Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jordańskie służby specjalne przeszukały i zamknęły w połowie kwietnia główne biura Bractwa Muzułmańskiego w stołecznym Ammanie, a w kolejnych dniach także w wielu innych miastach. Aresztowano kilku jego przywódców.

Allah jest naszym celem

Bractwo Muzułmańskie - organizacja polityczna założona w 1928 r. przez egipskiego fundamentalistę Hassana al-Bannę - stawia sobie za cel zbudowanie ponadnarodowego państwa islamskiego. Ten zwolennik Hitlera i idei faszystowskich szermując antyzachodnią retoryką wzywał muzułmanów do zbrojnego dżihadu przeciwko "niewiernym" i do likwidacji wszystkich Żydów przez "utopienie ich w Morzu Śródziemnym". I to on wymyślił motto Bractwa: "Allah jest naszym celem, Prorok naszym przywódcą, Koran naszym prawem, Dżihad naszą ścieżką, a śmierć na ścieżce Boga naszą jedyną nadzieją".

W czasie II wojny światowej członek Bractwa i Wielki Mufti Jerozolimy Hadż Amin al-Husseini, osobisty przyjaciel Hitlera, współpracował ściśle z władzami III Rzeczy w organizowaniu międzynarodowych oddziałów SS złożonych z muzułmanów. Wielu działaczy Bractwa ścigano potem za zbrodnie wojenne.

Dziś Bracia mają przedstawicielstwa w ponad 70 krajach. Bywa, że działają legalnie, mając posłów w parlamentach, ale też (zwłaszcza na Zachodzie) kamuflują się pod przykrywką organizacji charytatywnych lub fundacji religijnych, budując meczety i ośrodki islamskie. Tam, gdzie nie mogą istnieć otwarcie, tworzą bojówki paramilitarne i terrorystyczne. Brali i biorą udział w większości konfliktów zbrojnych w świecie islamu, są też zaangażowani w międzynarodowy terroryzm.

Śladem Egiptu

W Jordanii rządzonej praktycznie przez dwór prozachodniego króla Abdullaha II, Bractwo Muzułmańskie to jedyna siła islamskiej opozycji. Działało dotąd legalnie, ale, zdaniem rządu, właśnie "przestało spełniać kryteria partii politycznej". Co można odczytać jako uznanie tej formacji za zagrażającą państwu, a to może prowadzić do jej delegalizacji (w marcu rząd uniemożliwił Bractwu przeprowadzenie wewnątrzpartyjnych wyborów twierdząc, że jego działacze łamią prawo).

Jordańskie władze idą tym samym w ślady egipskich, a tajemnicą poliszynela jest, że niedawna akcja przeciwko Braciom była ściśle skoordynowana z tamtejszymi służbami bezpieczeństwa.

Zdelegalizowane i uznane za organizację terrorystyczną w Egipcie Bractwo od czerwca 2012 do lipca 2013 r. rządziło nad Nilem, dążąc do islamizacji kraju. Zaczęło realizować słynny 50-punktowy Manifest al-Banny, m.in. próbując w turystycznym Egipcie ograniczać sprzedaż alkoholu, zakazywać piosenek i przedstawień o treści antyislamskiej, nakłaniać kobiety do noszenia strojów w "duchu islamskim" i wprowadzać segregację płciową w miejscach publicznych.

Obalone w wyniku rewolucyjnego zrywu rozsierdzonych islamizacją Egipcjan, którzy zwrócili się o pomoc do armii pod wodzą gen. Sisiego (ta w 2013 r. usunęła pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta Egiptu Mohameda Mursiego, rok później Sisi sam objął ten urząd), objęte zostało ostrymi represjami. Tysiące Braci aresztowano, kilkuset skazano na karę śmierci (dotychczas wykonano tylko siedem wyroków) wielu "zniknęło" bez wieści, inni uciekli do sąsiednich krajów, głównie do Turcji, Kataru i Jordanii. Sam Mursi także skazany został na karę śmierci i wciąż przebywa w więzieniu; jednak jest mało prawdopodobne, by wyrok został wykonany - ze względu na protesty światowych organizacji ochrony praw człowieka.

Sól w oku władz

W Jordanii Bractwo od dekad ma silne poparcie wśród wielu obywateli. Jest solą w oku władz, które oskarżają je o sprzyjanie lokalnemu terroryzmowi i o ciche poparcie dla tzw. Państwa Islamskiego, powstałego na części terytoriów Syrii i Iraku.

Jordańskie władze doprowadziły nawet do rozłamu w organizacji, tworząc podporządkowany rządowi i kontrolowany przez służby specjalne tzw. Związek Braci Muzułmanów. Jak twierdzą sami Bracia, a także polityczni komentatorzy, głównym powodem tych działań są wybory parlamentarne, które mają się odbyć w styczniu przyszłego roku. Polityczne ramię Bractwa, tzw. Islamski Front Działań, mógłby w nich zdobyć znaczną liczbę głosów i osłabić rządzącą krajem od 70 lat oligarchiczną haszymicką starą gwardię, czyli de facto rodzinę królewską, co z kolei mogłoby doprowadzić do rewitalizacji islamizmu w Jordanii i niebezpiecznie zachwiać całą bliskowschodnią sceną polityczną.

Rzecznik Bractwa, Badi al-Rafaia, oświadczył na Facebooku, że decyzja władz łamie zasady prawa i sprawiedliwości. I zapowiedział "legalną walkę o przywrócenie praw organizacji".

*Piotr Ibrahim Kalwas - pisarz, reportażysta, dziennikarz, od ośmiu lat mieszka w Egipcie

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.