Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od 1 października Białoruś zakaże - ponoć tymczasowo - pieszego przekraczania granicy z Polską, Litwą i Łotwą. "Ta decyzja jest spowodowana brakiem na białoruskich przejściach granicznych infrastruktury do obsługi ruchu pieszego: osobnych pieszych korytarzy, osobnych punktów kontroli celnej i paszportowej. (...) To w warunkach rosnącej popularności tego sposobu przekraczania granicy powodowało nawet tworzenie się kolejek pieszych" - poinformowała służba prasowa Państwowego Komitetu Pogranicznego.

Zakaz ma obowiązywać do czasu zbudowania przez stronę białoruską niezbędnej infrastruktury. Kiedy może to nastąpić - białoruska straż graniczna nie uściśla.

Pieszo granicę polsko-białoruską można przekraczać przez przejście Kuźnica Białostocka-Bruzgi od 1 stycznia. Od tamtej pory mieszkańcy terenów przygranicznych masowo zaczęli chodzić na zakupy do polskich sklepów w Kuźnicy.

Zamknięcie pieszego ruchu to nie pierwsza decyzja władz Białorusi ograniczająca wyjazdy obywateli za granicę. 1 sierpnia białoruski urząd celny wprowadził ograniczenia uzależniające dozwoloną ilość wwożonego towaru do użytku własnego od częstotliwości przekraczania granicy. Wcześniej każdy Białorusin mógł bez cła przywozić do 50 kg towaru o wartości do 1,5 tys. euro na użytek własny. Obecnie może to robić osoba, która wyjeżdża za granicę nie częściej niż raz na trzy miesiące. Im częstsze są wyjazdy, tym mniej towaru można przywieźć z zagranicy.

Wcześniej - w 2011 roku - Białoruś wprowadziła zakaz wyjazdów samochodami za granicę częściej niż raz na osiem dni.

- Wyjazdy na zakupy są popularne, bo za tysiąc dolarów można w Polsce kupić towary, na które na Białorusi trzeba by wydać dwa tysiące. To denerwuje nasze władze - powiedział "Wyborczej" ekonomista Leanid Zaika.

- Za restrykcjami lobbuje urząd celny, który w ten sposób poszerza zakres swojej władzy, a także Rada Bezpieczeństwa, która wszędzie widzi zagrożenie. Ograniczeniami zainteresowani są też producenci niekonkurencyjnych towarów białoruskich. A płacą za to wszystko zwykli ludzie, którzy muszą kupować gorzej i drożej - kwituje Zaika.

Restrykcje z pewnością odbiją się też na przychodach kupców w Kuźnicy Białostockiej.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.