Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wiceminister nie ujawnił źródła informacji. W krótkim wystąpieniu ostrzegał, że prowokacja Rosjan "pozwoli zalegalizować wejście rosyjskich wojsk na teren Ukrainy".

- Prosimy o opamiętanie. Nie można dopuścić do rozlewu krwi na Krymie. Najważniejsze jest ludzkie życie. Dlatego apelujemy: przestańcie - mówił Welikowicz.



Podobny scenariusz wróżył dziś Andriej Illarionov - w przeszłości doradcą do spraw ekonomicznych Władimira Putina, dziś pracownik waszyngtońskiego Center for Global Liberty and Prosperity.

- Na Ukrainie są nie tylko proukraińskie tituszki, nie tylko "turyści rosyjscy", którzy wieszają rosyjskie flagi na budynkach administracji we wschodniej Ukrainę. W tym kraju działa obecnie kilka grup rosyjskich sił specjalnych. Ich zadaniem jest zabić rosyjskich obywateli i rosyjskich żołnierzy na Ukrainie, co będzie powodem do wojny - przekonywał Illarionov w ukraińskiej telewizji 1+1.

- Rosja przedstawi to zabójstwo jako zbrodnię ukraińską. Dokładnie tak postąpiła na terytorium Gruzji, w Osetii Południowej. Rosyjskie siły specjalne zestrzeliły rosyjskich żołnierzy, a następnie ich ciała zostały przedstawione jako dowód uzasadniający interwencję zbrojną - dodawał.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.