Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wystawa poświęcona życiu Białorusinów w II Rzeczpospolitej, otwarta 12 września w Muzeum Państwowym w położonym pod Mińskiem Zasławlu, po czterech dniach została zamknięta. Oficjalny powód - naruszenia przepisów przeciwpożarowych. Tak tłumaczył w wywiadzie dla białoruskiego portalu TUT.BY szef działu ideologii Mińskiego Komitetu Wykonawczego Rusłan Truchan.

Jednak organizator wystawy, historyk Ihar Mielnikau, nie ma wątpliwości, że prawdziwym powodem było niezadowolenie służb ideologicznych, który uznały treść ekspozycji za niesłuszną.

- Muzeum odwiedził Truchan i oświadczył, że wystawa ma zostać usunięta, gdyż poniża ZSRR - powiedział "Wyborczej" Melnikau.

Wystawa "Białoruska Atlantyda. Historia zachodniej Białorusi w czasach międzywojennych" opowiadała o życiu Białorusinów w II Rzeczpospolitej i o ich udziale w szeregach Wojska Polskiego w kampanii wrześniowej 1939 roku.

- Unikałem ocen, a przedstawiałem jedynie fakty. Wydarzenia przedstawiałem z punktu widzenia Białorusinów, którzy byli obywatelami II Rzeczpospolitej. Jak się okazało, nawet fakty są dla władz problemem - mówi Melnikau.

Wystawa opowiadała m.in. o represjach, jakim zostali poddani Białorusini po aneksji terenów II Rzeczpospolitej przez ZSRR. Najprawdopodobniej właśnie ten wątek spowodował gwałtowną reakcję białoruskich służb ideologicznych. Dziś ani dyrekcja muzeum, ani urzędnicy państwowi nie chcą rozmawiać o wystawie, która była otwarta jedynie przez kilka dni.

Sam Melnikau ingerencje służb ideologicznych tłumaczy niechęcią białoruskich władz do wszystkiego, co jest związane z Polską. W białoruskich muzeach państwowych 20-lecie międzywojenne sprowadza się do nieustającej walki Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi z "polskimi panami".

Symbolicznej wymowy nabiera fakt, że wystawę w Zasławlu zamknięto na dzień przez obchodami 17 września. Rocznica wkroczenia armii ZSRR na tereny Polski jest na Białorusi nazywana Dniem Zjednoczenia. Choć nie jest oficjalnym świętem państwowym, lokalne władze organizują jej obchody.

- Co się dziwić zamknięciu wystawy, skoro u nas nadal czci się NKWD? - komentuje znany białoruski historyk Ihar Kuźniacou, autor szeregu monografii poświęconych komunistycznym represjom na Białorusi.

11 września w miejscowości Lida uroczyście odsłonięto marmurową tablicę z nazwiskami funkcjonariuszy NKWD, którzy zginęli w walkach z Armią Krajową. Tablica zawisła na budynku rejonowej komendy milicji, gdzie w latach 1944-47 znajdowała się siedziba specjalnego sztabu do zwalczania polskiej partyzantki na terenach zachodniej Białorusi.

- Wydarzenia, które się tu rozegrały w latach 1944-47 są częścią historii białoruskiej milicji. W surowych powojennych latach pracownicy milicji dali dowód męstwa i odwagi, a ich bohaterstwo nie zostało zapomniane - oświadczył, odsłaniając tablicę, minister spraw wewnętrznych Ihar Szuniewicz.

- W białoruskich podręcznikach historii wydarzenia września 1939 roku czy powojenne lata są przedstawiane dokładnie tak, jak to było przedstawiane w ZSRR. Dlatego dla władz NKWD jest dobre, a Białorusini, którzy walczyli w szeregach Wojska Polskiego są źli - mówi "Wyborczej" Kuźniacou.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.