Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Juryja Czyża aresztowano w piątek. Według białoruskiego portalu TUT.BY do głównej siedziby jego holdingu Triple wtargnął specnaz KGB. Zatrzymani zostali 52-letni biznesmen oraz nieustalona liczba jego współpracowników, w tym osoby z kierownictwa firmy. Oficjalnie informacje te potwierdzono dopiero w niedzielę.

- Czyż jest podejrzany o popełnienie przestępstwa przewidzianego art. 243 kodeksu karnego [uchylanie się od podatków]. Trwa postępowanie śledcze - lakonicznie poinformował rzecznik KGB Dzmitryj Pobiarżin.

Biznesmenowi grozi do siedmiu lat pozbawienia wolności. Jego majątek - według różnych źródeł - jest szacowany na 90 do 400 mln dol. Firmy Czyża zajmują się m.in. przeróbką rosyjskiej ropy i eksportem paliw (ma też własną sieć stacji benzynowych), budownictwem i logistyką.

Aresztowanie go wywołało w kraju poruszenie. Czyż od lat był jedną z osób z najbliższego otoczenia prezydenta Łukaszenki. Towarzyszył mu w zagranicznych delegacjach, grał z nim w hokeja, kosił trawę i zbierał arbuzy na jego farmie. W 2010 r. znalazł się na czarnej liście ludzi białoruskiego reżimu objętych sankcjami UE. Zakazano mu wjazdu na teren Unii i aresztowano jego majątek tamże. Jednak w październiku 2015 r. Czyż wygrał proces i sankcje wobec niego uchylono - zdaniem europejskiego sądu nie było wystarczających dowodów na to, iż czerpał korzyści ze związków z Łukaszenką.

Biznesmen na pasku władzy

W 2012 r. Czyż był jednym z uczestników głośnego przekrętu - chodziło o paliwo eksportowane na Łotwę jako rozpuszczalniki, co pozwalało uniknąć płacenia Moskwie cła, które wymusza umowa pomiędzy Białorusią a Rosją (płaci się je, eksportując na Zachód paliwo wytworzone z rosyjskiej ropy). W ciągu pięciu miesięcy 2012 r. Białoruś wyeksportowała owych "rozpuszczalników" na sumę 2,2 mld dol. Afera rozwścieczyła Kreml. Zwrotu milionowego cła oraz ukarania winnych domagali się prezydent Władimir Putin i premier Dmitrij Miedwiediew.

Jednak Łukaszenka stanął murem za Czyżem. Biznesmen nie został ukarany i nie musiał zwracać zarobionych milionów.

Jednak w ubiegłym roku nad oligarchą zaczęły się zbierać czarne chmury. W sierpniu KGB aresztowało jego wspólnika i współwłaściciela Triple, Uładzimira Japryncaua, oskarżono go o nadużycia finansowe. Sprawa zbiegła się w czasie z narastającymi problemami Czyża - jego przedsiębiorstwa zaczęły ponosić straty i zwalniać pracowników.

Białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk zwraca uwagę, że czasy wielkich pieniędzy robionych na przetwórstwie rosyjskiej ropy skończyły się wraz ze spadkiem jej cen. Zaś w innych dziedzinach, jak logistyka czy rynek farmakologiczny, w które Czyż również inwestował, nie osiągnął sukcesów.

- Należy rozumieć, że nie był niezależnym biznesmenem, ale jedynie wykonywał zlecenia władzy. Dopóki zarabiał - był potrzebny, gdy zaczął popełniać błędy, Łukaszenka zrezygnował z jego usług - mówi "Wyborczej" Romańczuk.

- Białoruskich biznesmenów porównuje się do świń, które władza karmi, by później raczyć się ich mięsem. A Czyża można by porównać do barana, który w miarę odrastania wełny co jakiś czas jest strzyżony - mówi znana dziennikarka Swietłana Kalinkina, wicenaczelna dziennika "Narodnaja Wola".

Odda bogactwa albo spędzi lata w więzieniu

Czyż nie po raz pierwszy trafia do więzienia. Według nieoficjalnych informacji już w 2007 r. biznesmena zatrzymało KGB. Wówczas chodziło o głośną sprawą szefa koncernu Belneftechim Aleksandra Barouskiego, oskarżonego o czerpanie korzyści z nielegalnych transakcji paliwem. Wtedy Czyż się wykaraskał; wyciągnął też z więzienia Barouskiego (był skazany na pięć lat), którego Łukaszenka niespodziewanie ułaskawił i mianował szefem państwowej fabryki MAZ, producenta ciężarówek.

Jednak teraz, po oficjalnym potwierdzeniu informacji o areszcie przez KGB, Czyż ma niewielkie szanse, by się wywinąć. - Dziś sytuacja jest inna niż w 2007. Będzie miał wybór: odda swoje bogactwa albo spędzi długie lata w więzieniu, a jego miejsce obok Łukaszenki zajmie ktoś inny, ktoś, kto w nowych warunkach będzie potrafił zarabiać miliony - uważa Romańczuk.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.