Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Andriej Zubow, historyk i publicysta:

Przyjaciele, jesteśmy na progu.

Nie na progu włączenia nowego terytorium do Federacji Rosyjskiej, lecz pełnego unicestwienia systemu układów międzynarodowych, chaosu gospodarczego i dyktatury politycznej. Jesteśmy na progu wojny z naszym najbliższym sąsiadem, narodem Ukrainy; na progu zimnej, a może i gorącej wojny z USA i Europą.

A przecież to wszystko już było. Austria. Początek marca 1938 r. Naziści chcą powiększyć swą Rzeszę kosztem innego niemieckiego państwa. Naród nie bardzo tego pragnie. Nikt go nie szykanuje, nikt go nie dyskryminuje. Ale idea wielkich Niemiec zawróciła w głowach miejscowym radykałom - nazistom.

Po anszlusie do Niemiec przyłączono czeskie Sudety, litewską Kłajpedę.

Historia się powtarza. Na Krymie rzeczywiście mieszkają Rosjanie. Ale czy ktokolwiek ich tam prześladuje, czy są ludźmi drugiej kategorii, bez prawa do swego języka i wiary? Przed kim mają ich bronić rosyjscy żołnierze? Kto na nich napadał?

Wprowadzenie wojsk jednego państwa na terytorium drugiego bez jego zgody zawsze jest agresją.

Zajęcie parlamentu Krymu przez ludzi w mundurach bez znaków rozpoznawczych to samowola. Przyjęcie przez parlament Krymu jakichkolwiek decyzji w takich warunkach jest farsą. Najpierw opanowali siłą parlament, premiera zmienili na prorosyjskiego, a potem ten nowy premier poprosił Rosję o pomoc, i to w momencie, kiedy "pomocnicy" byli już na miejscu i w pełni kontrolowali półwysep. To jak dwie krople wody jest podobne do anszlusu w 1938 r. I nawet referendum pod przyjaznymi bagnetami organizują teraz jak w Austrii. Tam 10 kwietnia, tu 30 marca.

Czy rosyjska władza bierze pod uwagę całe ryzyko związane z tą niewiarygodną awanturą? Jestem przekonany - że nie. Tak samo jak Adolf Alojzowicz. Gdyby on to zrobił, nie szalałby w bunkrze w kwietniu 1945 r. pod radzieckimi bombami, nie połknąłby kapsułki z trucizną.

Przyjaciele, musimy się opamiętać i zatrzymać. Nasi politycy wciągają naród w przerażającą awanturę. Doświadczenie uczy, że konsekwencje będą straszne. Nie możemy się zachowywać tak, jak robili to Niemcy, kiedy do marszu wzywali ich Goebbels i Hitler.

W imię pokoju w naszym kraju, w imię prawdziwego odrodzenia narodu, w imię prawdziwej przyjaźni na ruskiej przestrzeni rozdzielonej dziś na liczne państwa powiedzmy "nie" tej szalonej i - przede wszystkim - absolutnie niepotrzebnej agresji.

Straciliśmy już tyle istnień ludzkich w XX wieku, że teraz naszą jedyną prawdziwą zasadą powinna być zasada ocalenia narodu, którą sformułował wielki Sołżenicyn. Ocalenie narodu to nie przyłączanie ziem. Te przyłącza się tylko krwią i łzami. Nie trzeba więcej ani krwi, ani łez.

(Tekst opublikowany w dzienniku "Wiedomosti")

Jurij Szewczuk, popularny rosyjski bard

Pamiętam stołówkę w wojskowej bazie w Mozdoku w styczniu 1995 r. pełną dzielnych sztabowców jedzących smaczny obiad, śmiejących się i podszczypujących kelnerki. Pamiętam, jak starłem się z jednym takim "bohaterem", który z cynicznym uśmieszkiem komentował to, co się dzieje: - Na wojnie jak na wojnie, żołnierz po to jest, żeby ginąć, my zaprowadzamy porządek konstytucyjny.

A obok pułk desantowy 18-letnich chłopców na placu pod drobnym, dokuczliwym kaukaskim deszczem. Całe dnie pisałem im na ich książeczkach wojskowych autografy i życzenia powodzenia. A potem, już w Groznym, widziałem ich w lazarecie. Postrzelanych, wykrwawionych.

I co się zmieniło?

Uspokójcie się, biesy wściekłe, kuchenni i gabinetowi pseudopatrioci z obu stron, którym wprowadzenie wojsk ostatecznie rozwiąże ręce. Co, znowu bratniej krwi się zachciało, tej działającej na was viagry?

Jeśli, nie daj Boże, będzie wojna i w 2014 r. przez Rosję i Ukrainę popłyną trumny żołnierskie, to w 2017 r. będzie u nas rewolucja i tym razem wszystko się już rozwali.

Gdzie polityka? Gdzie wagony pełne negocjatorów? Gdzie ambasador? Czemu nasi mądrzy, odważni, kochający naród posłowie nie przyjechali na Majdan, do Rady w Kijowie, tam nie wygłaszali odważnych mów i nie śpiewali kupletów? A teraz, jak zwykle, kryją się za wojskami, chłopcami, krwią.

My, ludzie Rosji i Ukrainy, jesteśmy rodziną. Każdy z nas musi zrobić wszystko, by nie dopuścić do bratobójczej wojny. Inaczej zwyciężą biesy.

(Z bloga Jurija Szewczuka)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.