Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W piątek wezwano na dywanik w MSZ ambasadora Rosji w Kazachstanie. Powodem były wypowiedzi rosyjskich polityków kwestionujące przynależność państwową północnych rejonów Kazachstanu. - Rządowa elita jest zaniepokojona wydarzeniami na Ukrainie i boi się powtórki tego samego scenariusza w Kazachstanie - mówi kazachski politolog Dosym Satpajew z think thanku "Grupa oceny ryzyka".

- Obwód wschodniokazachski albo Rudny Ałtaj zawsze były w składzie Rosji. Te tereny zostały przekazane Kazachstanowi niedawno, w 1936 roku. Dlaczego w ramach WNP nigdy nie podnoszono tej kwestii? A nuż tutejszy lud zapragnie odrodzenia ZSRR? - powiedział w jednym z wywiadów dla rosyjskich mediów Władimir Sztygaszew, przewodniczący Rady Najwyższej Republiki Chakasja. Republika Chakasja jest częścią Federacji Rosyjskiej i leży w jej azjatyckiej części niedaleko Kazachstanu.

W Kazachstanie wypowiedź Sztygaszewa odczytano jako zagrożenie dla integralności terytorialnej. W piątek ambasador Rosji w Kazachstanie został wezwany do MSZ, gdzie wręczono mu notę protestacyjną.

"Zwróciliśmy uwagę na skrajnie negatywną reakcję społeczeństwa naszego kraju na wypowiedź Sztygaszewa i na to, że pozostaje ona w sprzeczności z umowami zawartymi przez Republikę Kazachstanu i Federację Rosyjską. (...) Coraz częstsze podobne wypowiedzi oficjalnych przedstawicieli Rosji nie mogą nie budzić naszego niepokoju" - napisano w specjalnym oświadczeniu kazachskiego MSZ.

Wypowiedź przewodniczącego Rady Najwyższej Chakasji nie jest pierwszą próbą kwestionowania przynależności ziem północnego Kazachstanu. Wcześniej w podobnym duchu wypowiadali się przywódca Partii Liberalno-Demokratycznej Władimir Żyrinowski oraz pisarz i lider opozycyjnej nacjonalistycznej "Innej Rosji" Eduard Limonow.

Rosjanie według oficjalnych spisów ludności stanowią 23,7 proc. mieszkańców Kazachstanu. W północnych regionach jest ich nawet więcej. Na przykład we wspomnianym przez Sztygaszewa obwodzie wschodniokazachskim Rosjanie stanowią według różnych ocen od 40 do nawet 50 proc. ludności.

W 1997 r. Eduard Limonow, stojący wówczas na czele Partii Narodowo-Bolszewickiej, próbował wywołać rosyjskie powstanie w północnym Kazachstanie. Scenariusz był łudząco podobny do tego, który Kreml obecnie zastosował na Ukrainie: miejscowi kozacy mieli przeprowadzić zjazd, na którym planowano proklamować niepodległość, a później zamierzano przyłączyć się do Rosji. Jednak kazachskie służby specjalne zablokowały działania separatystów, zjazd się nie odbył, a Limonow od tego czasu nie ryzykuje przyjazdu do Kazachstanu.

Według politologa Dosyma Satpajewa kazachskie elity rządowe uważnie śledzą działania Rosji na Ukrainie i wcale nie czują się bezpieczne, mimo że oficjalnie Kazachstan jest bliskim sojusznikiem Rosji i uznał wyniki referendum na Krymie, popierając w ten sposób okupację części Ukrainy. Do parlamentu już trafił projekt nowego kodeksu karnego, który wprowadza karę 10 lat więzienia za dążenie do dezintegracji Kazachstanu.

- To pokazuje, że władze poważnie traktują zagrożenie separatyzmem i wyciągają wnioski z wydarzeń na Ukrainie - mówi Satpajew.

Podobne niepokoje czuje również inny sojusznik Rosji z unii celnej - Białoruś. Wczoraj Aleksander Łukaszenka oświadczył, że nie popiera federalizacji, która jest jednym z głównych postulatów Rosji wobec Kijowa.

- Jeżeli chcemy zachować Ukrainę jako całość, to nie trzeba przeprowadzać federalizacji. Federalizacja to jutrzejszy podział Ukrainy, my zaś powinniśmy zachować jedność kraju, by nikomu do głowy nie przyszło, że noga natowskiego żołnierza mogłaby stanąć na ukraińskiej ziemi - oświadczył Łukaszenka.

- Łukaszenka się boi i te wypowiedzi są tego dowodem - powiedział "Wyborczej" politolog Walery Karbalewicz z analitycznego Centrum "Strategia". - Prezydent Białorusi obawia się, że podobny scenariusz mógłby być wykorzystany przez Kreml wobec niego. Przecież niejednokrotnie między nim a Putinem iskrzyło.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.