Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Amerykański Instytut Gallupa przeprowadził w 2014 r. badania dotyczące stosunku świata m.in. do polityki prowadzonej przez Rosję. Właśnie podano ich wyniki. Dowodzą, że znaczna część społeczeństw w krajach b. ZSRR pozytywnie ocenia działania prezydenta Putina. Największe poparcie ma on w Tadżykistanie (93 proc.) i Kirgistanie (79 proc.). Najmniejsze (6 proc.) - na Ukrainie.

- Zwykło się sądzić, że pozytywny odbiór działań Kremla w sąsiednich krajach to wynik wpływu rosyjskich mediów. Ale to tylko część prawdy. Ich mieszkańcy uważają, że poczynania Putina wobec Ukrainy są bardziej "sprawiedliwe" niż państw Zachodu. Niezwykle ważny jest też dla nich fakt, że Rosja przeciwstawiła się hegemonii USA - mówi "Wyborczej" politolog Kiriłł Koktysz z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO).

Z kolei według białoruskiego socjologa Siarhieja Nikaluka z niezależnego ośrodka NISEPI badania Gallupa dowodzą, że "człowiek radziecki" nie zniknął wraz z upadkiem ZSRR - nadal istnieje i tęskni za mocną władzą; polityka Putina jest dla niego atrakcyjna i zrozumiała.

Zachowaniu "radzieckiej świadomości" sprzyja brak demokracji i paternalistyczny stosunek władzy do społeczeństwa. - Białoruś czy kraje Azji Centralnej nadal mentalnie tkwią w ZSRR. Nie ma tam wolnej prasy, nie ma społeczeństwa obywatelskiego, a gospodarkę mają w swoich rękach klany wywodzące się z komunistycznej nomenklatury. To wszystko cementuje radziecką mentalność - mówi "Wyborczej" ukraiński publicysta Witalij Portnikow.

W ostatnich latach Putin podejmuje zdecydowane działania, by włączyć byłe republiki do nowego sojuszu - Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej. Dziś należą do niej Rosja, Białoruś, Kazachstan, Armenia i Kirgistan. Jednak Kreml chętnie poszerzyłby to grono. Krytycy Putina widzą w tym próbę odrodzenia ZSRR.

Kiriłł Koktysz jest przekonany, że wyniki badań Gallupa to woda na młyn Kremla: - Określenie "odbudowa ZSRR" zazwyczaj budzi grozę, ale najrozsądniejszym dla Moskwy działaniem byłaby dziś budowa wspólnego rynku z sympatyzującymi państwami. W sytuacji, gdy wciąż obowiązują sankcje nałożone w zeszłym roku [po agresji na Ukrainę i aneksji Krymu] przez Zachód, satelici Rosji mogliby zastąpić na tamtejszym rynku zachodnie towary swoimi. To dla nich atrakcyjna propozycja; Rosji zaś pozwoliłoby to wzmocnić swoje wpływy - mówi Koktysz.

- Chociaż Kreml bardzo chciałby wskrzesić ZSRR, nie ma na to najmniejszych szans - uważa Portnikow. - Bo nie ma dość pieniędzy na odbudowę imperium i "zagospodarowanie" poparcia w byłych republikach. W Rosji narasta kryzys, więc już wkrótce Putin będzie myślał raczej o zachowaniu wpływów w Tatarstanie czy na Kaukazie niż o zdobywaniu nowych terenów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.