Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Jestem nadzwyczaj zaniepokojony informacjami o kolejnej egzekucji na Białorusi i podtrzymaniem przez tamtejszy sąd najwyższy wyroku kary śmierci dla Siarhieja Chmielewskiego - oświadczył szef Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka OBWE Michael Georg Link. Zaapelował również do władz w Mińsku, by wprowadziły moratorium na wykonywanie wyroków.

- Większość państw OBWE, rezygnując ze stosowania kary śmierci, uznała, że ma brutalny, nieludzki i poniżający charakter - uważa Link.

Kilka dni wcześniej z podobnym apelem wystąpił sekretarz generalny Rady Europy Thorbjorn Jagland.

- Unia Europejska oczekuje, że Białoruś przyłączy się do globalnego moratorium na karę śmierci - oświadczyła Maja Kochiyanchich, rzecznik prasowy wysokiej komisarz ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa UE.

Mińsk nie zareagował na słowa zachodnich polityków, a rządowe media nie zamieściły o nich żadnych informacji.

Europejskie apele to reakcja na egzekucję 22-letniego Siarhieja Iwanou oraz decyzję sądu najwyższego podtrzymującą wyrok kary śmierci dla Siarhieja Chmielewskiego. Iwanoua uznano za winnego brutalnego gwałtu i morderstwa na 19-letniej dziewczynie, a Chmielewskiego skazano za zabójstwo trzech osób.

Wyroki nie budzą kontrowersji

W kodeksie karnym kara śmierci może być zasądzona za popełnienie jednego z 14 przestępstw, m.in. za zabójstwo, terroryzm, ludobójstwo, rozpoczęcie albo prowadzenie agresywnej wojny, wykorzystanie broni masowego rażenia. Podlegają jej wyłącznie mężczyźni w wieku od 18 do 65 lat, nie jest stosowana wobec kobiet.

Wyroki wykonywane są zgodnie z radziecką tradycją - strzałem w tył głowy.

- Zazwyczaj o wykonaniu wyroku dowiadujemy się od krewnych albo od adwokata skazanego, którzy informowani są po fakcie. Miejsce pochówku jest tajemnicą państwową - mówi "Wyborczej" szef Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleg Gułak monitorujący wykonywanie w kraju kary śmierci.

Badania opinii publicznej pokazują, że większość obywateli ją popiera. Według przeprowadzonego w marcu sondażu NISEPI za utrzymaniem kary śmierci jest 51,5 proc. Białorusinów, za zniesieniem - 36,4 proc.

Większość wykonywanych wyroków nie budzi w społeczeństwie kontrowersji. Ostatnia egzekucja, która oburzyła Białorusinów, miała miejsce w 2012 r. Rozstrzelano wówczas 26-letniego Dzmitryja Kanawałaua i Władysłaua Kawaloua. Uznano ich za winnych zamachu terrorystycznego w mińskim metrze przeprowadzonego w kwietniu 2011 r.; wybuch bomby zabił wówczas 12 osób, a ok. 200 zostało rannych. Pomimo propagandowych wysiłków władz znaczna część opinii publicznej miała wątpliwości co do ich winy. Według NISEPI liczba przeciwników stosowania kary śmierci po raz pierwszy przewyższyła wówczas liczbę zwolenników. Jednak w miarę upływu czasu sytuacja wróciła do normy.

Nawet satrapie odstąpiły od kary śmierci

Wedle szacunków w ciągu ostatniego ćwierćwiecza wykonano ponad 400 wyroków. Najwięcej w latach 90. Obecnie wykonuje się średnio dwa-cztery wyroki rocznie.

Białoruś pozostaje nie tylko jedynym europejskim państwem nadal stosującym karę najwyższą, ale i jedynym na postradzieckim obszarze. Nawet środkowoazjatyckie satrapie, jak Turkmenistan czy Uzbekistan, zrezygnowały z niej, wprowadzając dożywocie.

Nie zważając na to, Aleksander Łukaszenka pozostaje gorącym zwolennikiem utrzymania kary śmierci. Prezydent ma prawo ułaskawić skazańca, jednak w ciągu 22 lat swoich rządów skorzystał z niego tylko raz.

- Kara śmierci jest elementem zastraszania społeczeństwa; każdy zdaje sobie sprawę, że władza ma taki instrument w rękach. Jej utrzymanie ma znaczenie ideologiczne. Ma pokazać, że Łukaszenka nie zamierza wprowadzać "zgniłego liberalizmu" i pozostaje wierny sowieckim wartościom - mówi "Wyborczej" politolog Uładzimir Mackiewicz, szef Agencji Humanistycznych Technologii. Jego zdaniem w warunkach ocieplenia relacji Mińska z Zachodem władze rozważają, na jakie ustępstwa wobec UE mogą sobie pozwolić, jednak kara śmierci nie należy do tych najważniejszych.

- Zniesienie jej jest warunkiem przyjęcia do Rady Europy, ale członkostwo w niej nie przynosi korzyści materialnych. Dlatego Łukaszenka wcale się tam nie pcha. A UE nie uczyniła zniesienia kary śmierci warunkiem udzielenia wsparcia finansowego, więc białoruskie władze nie muszą się z tym spieszyć - uważa Mackiewicz.




Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.