Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Taka decyzja leży w kompetencjach ukraińskiej Rady Najwyższej i dlatego żadna prowokacja [zbrojna] nie może odbywać się na podstawie oświadczenia któregokolwiek obywatela Ukrainy, nawet eksprezydenta - oświadczył w parlamencie Ołeksandr Turczynow, jeszcze przed wczorajszą konferencją prasową Władimira Putina.

O liście Janukowycza z prośbą o interwencję wojskową mówiono już bowiem w rosyjskiej Radzie Federacji w sobotę, a w nocy z poniedziałku na wtorek ambasador Rosji w Radzie Bezpieczeństwa ONZ Witalij Czurkin domniemanym listem Janukowycza starał się przekonywać o prawomocności działań Kremla wobec Ukrainy.

W Kijowie powściągliwie o Putinie

Natomiast już po konferencji prasowej Putina oficjalna reakcja nowych władz Ukrainy była dość powściągliwa. Sporo posłów z Rady Najwyższej w nieoficjalnych rozmowach zaznaczało, że pomimo buńczucznej retoryki jego wypowiedzi mogą wskazywać na lekką "deeskalację". I zdają się potwierdzać poniedziałkową diagnozę - publicznie ogłoszoną przez premiera Arsenija Jaceniuka - że nie zanosi się na rychły najazd Rosji na wschodnią Ukrainę.

Optymiści zwracali uwagę, że Putin nie wykluczył uznania wyborów prezydenckich z 25 maja oraz - co potwierdziły we wtorek obie strony - że odbyły się telefoniczne konsultacje szefa rosyjskiej Dumy Siergieja Naryszkina z Turczynowem, który przewodniczy Radzie Najwyższej i tym samym pełni po ucieczce Janukowycza obowiązki prezydenta.

Putin przekonywał, że władze w Kijowie nie są prawomocne (prócz "częściowo prawomocnego" parlamentu), ale Jaceniuk już co najmniej raz rozmawiał telefonicznie z rosyjskim premierem Dmitrijem Miedwiediewem.

- Rozpoczęły się także konsultacje ministrów z Kijowa i Moskwy. Nie jest łatwo, ale zrobiliśmy pierwsze kroki - powiedział wieczorem Jaceniuk.

"Putinie, nie leź mi do domu!", "Ukraina zwycięży!" - skandowały wczoraj grupki Ukraińców na Majdanie.

Andrij Parubij, sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony, relacjonował w parlamencie, że do komisji poborowych zgłasza się rekordowa liczba żołnierzy rezerwy. Do prywatnych klinik Borys w Kijowie zgłosiło się we wtorek aż 6 tys. ochotników chcących się przeszkolić na wypadek wojny.

Ale w Kijowie nadal nie czuć ani wojennej gorączki, ani nawet większego niż zwykle gniewu na Władimira Putina. Rośnie - o ile może być jeszcze większa - wrogość wobec Janukowycza. Wczoraj krążyły po stolicy nieprawdziwe słuchy o jego śmierci.

- Mówiąc delikatnie, nie obchodzi mnie stan zdrowia człowieka, który prosi o najazd na swoją ojczyznę - odpowiada posłanka Hanna Herman, do niedawna bliska współpracowniczka Janukowycza.

Majdan pilnuje rewolucji

Jednak ani groźba najazdu Rosji na wschód kraju, ani doniesienia z Krymu nie sprawiły, że Majdan - w ramach wojennej mobilizacji - ufnie przylgnął do nowych władz Ukrainy.

"Władzo, uważaj na siebie! Nie rozczaruj narodu!", "Zmienić władzę, a nie tylko tyłek na złotym kiblu!" (nawiązanie do zdjęć ubikacji w rezydencji Janukowycza) - to hasła, którym przyklaskują demonstranci przy "punkcie dyskusyjnym" na Chreszczatyku, między Majdanem a placem Europejskim.

Każdy może podejść do mikrofonu, opowiedzieć o pomysłach na nową Ukrainę. Dominują przemowy o korupcji, potrzebie lepszych uczelni, leczeniu bez łapówek, nadzorze nad ministrami, bo "na górze każdy miewa lepkie ręce".

