Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Nie rozumiem, dlaczego prezydent jeszcze nie ułaskawił Piotra Ikonowicza" - tak zaczyna swój komentarz w poniedziałkowej "Gazecie" Jacek Żakowski.

Żakowski nie zastanawia się ani przez moment, czy Ikonowiczowi należy się ułaskawienie za to, że sprzeciwiając się eksmisji lokatorów, naruszył nietykalność cielesną właściciela kamienicy. Jego zastanawia jedynie, kiedy prezydent powinien to zrobić.

Jacek Żakowski, gorący zwolennik ułaskawienia Ikonowicza, od wielu dni prowadzi swoistą krucjatę w tej sprawie na antenie radiowej i na łamach "Gazety". Forsując swoje zdanie, ucieka się przy tym do naginania faktów i manipulacji. W Radiu TOK FM pytał posła Grzegorza Schetynę: "Jak pan myśli, dlaczego prezydent tak długo zwleka z ułaskawieniem Ikonowicza?". Podobnie zwracał się do Władysława Frasyniuka i do obu swoich rozmówców apelował, by naciskali na prezydenta, w końcu są "legendami Wrocławia", więc Bronisław Komorowski na pewno weźmie pod uwagę ich zdanie.

A może prezydent nie spieszy się z ułaskawieniem, bo ma jednak wątpliwości. Może to nie jest tak, jak pisze Żakowski, że "państwo korzysta z byle jakiego pretekstu, by karać więzieniem za współczesne akty heroizmu".

Może naruszenie nietykalności cielesnej innego obywatela nie jest byle jakim pretekstem. Może skazanie na prace społeczne za ten czyn (a taki był wyrok sądu) nie jest karą więzienia. I może jednak stawanie w obronie eksmitowanych w dzisiejszej RP nie jest aktem heroizmu porównywalnym do przeciwstawiania się władzy komunistycznej w czasach PRL.

Zdaniem Żakowskiego, jeśli obrońca eksmitowanych "ma gnić w kryminale, to nie jest to państwo prawa, ale państwo wstydu". Można dyskutować, czy 90 dni zamknięcia za odmowę prac społecznych, czyli za niewykonanie wyroku sądu, oznacza gnicie w więzieniu, ale najważniejsza w tej sprawie jest właśnie ocena, czy żyjemy w państwie prawa. Otóż moim zdaniem, jeśli obywatel nie wykonuje wyroku sądu, bo mu się on nie podoba, i nie ponosi za to żadnej kary, to jest właśnie państwo wstydu, a nie prawa. Wyroki sądu rzadko kiedy podobają się skazanym. Ale nie wolno ich lekceważyć, a to zrobił Ikonowicz, i to swoją publicystyką robi teraz Żakowski.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.