Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Paweł Wroński: Co oznacza uchwała Rady Federacji dająca prezydentowi prawo użycia rosyjskich sił zbrojnych na Ukrainie?

Gen. Bolesław Balcerowicz: Pełną swobodę działania dla prezydenta Putina w wymiarze politycznym i wojskowym. Daje mu absolutnie dowolność wyboru instrumentów, a także dowolność co do obszaru interwencji. Pytanie: jaki jest cel Putina?

No właśnie. Gra o prestiż? O Krym? Czy może o całą Ukrainę, która wymyka się z rosyjskiej strefy wpływów?

- Nie wiem. Oczywiście nasuwa się pierwsza odpowiedź - najchętniej by zagrał o całą Ukrainę.

Spróbujmy nakreślić jakieś scenariusze użycia sił zbrojnych...

- Sądzę, że tu nie chodzi tylko o użycie sił zbrojnych. Spójrzmy na przykład Krymu. Mamy tu kombinację wielu czynników. Słucham stacji telewizyjnej Russia Today. Gdybym nie był Polakiem, to włosy by mi stanęły ze strachu od tego, co tam można usłyszeć na temat tego, co się dzieje w Kijowie. Tego samego słuchają mieszkańcy Krymu. Są więc już odpowiednio przestraszeni. Rosja obiecuje im pieniądze - czyli lepszą sytuację materialną niż na niestabilnej Ukrainie - oraz opiekę - czyli militarną osłonę. To wspaniała kombinacja trzech podstawowych czynników w polityce.

Czy możliwa jest ograniczona interwencja militarna na terenie Krymu?

- Najbardziej możliwa. Na Krymie stacjonują wojska. Krym jest miejscem dobrze izolowanym. Tylko zastanówmy się, czy ta interwencja ma charakter ograniczony? W 2008 roku po wojnie o Osetię Południową, przegranej przez Gruzję, Osetia stała się częścią Rosji, a i Gruzja zbliżyła się do Rosji. Przegrany konflikt zbrojny znacząco osłabił bowiem rząd gruziński.

Po ewentualnej utracie Krymu ludność Ukrainy może zadać sobie pytanie: Po co nam była ta rewolucja na Majdanie?

A interwencja na pozostałym terytorium Ukrainy? Spróbujmy rozważyć scenariusz czechosłowacki.

- Mało prawdopodobny. Co prawda można snuć analogię i szukać tego przywódcy, który poprosiłby o interwencję, tak jak wtedy Gustav Husak.

Jest Wiktor Janukowycz.

- Owszem, ale on nie przebywa na terytorium Ukrainy. Poza tym na razie nie widać, aby siły rosyjskie były przygotowane do interwencji. Jeśli wspominaliśmy o Gruzji - to w 2008 roku w rejonie konfliktu Rosja miała gotowe około pięciu dywizji. Były one przygotowane do interwencji, transportu, współdziałania. Mimo to na tych niedługich odcinkach, które miały przebyć jednostki wojskowe, doszło do dużego bałaganu. Gdyby z marszu doszło do interwencji na Ukrainie, to bałagan byłby nieprawdopodobny.

Jeśli zaś przypominamy Czechosłowację... Ona była praktycznie otoczona - tylko na zachodzie graniczyła z Niemcami i Austrią. W przypadku Ukrainy jest inaczej.

Na koniec: obszar Ukrainy to olbrzymie państwo. Nie wiedzę możliwości, aby je obsadzić i utrzymać. Można mówić o kilku wybranych punktach, ale przecież nie o całym terytorium.

Wariant afgański - bratnia pomoc.

- Oczywiście "bratnia pomoc" to określenie rosyjskiej propagandy. Z grubsza oznaczałoby to, że doszłoby do uderzenia w ośrodek władzy. Warunkiem byłaby alternatywna ekipa oraz siła militarna, która opowiedziałaby się po stronie rosyjskiej, tak jak część sił zbrojnych Afganistanu. Ja nie widzę takiej możliwości na Ukrainie. Szczególnie gdy patrzę na armię ukraińską, która podczas wydarzeń na Majdanie zachowała neutralność.

Jaka jest możliwość realizacji podobnych scenariuszy?

- Z wyjątkiem poparcia separatystycznych tendencji na Krymie - minimalna. Może inaczej: ze strategicznego punktu widzenia byłoby to szaleństwo. Z drugiej strony: z historycznego punktu widzenia pamiętamy kilka wojen, które były szaleństwem.

Ukraina na skraju wojny - w poniedziałek, 3 marca specjalne wydanie "Gazety Wyborczej", a w nim pełny raport naszych korespondentów z Kijowa, Moskwy, Mińska, Stambułu, Waszyngtonu, Londynu i Pekinu oraz opinie m.in. Michnika, Brzezińskiego, Łukjanowa. Ukraina na skraju wojny: wydanie specjalne



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.