Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
No cóż, język to tylko narzędzie. Dlaczego więc nie miałby się rozprzestrzeniać po świecie razem z radłem czy sierpem?

Podobieństwo to nie przypadek

Badaczy od dawna fascynował pomysł odtworzenia językowego praprzodka. Bo że taki musiał istnieć, zauważono już w dość odległych czasach. Zwrócili na to uwagę ludzie, którym nie zależało na wycinaniu w pień lokalnej ludności, zanim odezwie się choć słowem, a bardziej na przekonaniu jej do swoich racji - misjonarze i kupcy. W XVI w. angielski jezuita Thomas Stephens podczas misji na Goa dostrzegł podobieństwa między konkani - jednym z języków używanych na terenie Indii - a greką i łaciną (no dobrze, misjonarze to słaby przykład pokojowego podboju - konkani posiadał niegdyś znaczącą literaturę, ale teksty i manuskrypty zostały zniszczone przez portugalską inkwizycję). Podobne obserwacje poczynił florencki kupiec Filippo Sassetti, który w 1585 r. opisał zbieżności między sanskrytem a włoskim.

Jednak na poważnie językoznawcy zajęli się tą sprawą dopiero na początku XIX w. To wtedy ukuli hipotezę, że w odległych czasach musiał istnieć protoplasta dla rodziny liczącej co najmniej 450 języków i dialektów używanych w Europie, Indiach i południowo-zachodniej Azji. Nazwali go językiem praindoeuropejskim. Stąd wiedzą, że polskie słowo brat, czeskie bratr, angielskie brother i włoskie fratello pochodzą wszystkie od praindoeuropejskiego *bhréh2ter, choć nie ma żadnych zabytków tego języka i wszelkie zapisane w nim słowa są jedynie rekonstrukcją.

Ale skąd wziął się język praindoeuropejski?

Mowa jak geny

Najdawniejsze już zróżnicowane języki indoeuropejskie znane są z pierwszej połowy drugiego tysiąclecia p.n.e. Przyjrzawszy się ich ewolucji, naukowcy przypuszczają, że rozpad wspólnoty indoeuropejskiej musiał nastąpić najpóźniej ok. 3000 r. p.n.e. Jest jednak prawdopodobne, że społeczeństwo praindoeuropejskie istniało już w okresie neolitu (zanim upowszechniła się technika wytopu i obróbki metali) i składało się z ludności rolniczo-pasterskiej. I że to właśnie jego język wraz z migrującymi grupami ludzi rozniósł się po świecie.

Twórca tej hipotezy brytyjski archeolog i paleojęzykoznawca Andrew Colin Renfrew uważa, że wszystko zaczęło się ok. 6500 lat p.n.e. w Anatolii (na azjatyckich terenach dzisiejszej Turcji). Wtedy język praprotoindoeuropejski rozpadł się na anatolijski i praindoeuropejski. Ten ostatni zaś na Bałkany, w okolice Dunaju, Bugu i Dniestru zawlekli pierwsi rolnicy szukający urodzajnych pól i sprzyjającego klimatu. Tu - wraz z rozchodzeniem się ludzi - ich język ulegał kolejnym rozpadom.

Spekulacjom, czy tak stało się naprawdę, nie było końca, aż za wyjaśnienie językoznawczej zagadki zabrało się młodsze pokolenie badaczy. Do pracy zaprzęgli komputery i metody podejrzane u biologów ewolucyjnych. Podobnie jak ci śledzą szerzenie się w świecie mutacji genetycznych - i dzięki temu ustalają np. szlaki migracji człowieka czy rozprzestrzenianie się wirusów - tak oni obejrzeli zmiany językowe. Potraktowali więc elementy języka podobnie jak biolodzy traktują geny. Użyli do tego wyrazów pokrewnych, czyli takich, które podchodzą z różnych języków i mają wspólnego przodka (np. noc, angielskie night, francuskie nuit, niemieckie Nacht, szwedzkie natt, łacińskie nox i litewskie naktis prawdopodobnie pochodzą od praindoeuropejskiego *nókwts). Pracami zespołu kierował Remco Bouckaert z Uniwersytetu Auckland w Nowej Zelandii.

Z tej uczelni wywodzą się podobne prace autorstwa dr. Quentina Atkinsona i prof. Russela Graya, dzięki którym już w 2003 r. ustalono, kim byli Praindoeuropejczycy. Uczeni użyli programu komputerowego wykorzystywanego przez genetyków do tworzenia drzew ewolucyjnych. Wprowadzili do niego po 200 słów z 87 języków indoeuropejskich. Uzupełnili to danymi dotyczącymi czasu, jaki jest potrzebny, by w języku jedno słowo zostało zastąpione przez inne. Przyjęli tu wyliczenia sławnego (choć kontrowersyjnego - ale wielu badaczom korzeni ludzkiego języka przypinano taką łatkę) lingwisty Morrisa Swadesha, który uznał, że dwa spokrewnione ze sobą języki po tysiącu lat od rozdzielenia wciąż mają 85 proc. wspólnego słownictwa. Wyszło im, że najbliżsi Praindoeuropejczykom byli Hetyci żyjący 8-10 tys. lat temu w Anatolii.

No i to by się zgadzało.

Najpierw jedzenie, potem poezja

Potwierdzają to bowiem najnowsze badania Remco Bouckaerta opublikowane w dzisiejszym "Science". Z jego "genetycznej analizy statystycznej" wyrazów pokrewnych pochodzących z języków indoeuropejskich wynika, że biorą one początek w Anatolii i ich praprzodek musiał narodzić się tam 8-9,5 tys. lat temu. To mniej więcej w tym samym czasie, kiedy rozwinęło się rolnictwo, a sztuka orki, siania i zbierania plonów rozpełzła po świecie. Wygląda więc na to, że to rolnicy nieśli słowo.

Ale w końcu pierwsze zdanie zapisane w języku polskim też nie dotyczy poezji, a czynności bardziej przyziemnych. W 1270 r. pewnego skrybę z klasztoru cystersów w Henrykowie niedaleko Wrocławia tak wzruszyły stosunki małżeńskie panujące w chłopskiej rodzinie należącej do klasztoru, że postanowił ten fakt uwiecznić w spisywanej przez siebie kronice. Stąd wiemy, że kmieć o imieniu Boguchwał na zmianę mełł z żoną, każąc jej sobie odpocząć.

Kto pamięta piramidę potrzeb stworzoną przez Abrahama Masłowa, nie będzie się dziwić. Nie ma co gadać o wiedzy, harmonii i pięknie, kiedy głód przyciska, a plony czekają na żniwa.

Nic w tym romantycznego. Ostatecznie pismo - wynalazek Sumerów - na początku było także zwykłym narzędziem pracy. Z najdawniejszych zapisków trudno bowiem dowiedzieć się czegokolwiek o uczuciach, problemach czy życiu codziennym ówczesnych ludzi. Możemy za to dokładnie prześledzić rozliczenia między kupcami. Dowiedzieć się, ile sztuk bydła, tkanin czy jaką ilość zboża kupiono lub sprzedano. Ile zebrano plonów z jakich pól, ile racji żywnościowych wydano robotnikom czy urzędnikom.

Poezja musiała poczekać.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.