Ale może idzie wojna? Nie czas odłożyć tego gadania na później?

- Jak będzie trzeba walczyć, pójdę natychmiast. Ale skoro jeszcze nie muszę, będę tu, w Kijowie, pilnować, żeby nie ukradli nam rewolucji - mówi 34-letni Mykoła Petrowicz, pielęgniarz spod Równego. W stolicy jest od tygodnia, wymienił na majdanowym "dyżurze" kolegę z pracy, który spędził w Kijowie blisko trzy tygodnie.

Zalepić budżetową dziurę

Wczoraj szef amerykańskiej dyplomacji John Kerry przywiózł do Kijowa obietnicę 1 mld szybkich gwarancji pożyczkowych dla nowego rządu. Z MFW dochodzą wieści o rozmowach na temat wypłaty transzy wartej ok. 3 mld dol. A Bruksela - być może już dziś - zadeklaruje się co do blisko miliarda euro pomocy. Po zsumowaniu te kwoty zalepiłyby dziurę w ukraińskim budżecie na kilka najbliższych miesięcy.

- Częścią pakietu pomocy może być opłacenie rachunków za gaz z Rosji - poinformował wczoraj komisarz UE ds. energii Günther Oettinger.

Premier Arsenij Jaceniuk będzie w Brukseli już jutro, czyli w dniu nadzwyczajnego szczytu UE na temat Ukrainy, na którym unijni przywódcy będą rozmawiać o sankcjach wobec Rosji.

- Zawsze byliśmy przeciwni jednostronnym sankcjom; nie prowadziły do niczego pozytywnego - ogłosił szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier po rozmowie z Ławrowem przyznał, że wciąż "nie widać rozwiązania".

Pełzająca inwazja na Krymie

- Do Kijowa już przybyła misja OBWE, która pojedzie na Krym, by monitorować sytuację - powiedział wczoraj Andrij Parubij. Zapewniał, że ukraińscy żołnierze na półwyspie nie ulegli "wojnie psychologicznej", czyli wielokrotnie ogłaszanym przez Rosjan żądaniom zdania broni pod groźbą szturmu.

Prokuratura generalna zwróciła się do sądu o unieważnienie czwartkowej decyzji parlamentu Krymu o wyborze premiera Serhija Aksionowa oraz o rozpisaniu referendum na temat zwiększenia autonomii, m.in. przez nadanie półwyspowi "statusu państwowego". Ale Krym jest teraz pod kontrolą Rosjan, którzy otoczyli tam bodaj wszystkie bazy i posterunki graniczne. W środku siedzą ci ukraińscy żołnierze, którzy nie poddali się groźbom, ale nie podejmują prób przerwania okrążenia siłą.

Na lotnisku Belbek pod Sewastopolem oddano wczoraj w powietrze kilka strzałów - wieczorem Rosjanie kontrolowali pas startowy, ale w pomieszczeniach lotniska przebywało ok. 50 ukraińskich żołnierzy.

Rosyjscy żołnierze wdarli się na terytorium ukraińskiego pułku rakietowego pod Eupatorią. Nadal najczęściej podają się za członków "krymskiej samoobrony" i mają mundury bez naszywek, choć czasem jeżdżą samochodami, na których nawet nie zamaskowano oznak rosyjskiej armii.

Wedle wyliczeń Kijowa na Krymie w ramach pełzającej inwazji działa teraz ok. 16 tys. rosyjskich żołnierzy.

Okupacja w Doniecku

Siedzibę władz w Doniecku okupowało wczoraj kilkuset przeciwników Majdanu, którzy ogłosili się "władzą" i zapowiedzieli referendum w sprawie przyszłości regionu. - Budynek jest częściowo zajęty, ale doniecka administracja pracuje - powiedział Andrij Parubij.

Przed siedzibą demonstranci rozbili dwa namioty i rozstawili przy nich transparenty z hasłem: "Berkut to bohaterowie!".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.