Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Białorusini widzieli, jak niespełna tydzień temu rosyjski rubel w kilka godzin stracił jedną piątą wartości i jak ich sąsiedzi, którzy nie zdążyli go wymienić na waluty, szturmowali sklepy. Też ruszyli do kantorów i w kraju zabrakło walut.

- Zabrakło, bo wzrósł na nie popyt - uspokajała w sobotę prezes Narodowego Banku Białorusi Nadzieja Jermakowa. - W listopadzie w ciągu dnia kupowano 5 mln dolarów, a 16 grudnia już 33 mln, 17 grudnia - aż 66 mln, 18 grudnia - 80 mln.

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka postanowił bronić słabnącego rubla, ale nie chciał ryzykować i zdawać się tylko na rynkowe metody. W piątek bank narodowy drastycznie podniósł stopy procentowe - z 24 proc. do 50 proc. - i wprowadził 30-proc. podatek od kupna walut. Każdy, kto chce kupić w kantorze 100 dolarów, po zapłaceniu podatku dostanie 70 dolarów.

Nie rozwiązało to problemu, walut wciąż brakuje.

- Pojawią się w najbliższych dniach - uspokaja prezes Jermakowa. Na razie poradziła bankom, żeby nie otwierały kantorów i nie denerwowały ludzi brakiem dolarów. Nie wszystkie banki posłuchały. W niedzielę nieliczne otwarte kantory oblegali potrzebujący chociaż niewielkiej ilości walut.

Kolejki ustawiły się również w sklepach. Białorusini nauczeni kryzysem z 2011 r. nie czekają na wzrost cen, tylko spieszą się zamienić tracące na wartości ruble na towary.

- Nie kupujcie lodówek i telewizorów, uspokójcie się - apelował lider prorządowej Partii Liberalno-Demokratycznej Siergiej Hajdukiewicz.

Rząd, próbując opanować panikę, wydał w piątek wieczorem rozporządzenie nr 1207 bezwzględnie zakazujące sklepom i producentom podnoszenia cen bez zgody władz.

"Winni będą karani zamknięciem sklepu i usunięciem jego kierownika" - czytamy w rozporządzeniu.

Przedstawiciele lokalnych organów władzy rozpoczęli kontrole, by codziennie informować rząd o cenach najważniejszych towarów. Pierwsze efekty były już w sobotę.

- Zamknęliśmy 13 sklepów internetowych, a trzem daliśmy ostrzeżenie. Z jakiegoś powodu uznały, że nie dotyczy ich rozporządzenie zakazujące podnoszenia cen - oznajmiła wiceminister handlu Iryna Narkiewicz.

Wśród ukaranych jest najbardziej popularny na Białorusi informacyjno-handlowy portal Onliner.by i znane sklepy Kufar.by, Deal.by i Migom.by. Ich wina polegała na tym, że w związku ze spadkiem kursu rubla podawały ceny towarów w dolarach.

Władze oskarżają niezależne media o szerzenie paniki wśród ludzi.

Dziwnym trafem od piątku niedostępne są opozycyjne witryny internetowe Charter97.org i Białoruski Partyzant. W sobotę przestały działać kolejne cztery, w tym oficjalnie zarejestrowana i niemająca dotychczas problemów z władzami niezależna agencja Biełapan. Państwowy monopolista dostaw internetu tłumaczy, że sam padł ofiarą ataku hakerów i dlatego część witryn jest niedostępna.

Kompania Biełapan nie wierzy w ataki hakerów. "Zablokowano adresy IP naszych stron, coś takiego mogły zrobić tylko władze, bo na Białorusi one są monopolistami w ich przydzielaniu. (...) Oceniamy to jako brutalny zamach na wolność słowa" - napisała w specjalnym oświadczeniu.

Co będzie dalej?

- Jeżeli Moskwa ma zapalenie płuc, to my od razu mamy gangrenę - tłumaczy białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk z Centrum Naukowo-Badawczego imienia Ludwiga von Misesa. - Jesteśmy uzależnieni od Rosji. Dostajemy od niej tanie surowce, na przykład za ropę płacimy o połowę mniej niż sąsiedzi, a ponad 40 proc. eksportu wysyłamy właśnie do Rosji.

Były szef Narodowego Banku Białorusi Stanisłau Bagdankiewicz: - Władze walczą ze skutkami, a nie z przyczyną problemu. Zamaskowana wprowadzeniem podatku dewaluacja rubla oraz zwiększenie stóp na chwilę uspokoją sytuację. Problem, jakim jest niewydajna i uzależniona od Rosji gospodarka, zostaje. Jego zdaniem białoruski rubel będzie nadal słabł.

Euro kosztuje oficjalnie 13 tys. 320 rubli, dolar 10 tys. 900 rubli plus 30-proc. podatek.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.