Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Unia już dziś jednoczy Rosję, Białoruś, Kazachstan i Armenię.

- Dla Putina to projekt polityczny, próba odbudowy ZSRR, którego rozpad nazwał "największą tragedią XX w.". Za projektem stoją imperialne ciągoty rosyjskich elit - mówi "Wyborczej" rosyjski politolog Andriej Piontkowski.

Euroazjatycka Unia Gospodarcza (EUG) to ponad 20 mln km kw., czyli 15 proc. powierzchni świata, i 173 mln osób. Jej fundamentem jest zasada swobodnego przepływu towarów, usług, kapitałów i siły roboczej między krajami Unii oraz wspólna polityka gospodarcza.

Dziesięcioletni plan rozwoju

Jednak do pełnego wprowadzenia tych swobód jeszcze daleka droga. Od wczoraj obowiązuje jedynie swobodny przepływ pracowników. Dopasowywanie ustawodawstwa i całkowite zniesienie barier między państwami nastąpi w 2025 r. I tak w 2016 r. ma powstać wspólny rynek farmaceutyczny, w 2019 - energii elektrycznej, a dopiero w 2025 - ropy i gazu.

- EUG miała być analogicznie do Unii Europejskiej liberalnym połączeniem gospodarek. Jednak konfrontacja Rosji z Zachodem sprawiła, że dziś to rynek na wpół zamknięty m.in. za sprawą objętych sankcjami zachodnich towarów, wejściem nań będą zainteresowani wszyscy światowi gracze - mówi "Wyborczej" rosyjski politolog Kirił Koktysz z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych MSZ Rosji. Jego zdaniem następstwem wspólnej polityki ekonomicznej będzie wzrost wpływów politycznych Rosji, która ma największą spośród krajów członkowskich gospodarkę.

W Moskwie będzie mieć siedzibę Euroazjatycka Komisja Gospodarcza, a rosyjski będzie jej językiem urzędowym. W Mińsku urzędować ma sąd EUG, a w Astanie, stolicy Kazachstanu - od 2025 r. instytucja regulująca finansową działalność Unii.

Pracami EUG pokieruje Najwyższa Euroazjatycka Rada Ekonomiczna (prezydenci państw członkowskich), decyzje mają zapadać jednogłośnie.

Nie zabraknie sporów

Rosja marzy o powrocie do ZSRR i wzmocnieniu wpływów na postradzieckim obszarze, ale jej sojusznicy mają inne cele. - Dla Białorusi, podobnie jak dla Kazachstanu i Armenii, EUG to zwłaszcza korzyści ekonomiczne - mówi nam politolog Dzianis Mieljancou z Białoruskiego Instytutu Badań Strategicznych. Według niego Mińskowi zależy głównie na zniesieniu barier dla białoruskich towarów oraz dostępie do rosyjskich surowców energetycznych (po tamtejszych cenach). - To dla nas najważniejsze, bo ok. 50 proc. eksportu kierujemy do Rosji, a nasze przedsiębiorstwa przetwarzają rosyjską ropę i sprzedają na Zachód - wyjaśnia Mieljancou.

Zdaniem Piontkowskiego rozbieżność interesów członków EUG będzie źródłem nieustających konfliktów: - Kazachstan i Białoruś grają na rosyjskich imperialnych ciągotach, wyłudzając od Rosji wsparcie gospodarcze. Jednak nikt nie zamierza rezygnować z własnej suwerenności i godzić się na nowy ZSRR. Unia będzie kolosem na glinianych nogach.

Piontkowski przypomina, że tylko w 2015 r. Rosja będzie musiała wydać na wspieranie gospodarek swoich sojuszników ok. 5,2 mld dol. A Białoruś i Kazachstan - korzystając z zasady jednomyślności w Unii - będą blokować inicjatywy Moskwy dążącej do zwiększenia wpływów i silniejszej centralizacji EUG.

Unia wystartowała w trudnych czasach. Rosyjska gospodarka przeżywa kryzys za sprawą zachodnich sankcji, a zwłaszcza spadku cen ropy, która jest jednym z głównych źródeł dochodu budżetu.

- W warunkach ekonomicznego osłabienia Rosji atrakcyjność Unii będzie maleć - uważa Mieljancou. Inaczej sądzi Koktysz: - Integracja przysporzy członkom dodatkowych korzyści. Rozwój własnej produkcji, która zastąpi zachodnie towary, doprowadzi do 8-10-proc. wzrostu.

W 2015 r. jako ostatni do EUG ma dołączyć Kirgistan. Jednak Putin nie traci nadziei, że to nie koniec poszerzania Unii.





Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.