Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Białacki do Brukseli przyjechał we wtorek. W stolicy Belgii spotkał się z przedstawicielami Unii Europejskiej. W środę w Strasburgu rozmawiał m.in. z przewodniczącym europarlamentu Martinem Schultzem i komisarzem ds. rozszerzenia Štefanem Füle. Udzielał także wywiadów dziennikarzom.

Skazany w 2011 roku szef białoruskiego Centrum Praw Człowieka "Wiesna" miał spędzić w więzieniu 4,5 roku. W czerwcu tego roku został jednak wypuszczony z kolonii karnej o podwyższonym rygorze w Bobrujsku na mocy amnestii zadekretowanej przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę. Zanim trafił do Bobrujska, Białacki spędził siedem miesięcy w areszcie białoruskiego KGB. - Pomieszczenie było tak małe, że czułem się jak w śmierdzącej toalecie - wspomina w rozmowie z portalem "EU Observer".

Współwięźniowie karani za rozmowy z Białackim

W kolonii karnej Białacki pracował przez pięć dni w tygodniu w szwalni. Za swoją pracę otrzymywał co miesiąc ok. 14 złotych. Część z tej kwoty zabierała jednak służba więzienna na pokrycie kosztów wyżywienia, wody i prądu zużywanego przez więźnia. Na założone dla opozycjonisty konto za każdy miesiąc pracy wpływało więc niecałe 4 złote. - Cóż, to obóz pracy. Nie możesz powiedzieć "nie" - komentował.

Pracę w szwalni Białacki wykonywał w całkowitym milczeniu. Także w celi, choć siedziało z nim 15 więźniów, nie mógł z nikim rozmawiać. Ci, którzy próbowali się do niego odezwać, byli za to karani. W rezultacie wszyscy współwięźniowie starali się go ignorować. - Część z nich była informatorami, którzy donosili władzom więzienia, gdy ktoś próbował się do mnie zbliżyć - relacjonował Białacki. - Byłem pod ciągłą obserwacją. Część osób w celi miała za zadanie patrzeć na mnie w dzień i w nocy - dodał białoruski opozycjonista.

Żeby wytrzymać tę presję, Białacki pisał wiele listów do przyjaciół, które później zostały złożone w dwie książki. Zaznacza, że z aresztu wyszedł w relatywnie dobrym zdrowiu, "jeśli nie liczyć alergii na kurz".

Białacki: Za rok wybory, Łukaszenka chce poprawić kontakty z UE

Pytany o powody jego uwolnienia Białacki wskazuje przede wszystkim na rolę presji wywieranej na Białoruś przez Zachód. - Stanowisko Unii Europejskiej i USA było jasne: jeśli Białoruś chce poprawy relacji, musi uwolnić więźniów politycznych - tłumaczył portalowi Eurobelarus.info. A w rozmowie z "EU Observer" dodaje:

- Prezydent Białorusi stara się nawiązać lepsze kontakty z Unią Europejską. To drugi po Rosji partner gospodarczy kraju, a sytuacja ekonomiczna jest bardzo trudna. Poza tym za rok są wybory prezydenckie, a przed każdymi wyborami Łukaszenka stara się poprawić kontakty z UE, często wypuszczając niektórych więźniów politycznych.

Jakie są plany Białackiego na przyszłość? Chce przede wszystkim podjąć starania na rzecz wypuszczenia na wolność siedmiu wciąż odbywających wyroki więźniów politycznych, m.in. byłego kandydata na prezydenta Mikałaja Statkiewicza. - Jest na to szansa po moim uwolnieniu. Trzeba wykorzystać ten moment - zaznaczył.

Zamiast startu w wyborach - budowa społeczeństwa obywatelskiego

Białorusini raczej nie zobaczą Białackiego wśród kandydatów na prezydenta Białorusi. - Słabość wyborów na Białorusi spowodowana ciągłym ich fałszowaniem zmusza nas do szukania innych sposobów na prezentowanie naszej pracy i wywieranie wpływu na społeczeństwo. Nasz cel to nie dać się wpędzić w wiązanie nadziei z wyborami, bo nie zmienią one sytuacji w kraju. Musimy wspierać obywatelskie zaangażowanie i wpajać europejskie wartości. Tylko w ten sposób można zagwarantować Białorusi niepodległość w przyszłości - tłumaczy w rozmowie z Eurobelarus.info. - Białoruskie społeczeństwo obywatelskie nie jest w najlepszej kondycji. Musimy lepiej wykorzystywać możliwości, jakie dają m.in. media elektroniczne - dodaje.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.