Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wołodymir Daniluk ma 55 lat, jest weteranem radzieckiej armii. Żona, która od dawna jest z nim w separacji, przyznaje, że widziała go w telewizji w czasie antyrządowych protestów w Kijowie. Od tego czasu słuch po nim zaginął. - Nasza mama się martwi, co się z nim stało, ciągle do mnie wydzwania - mówi w rozmowie z "New York Timesem" siostra Daniluka Galyna Oniszczuk.

Historia jej brata nie jest odosobniona. W sumie, według organizacji Euromajdan SOS zajmującej się poszukiwaniem zaginionych, od początku protestów w grudniu ub. r., zaginęło 661 osób. Do ubiegłego tygodnia nadal nie był znany los 272 z nich.

Zabrali ze szpitala, zabili w lesie

Pozostałych zaginionych odnaleziono w szpitalach albo celach więziennych, niektórzy sami się pojawili - wylicza w "New York Timesie" Witalij Selyk z Euromajdan SOS. Przyznaje, że część zgłoszonych przypadków zaginięć wynikała z trudności w kontakcie - ludzie gubili telefony albo kończył im się limit na kartach. Selyk przyznaje, że większość zaginionych zapewne się odnajdzie.

Jednak opozycja obawia się, że niektórzy mogli zostać zatrzymani przez Berkut albo nieoficjalne siły próbujące utrzymać Janukowycza u władzy. Jak w przypadku zabójstwa Jurija Werbickiego, sejsmologa ze Lwowa i działacza opozycji, który w styczniu został porwany ze szpitala, po czym znaleziono go martwego w lesie w rejonie boryspolskim.

Drugi porwany razem z nim Igor Łucenko opowiedział dziennikarzom, że porywcze, którzy mówili po rosyjsku, bili ich, przesłuchiwali na temat ich działalności opozycyjnej i generalnie zachowywali się jak policjanci.

DNA ze śladów krwi

Z kolei Dmytro Bułatow, jeden z organizatorów Automajdanu, ruchu kierowców dowożących demonstrantów na protesty, zniknął pod koniec stycznia. Odnalazł się po tygodniu, zakrwawiony, ze śladami tortur. Przyznał, że torturowali go ludzie, którzy - według jego przekonania - byli członkami rosyjskich służb specjalnych. Ukraińskie MSW twierdziło, że Bułatow upozorował własne porwanie w ramach antyrządowej prowokacji.

Inny były więzień Andrij Babin opisuje ogromną liczbę osób aresztowanych w czasie protestów. - Było praktycznie jak na wojnie - opowiada w "New York Timesie". Dodaje, że z powodu dużej liczby aresztowanych wielu było przewożonych do aresztów w różnych częściach regionu, co utrudnia dzisiaj ustalenie, gdzie są.

Babin opowiada, że w miejscach, do których trafiali zatrzymani, znaleziono plamy krwi. - Wszędzie były ślady, jednak potrzebujemy testów DNA, żeby dowiedzieć się, kto tam był - przyznaje. - To mnóstwo roboty, a szanse, że zajmie się tym policja, są nieduże - przekonuje.

Nie spalili, nie skremowali

Wśród opozycji z Majdanu mnożą się makabryczne teorie na temat tego, co się stało z ludźmi, których do tej pory nie udało się odnaleźć. Jedna nich mówi, że 50 członków opozycji, którym pomagano w punkcie pierwszej pomocy w budynku związków zawodowych, zostało zamordowanych i spalonych w czasie pożaru w budynku. Jednak osoby przeszukujące budynek po pożarze twierdzą, że to bzdura, bo liczba ofiar nie przekracza kilku osób.

Inna teoria mówi, że władze skremowały ponad setkę aktywistów zabitych przez policję, żeby zatrzeć ślady zbrodni. - Znamy ludzi, którzy pracują w krematorium, zdecydowanie mówią, że to nieprawda - przekonuje Selyk z Euromajdan SOS.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.