Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Dowódca armii Floty Czarnomorskiej Aleksandr Witko postawił wczoraj ultimatum oddziałom ukraińskim. Zagroził "prawdziwym" szturmem na całym Krymie, o ile nie poddadzą się do dzisiejszego świtu. Doniesienie to na przemian potwierdzały i dementowały różne źródła.

- Jeśli Rosja nie zrobi kroku w tył, trzeba sięgnąć nawet po sankcje wizowe, zamrożenie aktywów [wybranych Rosjan] i restrykcje handlowe - mówił przed dzisiejszą wizytą w Kijowie sekretarz stanu USA John Kerry. Rosyjską inwazję na Krymie i groźby najazdu na wschodnią Ukrainę nazwał "niewiarygodnym aktem agresji". Kerry zasugerował też możliwość sankcji przeciw rosyjskim bankom. - Biznesmeni z USA będą się zastanawiać dwa razy, czy robić interesy w Rosji - powiedział szef amerykańskiej dyplomacji. Biały Dom nie zamierza więc pozostać tylko przy słowach oburzenia.

Europa była do wczoraj powściągliwsza, wciąż - głównie pod naciskiem Berlina - przedkładając próby mediacji z Władimirem Putinem nad twardy kij. Szefowie dyplomacji krajów UE w Brukseli zagrozili Rosji - "o ile nie będzie kroków ku deeskalacji" - zawieszeniem m.in. rozmów o liberalizacji wizowej oraz gotowością rozważenia "ukierunkowanych środków". Co to znaczy? - Jeśli sytuacja na Krymie się nie poprawi, to Unia zrewiduje swoje stosunki z Rosją i rozważy sankcje wizowe i finansowe - powiedział minister Radosław Sikorski.

Unia zdecydowała też, by objąć sankcjami Ukraińców, którzy sprzeniewierzyli wielkie fundusze publiczne. Decyzją o przygotowaniach do wprowadzenia sankcji w Rosji bądź - jeśli jej agresja na Ukrainę się nasili - o wdrożeniu pierwszych restrykcji zajmą się przywódcy UE na nadzwyczajnym szczycie w Brukseli w czwartek.

Jeśli Putin zdecyduje się na inwazję poza Krymem, sankcje są prawie pewne. Jeśli jednak ograniczy się "tylko" do czarnomorskiego półwyspu, to decyzja szczytu UE może być mocno rozwodniona.

- Wielka Brytania będzie wspierać rząd i naród Ukrainy - powiedział wczoraj w Kijowie szef brytyjskiej dyplomacji William Hague. Londyn wraz z USA i Rosją jest gwarantem bezpieczeństwa i granic Ukrainy na mocy memorandum budapeszteńskiego z 1994 r., gdy Kijów wyrzekł się broni atomowej.

Putin te gwarancje złamał. Londyn, który do niedawna słabo angażował się w sprawy Ukrainy, jest teraz gotów poprzeć sankcje wizowe dla biznesmenów bliskich Kremla. Twardej linii chce Polska, ale na forum Unii za łagodniejszym podejściem opowiada się rząd Angeli Merkel.

- Wybiła godzina dyplomacji. Trzeba nakłonić rządy Ukrainy i Rosji do bezpośrednich rozmów - powiedział wczoraj w Brukseli szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier. Dodał, że UE musi wysłać "wyraźne sygnały, że działania militarne Rosji są nie do przyjęcia", a od ukraińskich władz zażądać poszanowania praw mniejszości. Tu Niemiec po części kupił rosyjską propagandę o zagrożeniu dla etnicznych Rosjan.

Berlin na razie się sprzeciwia wyrzuceniu Rosji z grupy G8. Ale już wczoraj siedmiu jej członków wspólnie z szefami euroinstytucji potępiło "pogwałcenie przez Rosję suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy". Bojkot lipcowego szczytu G8 w Soczi jest właściwie pewny.

Szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow oskarżył siódemkę, że zawieszając przygotowania do Soczi, "niszczy nie tylko grupę, ale także całą społeczność międzynarodową".

Kanclerz Merkel w niedzielę późnym wieczorem uzyskała zgodę Putina (tak relacjonował Berlin, Kreml jeszcze tego nie potwierdził) na misję OBWE, która miałaby "ustalić fakty" na Ukrainie. Domagał się jej rząd Arsenija Jaceniuka, licząc na to, że niezależne raporty zneutralizują oszczerstwa Kremla w sprawie dyskryminacji "obywateli Rosji i ludności rosyjskojęzycznej".

Jednak zachodni dyplomaci wątpią, by misja bądź grupa kontaktowa OBWE zdołała w bliskiej przyszłości odwrócić najazd Rosjan na Krym. Przejęli oni już bowiem kontrolę militarną nad półwyspem.

- Myślę, że już mamy za sobą najgorszą fazę kryzysu między Ukrainą a Rosją. Nie mamy doniesień o rosyjskich żołnierzach poza Krymem - uspokajał premier Jaceniuk. Starał się skupić na już głośno obiecywanej przez Zachód pomocy finansowej (pod warunkiem reform).

Przeraża jednak diagnoza, którą Putinowi postawiła kanclerz Merkel. Według "New York Timesa" miała powiedzieć prezydentowi Barackowi Obamie, że podejrzewa, iż Putin "stracił kontakt z rzeczywistością" i że "jest w innym świecie".

Kreml informował po telefonicznej rozmowie Merkel z Putinem, że prezydent Rosji zwracał uwagę na zagrożenie życia obywateli Rosji i ludności rosyjskojęzycznej na Ukrainie ze strony "sił ultranacjonalistycznych".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.