Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W poniedziałek późnym wieczorem rozmówcy agencji Interfax we Flocie Czarnomorskiej zaprzeczali wiadomościom o ultimatum. A ukraiński MON oficjalnie ani go nie potwierdzał, ani nie zaprzeczał. I nie było pewności, czy ultimatum jest faktem czy plotką. W ostatnich Rosjanie już nieraz przecież grozili żołnierzom Ukrainy na Krymie....

Najświeższe wiadomości o Krymie zobacz w naszej relacji na żywo



Taktyka rosyjskich salw na postrach działa zresztą bardzo dobrze. Dotychczas Rosjanom pełzająca inwazja na Krymie udaje się w zasadzie bez strzałów i być może woleliby utrzymać bezkrwawy charakter swej inwazji. Wprawdzie ukraińscy żołnierze w niektórych jednostkach i posterunkach granicznych na Krymie wciąż opierali się wczoraj żądaniom opuszczenia placówek oraz zdania broni. Ale w wielu innych miejscach oddali Rosjanom pole bez walki. Jak się wydaje, takie mieli rozkazy z Kijowa. Władze Ukrainy były bowiem od początku konfliktu świadome, że nie mogą liczyć na pełną lojalność swych wojskowych na Krymie. Potwierdziła to w niedzielę zaskakująco szybka zdrada nowo mianowanego dowódcy marynarki wojennej Denysa Berezowskiego.

- Nie ma szans na rozwiązanie konfliktu na Krymie w krótkiej perspektywie - przyznał w poniedziałek ukraiński premier Arsenij Jaceniuk.

Nowe władze Ukrainy zdają się teraz pokładać wszelkie nadzieje co do Krymu w misji OBWE, ponoć wynegocjowanej z Putinem przez Angelę Merkel. Taka misja wprawdzie może pomóc w obniżeniu eskalacji na półwyspie, ale raczej na zasadzie "zamrożenia konfliktu".

Ukraina już chyba doczekała się swego odpowiednika mołdawskiego separatystycznego Naddniestrza pod protektoratem Kremla. Krym szykuje się do przejścia na czas moskiewski, a rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew zatwierdził w poniedziałek powołanie spółki do budowy mostu nad Cieśniną Kerczeńską dzielącą Krym od rosyjskiego Półwyspu Tamańskiego.

Dokąd sięgnie Putin?

Kijów żył w poniedziałek pytaniem, czy Putin zatrzyma się na Krymie, czy też zamierza rozszerzyć inwazję na Ukrainę wschodnią.

MSZ alarmował o gromadzeniu przez Rosjan wojskowego sprzętu niedaleko ukraińsko-rosyjskiej granicy w rejonie Doniecczyzny, Charkowszczyzny i obwodu ługańskiego. Ale zarazem premier Jaceniuk uspokajał po południu, że nie ma oznak wskazujących na rychłą wojnę.

Jednak ta wiara nowych władz w Kijowie opierała się bodaj przede wszystkim na ufności w odstraszającą siłę Zachodu.

- Jestem przekonany, że plan Rosji już się zawalił. Nie daliśmy się sprowokować do scenariusza siłowego. Cały świat stanął po naszej stronie i Putin, który szykował błyskawiczne zwycięstwo nad Ukrainą, znalazł się w izolacji. Utrzymamy suwerenność i integralność terytorialną - przekonywał Andrij Parubij, sekretarz ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony.

Wieczorem ukraińskie media uczepiły się z nadzieją słów przewodniczącego rosyjskiej Dumy Siergieja Naryszkina, który powiedział, że "nie ma na razie konieczności użycia rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie".

Czarny scenariusz na wschodzie?

Jednak w Doniecku realizował się w poniedziałek czarny scenariusz, który - jak ostrzegali kijowscy pesymiści - mógł dać Rosji fałszywy pretekst do interwencji dla, jak ujmuje to Putin, "obrony Rosjan i ludności rosyjskojęzycznej".

Rano ponad dwa tysiące osób z rosyjskimi flagami protestowało przed budynkiem władz obwodowych w Doniecku przeciw mianowaniu nowego szefa obwodu, oligarchy Serhija Taruty. Demonstranci odepchnęli potem żołnierzy, zaczęli wyłamywać drzwi, wybijać okna. Milicja nie interweniowała.

"Rosja, Rosja!","Donbas-Rosja!" - krzyczeli ludzie, którzy ostatecznie zajęli dwie kondygnacje budynku.

Wieczorem ukraińskie media donosiły, że doniecka rada obwodowa "wyraziła poparcie" dla postulatów przeprowadzenia referendum na temat "przyszłości obwodu donieckiego". Jednak nie wiadomo, kto dokładnie i dlaczego tam głosował, bo wcześniej demonstranci uniemożliwiali wchodzenie i wychodzenie z budynku deputowanym i dziennikarzom, wyzywając ich od "banderowców".

Rząd w Kijowie przekonuje, że prowodyrami takich zajść są przyjezdni z Rosji.

W poniedziałek rosyjska flaga pojawiła się także na krótko w Odessie, ale tam lokalny samorząd po raz drugi w ostatnich dniach zdystansował się od "spisków separatystycznych".

Natomiast na razie spokojnie jest w Dniepropietrowsku, gdzie nowe władze Ukrainy mianowały na gubernatora oligarchę Ihora Kołomojskiego.

- Nasza wspólnota jest dumna z decyzji Kołomojskiego, by poświęcić się obronie ojczyzny i rozwojowi naszego regionu. Nowe władze Ukrainy to nie są żadni faszyści, jak kłamie rosyjska propaganda, lecz patrioci - oświadczył dniepropietrowski rabin Szmuel Kaminecki (Kołomojski jest ukraińskim Żydem).

Kijów marzy o Unii

We wtorek przylatuje do Kijowa misja Międzynarodowego Funduszu Walutowego, by rozpocząć szybkie negocjacje o kredytach pomocowych.

Premier Jaceniuk zapewniał, że Ukraina spełni wszystkie wymogi MFW co do reform, "z tego prostego powodu, że nie mamy innego wyjścia". Jego rząd oficjalnie odwołał też w poniedziałek decyzję poprzednich władz o zawieszeniu przygotowań do podpisania umowy stowarzyszeniowej z UE.

Kijów chciałby ją podpisać nawet na marcowym szczycie UE - Ukraina w Brukseli, ale Unia woli odwlec ten moment do wyłonienia nowego prezydenta Ukrainy w wyborach z 25 maja.

Jaceniuk powiedział też, że nie ma wielkiej nadziei na przedłużenie zniżki cen na gaz od Gazpromu, którą Janukowycz dostał od Putina po decyzji o nie podpisywaniu umowy z Unią. Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew oświadczył w nocy z niedzieli na poniedziałek, że nie uznaje obecnych władz Ukrainy za prawomocne, a Janukowycz pozostaje legalnym prezydentem.

Natomiast szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow powtórzył w poniedziałek apel Rosji o "realizację porozumienia z 21 lutego" między Janukowyczem i ówczesną opozycją z Majdanu (wynegocjowanego przez Radosława Sikorskiego, Franka Waltera Steinmeiera i Laurenta Fabiusa). Oznaczałoby powrót Janukowycza do władzy i wybory nowego prezydenta Ukrainy dopiero jesienią tego roku.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.