Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
To jedyne takie miejsce na Białorusi. Siedziba polskiego szlachcica została odbudowana w 2004 r. za państwowe pieniądze i przekształcona w muzeum (otwierał je osobiście prezydent Aleksander Łukaszenka). Władze nie szczędziły środków, położyły nawet ponad 40 km asfaltowej drogi, by dojazd z autostrady M6 był komfortowy.

Dzierżynowo, rodowa siedziba Dzierżyńskich, miejsce, gdzie urodził się Feliks, twórca sowieckiej bezpieki.

Rogi Dzierżyńskiego

Asfaltowa droga nagle się urywa. Przystanek autobusowy, parking i płot. Dookoła las - Puszcza Nalibocka. Surrealizm miejsca podkreślają dwie drewniane figury staroruskich rycerzy z tarczami, strzegące wejścia na ogrodzony teren. Na przysypanej śniegiem dróżce, która prowadzi do muzeum, widać ślady tylko jednej osoby. Oznacza to, że oprócz pracownicy muzeum tego dnia nikt nie przechodził. W centrum pomnik Feliksa Dzierżyńskiego i niewielki placyk. Za nim dwupiętrowy drewniany budynek - to zrekonstruowana siedziba rodu Dzierżyńskich, czyli Muzeum Dzierżynowo.

- Feliks urodził się tu, ochrzczony został w kościele w sąsiedniej wsi Derewnoje, mieszkał w Dzierżynowie do 11. roku życia, później wyjechał do Wilna, by się uczyć - opowiada pracownica muzeum, Tatiana.

Można zobaczyć teczkę i parasol, z którymi jako nastolatek chodził do gimnazjum, należące do rodziny pianino i drewniany stół.

Na honorowym miejscu wiszą rogi kozła upolowanego w 1922 r. przez Dzierżyńskiego na Kaukazie. Przez lata wisiały w jego roboczym gabinecie na Łubiance. Wśród eksponatów jest talerz wyprodukowany w 1984 r. z okazji 40. rocznicy polskiego SB i MSW. "40 lat w służbie narodu 1944-1984. Wyższa Szkoła Oficerska im. Feliksa Dzierżyńskiego" - głosi napis.

W osobnej sali obrazy i rzeźby przedstawiające Dzierżyńskiego, m.in. jako więźnia na katordze skutego kajdanami; z bezdomnym dzieckiem na rękach; w wojskowym szynelu...

Przed wojną Dzierżynowo należało do Kazimierza Dzierżyńskiego, brata Feliksa. Niemcy rozstrzelali go w 1943 r., a posiadłość spalili. Była to kara za popieranie AK.

Fakt współpracy brata, twórcy bezpieki, z AK jest skrzętnie przemilczany przez białoruskich resortowych historyków i nie dowiemy się o tym w muzeum. Według nowej białoruskiej historii Dzierżyński nie był Polakiem, lecz Białorusinem. Dowodów na to nie ma - wystarcza fakt, że urodził się na terenach, które należą do Białorusi.

Szaszłyki dla KGB

Feliks Dzierżyński uchodzi na Białorusi za bohatera.

"To niezwykły człowiek, prawdziwy bojownik, który stworzył system organów bezpieczeństwa. Jego misję kontynuuje obecne pokolenie oficerów, którzy bronią pokoju i spokoju obywateli" - napisał w księdze gości honorowych prezydent Aleksander Łukaszenka, który 7 października 2004 r. osobiście otworzył muzeum. W księdze są też wpisy przedstawicieli rosyjskiego MSW i federalnej Służby Bezpieczeństwa.

Dzierżyński jest patronem KGB - popiersie żelaznego Feliksa dumnie stoi w centrum Mińska, naprzeciwko centralnej siedziby resortu. Poza tym ma Białoruś miasto Dzierżyńsk, kołchoz Ojczyzna Dzierżyńskiego oraz wiele ulic jego imienia.

Co roku we wrześniu w Dzierżynowie pod jego pomnikiem składają przysięgę absolwenci Instytutu Narodowego Bezpieczeństwa, czyli świeżo mianowani oficerowie KGB. To jedyny dzień w roku, kiedy w Dzierżynowie jest dużo ludzi. W głębi ogrodzonego terenu stoją specjalne domki ze stołami i ławkami oraz mangał - grill do robienia szaszłyków. Tu wysocy goście biesiadują.

KGB przygotowało nawet specjalny szlak turystyczny związany z Dzierżyńskim. Jednak zarówno jego przebieg, jak i liczba turystów, którzy dzięki uprzejmości białoruskich funkcjonariuszy go odwiedzili, są utrzymywane w tajemnicy.

Czekistów nie lubią

W okolicznych wsiach, gdzie mieszka dużo Polaków, Dzierżyńskiego nie lubią.

- To komunistyczny bandyta i taki jest do niego stosunek! - kategorycznie stwierdza 87-letni emeryt Feliks Popławski.

Natomiast reszta rodziny Dzierżyńskich jest ciepło wspominana. Teresa Sobol, prezes oddziału Związku Polaków w położonym kilka kilometrów od Dzierżynowa Iwieńcu, mówi: - W latach 50., kiedy chodziłam do szkoły, w okolicy organizowano uroczystości z okazji urodzin Dzierżyńskiego. Nauczycielka chciała, by starsi ludzie nam o nim opowiedzieli. No i przyprowadziła nam takiego, a ten mówi: - Cała rodzina była porządna, tylko jeden Feliks bandyta, zastrzelił swoją siostrę.

- To byli porządni ludzi. Kiedy w 1939 r. przyszli Sowieci, NKWD odwiedziło Dzierżynowo. Kazimierz poczęstował ich herbatą. Jeden z oficerów powiedział, że polska herbata jest niedobra, na co Kazimierz mu odpowiedział: "Jeszcze zobaczymy, jaka u was będzie" - wspomina emeryt Feliks Popławski.

Dziś okoliczne wsie wymierają. Młodzi wyjeżdżają do miast. Dzierżynowo, mimo inwestycji i wielkiego zaangażowania władz, nie stało się turystyczną atrakcją.

- A kto zdrowy na umyśle będzie chciał słuchać bajek o Dzierżyńskim i oglądać jego popiersia? - pyta Teresa Sobol.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.