Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Białoruski Urząd Celny wprowadził istotne ograniczenia w bezcłowym wwozie towarów z zagranicy. Zgodnie z kodeksem celnym przyjętym przez Białoruś, Rosję i Kazachstan i obowiązującym na terenie tworzonej przez te państwa Unii Celnej Białorusini mogli dotąd bezcłowo wwozić do swojego kraju do 50 kilogramów towarów o wartości do 1,5 tys. euro. Były one traktowane jako towary sprowadzane na własny użytek i zwolnione od cła.

Od 1 sierpnia wwozić 50 kilogramów może tylko osoba, która przekracza granicę nie częściej niż raz na trzy miesiące. W wypadku częstszych przyjazdów z zagranicy zaczynają obowiązywać ograniczenia, tym ostrzejsze, im częstotliwość przyjazdów większa.

Osoby przekraczające granice raz na 15 dni będą mogły wwieźć na teren Białorusi do 10 kilogramów artykułów spożywczych oraz nie więcej niż trzy rodzaje towarów przemysłowych w ilości nie większej niż trzy egzemplarze jednego rodzaju, osoby przekraczające granice raz na tydzień - nie więcej niż 5 kilogramów artykułów spożywczych i jeden rodzaj towaru przemysłowego w ilości nie większej niż trzy egzemplarze, osoby przekraczające granice codziennie w ogóle nie mogą wwozić na teren Białorusi jedzenia (z wyjątkiem tego, które jest im niezbędne w drodze) i żadnych towarów.

Osobno wyliczono towary, które można wwieźć na Białoruś tylko raz do roku, np. telewizor, laptop, komputer, kserokopiarkę, zmywarkę do naczyń itp.

Białoruscy emeryci drepczą do Polski

Pani Wiera ma 64 lata i jest emerytką. Zazwyczaj raz na dwa tygodnie odwiedza Polskę. Autobusem dojeżdża do przejścia granicznego Bruzgi - Kuźnica Białostocka i tam pieszo przekracza granice. W Kuźnicy odwiedza Biedronkę i inne działające tuż przy granicy sklepy.

- Kupuję jedzenie, olej, kiełbasy, środki czystości i inne rzeczy, których akurat potrzebuję. W Polsce są tańsze i wyjazd pozwala zaoszczędzić nawet 50 proc. pieniędzy, które wydałabym na to samo w Grodnie - mówi.

Wśród Białorusinów wyjazdy do Polski do przygranicznych supermarketów są nadzwyczaj popularne, nawet polskie słowo "zakupy" weszło w zachodniej części kraju do codziennego użytku i oznacza wyjazd do polskiego supermarketu. Według danych białostockiej izby celnej w 2013 roku tylko przez przejścia graniczne w podlaskim województwie wywieziono towary za 1 mld złotych, czyli o 200 mln więcej niż w roku poprzednim.

To wyraźnie denerwuje oficjalny Mińsk, gdyż stwarza dla białoruskiej gospodarki problem.

- Ludzie dostają pensje i emerytury i idą do kantorów, kupują walutę, by później pojechać na zakupy do Polski bądź Litwy. Już samo w sobie jest to dla władz problemem. A później pojawia się jeszcze jeden problem: przywożą zagraniczne towary, więc nie kupują białoruskich - powiedział "Wyborczej" białoruski ekonomista Siarhiej Czały.

Ujemne saldo w handlu zagranicznym według Narodowego Komitetu Statystycznego Białorusi w ciągu pierwszego półrocza bieżącego roku wyniosło 866,8 mln dolarów i nic nie wskazuje na to, by Mińsk był w stanie poradzić sobie z tym problemem.

- Walka z wyjazdami na zakupy jest częścią walki z ujemnym saldem - uważa Czały.

Był nawet projekt haraczy

Władze w Mińsku od lat prowadzą walkę z przygranicznym handlem. W 2011 roku w celu ochrony białoruskiego rynku wprowadzono zakaz przekraczania granicy samochodem częściej niż raz na osiem dni. To jednak nie ograniczyło zainteresowania wyjazdami do Polski. We wrześniu ubiegłego roku sam prezydent Aleksander Łukaszenka oburzał się na Białorusinów wyjeżdżających na zakupy za granicę:

- Obywatele, którzy nas dziś krytykują i narzekają, że nasz kraj jest biedny i ubogi, już 3 mld dolarów wywieźli za granicę do Unii Europejskiej [Łukaszenka nie sprecyzował, jaki okres ma na myśli], a z powrotem przywożą jakieś rupiecie, które i tak produkujemy. Wydałem rozporządzenie, by było tak: jak wyjeżdżasz za granicę po te rupiecie, to zapłać cło. Będzie tak: obsługujemy cię na granicy - więc płać 100 dolarów od łebka i wtedy możesz jechać za granicę - powiedział Łukaszenka.

Ostatecznie z tak drastycznego kroku zrezygnowano, za to wymyślono kolejne ograniczenia celne mające zniechęcić Białorusinów do wyjazdów na zakupy. Czy tym razem białoruskim władzom to się uda?

- Będę jeździła nadal. Wydatek niewielki, bo to bilet na autobus z Grodna do Bruzgów, a tam piesze przejście. Więc nawet z tymi ograniczeniami będzie się opłacało pojechać - uważa pani Wiera.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.