznicę strajków, które w lipcu 1980 najpierw wybuchły w Lubelskiem - pojechała wagonem pamięci do Stoczni Gdańskiej.

Niedługo wyremontuje do reszty kolejną kamienicę w Lublinie, gdzie powstaje ośrodek wolnego słowa. W czasie wojny działała tu drukarnia podziemna. Niemcy ją odkryli i drukarzy rozstrzelali.

Tomek już teraz drukuje tam książki i pisma na wyremontowanej maszynie drukarskiej z 1903 r. Stoi tam pierwszy podziemny powielacz, z którego w 1977 r. zeszły dwa pierwsze numery podziemnego ''Zapisu'' i numery ''Spotkań''. W drukarni, na prawdziwych warsztatach, będą się odbywać praktyczne lekcje z dziejów kultury i polityki. To też będzie pamięć odzyskana, bo na razie, kiedy chce młodym ludziom objaśnić obieg kultury niezależnej za PRL, musi się uciekać do pojęć zrozumiałych. Mówi im więc o tym, jak ''hakował'' komunizm.

Tomasz Pietrasiewicz tu już by skończył, ale róg trzymać mu kazałem, bo mnie bardziej niż jego trapi narodowo-katolicki, niekiedy nawet brunatny przybój, który ćwierć wieku po odzyskaniu wolności i demokracji zatruwa życie. ''Gazeta'' zaprosiła go na majową debatę o zagrożeniu faszystowskim w Polsce. Nie przyjechał, miał ważniejsze sprawy na głowie niż mielenie słów. Wymuszam więc, by powiedział, co o tym myśli:

- Źle się z tym czuję. Ten cały ekstremizm i zawłaszczanie patriotyzmu. Przecież wiemy, do czego to w Europie prowadziło. Czegoś nie zrobiliśmy z młodym pokoleniem. Coś sobie odpuściliśmy. Edukacja, otwieranie głów na trudne problemy. Nie ma przenoszenia poważnej debaty na niższy poziom szkół. Chyba że na poziomie parafii, ale widać, w jakim tonie.

Szkoda mi młodych ludzi zatruwanych prostacką wizją. Zagubieni, odrzucani, nie skorzystali na przemianach, więc czują się zagrożeni, zamykają się. A pochylają się nad nimi ci, co im dają łatwe recepty, ale traktują instrumentalnie. Do spotkania ze współczesnym światem bynajmniej nie przygotowują. A on jest skomplikowany.

Czy Jego Ekscelencja biskup Mering wie, co robi Brama i Tomasz Pietrasiewicz? A jak już się dowie, to powie coś ludzkim głosem?

Mnie Tomasz Pietrasiewicz zawstydza. Zrobił w życiu coś, na co mnie, chłopaka z Muranowa, nie było stać.

Kartki z kalendarza Bramy Grodzkiej: ''Od Szlemiela do Lubelskiego Lipca''


Max Cegielski rozmawia z Tomaszem Pietrasiewiczem o Bramie Grodzkiej

''Gazeta'' zaprasza do akcji: ''Jak urządzić świat?''

* Po co nam ekologia? * Na czym polega kryzys ekonomiczny? * Internet nas wzbogaca czy spłyca?

W nowym programie edukacyjnym "Gazety Wyborczej'' i Centrum Edukacji Obywatelskiej publikujemy skłaniające do dyskusji teksty i organizujemy debaty. Wszystko z myślą o uczniach szkół ponadpodstawowych i ich nauczycielach, którzy chcieliby sprawić, żeby świat był lepszy.

Zachęcamy szkoły do rejestracji. Formularz zgłoszeniowy dostępny jest na ceo.org.pl/jak. Partnerem akcji jest Enea. Więcej na wyborcza.pl/jakurzadzicswiat

Na pytanie, jak urządzić świat, odpowiedzieli już:
Ivan Krastev: ''Wielki Brat śledzi polityków''; ''Wnuku, dasz dom dziadkowi?'';
Andrzej Elżanowski: ''Krowa też człowiek'';
Jan Hartman: ''Mięsożerco, nie czuj się winny'';
Rafał Stec: ''Jądro cyberciemności'';
Marek Beylin: ''Polityka jest cool!'';
Marek Beylin: "Solidarna Panna E'';
Zygmunt Bauman: "Boimy się wolności, marzymy o wspólnocie'';
Adam Kompowski: "Generacja iPhone'a odstawia samochód'';
Aleksandra Klich i Robert Siewiorek: "Miej mniej, gdy chcesz więcej'';
Tomasz Szlendak: "Państwo rottweiler'';
Wojciech Orliński: "Internet poza prawem'';
Katarzyna Brejwo: "Uciekaj z korpo do startupu'';
Łukasz Długowski: "Niech odżyją nasze miasta'';
Norman Davies: ''Potrzebujecie liberalnego Jana Pawła II'';
Robert Siewiorek: ''Czy generacja txt zamęczy język?'';
Joanna Kuciel-Frydryszak: ''Czytam internet i jestem chora'';
Zagraniczni dziennikarze: ''Ściągnij dobry pomysł'';
Robert Siewiorek: ''Tak umiera zwierzę''

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.