Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Dla "Gazety Wyborczej"

Prof. Jarosław Hrycak


- Gdy Rosja kilka lat temu sprowokowała wojnę w Gruzji i doprowadziła do secesji Abchazji, czytałem opracowanie ukraińskich analityków mówiące o intrygach i spiskach dominujących rosyjską politykę międzynarodową oraz że podobnej gry można spodziewać się na Ukrainie. Nie wierzę w spiski, więc ta analiza wydała mi się naciągana. Teraz mam wrażenie, że scenariusz gruziński i scenariusz ukraiński nakreślony przez Putina mają wiele wspólnego. Lecz wydaje mi się, że dla Putina to ogromna porażka.

Gdy Rada Federacji Rosji dała zgodę na militarną interwencję na Ukrainie, w jednej chwili rozsypało się to, co Rosja i ZSRR budowały w naszej części Europy przez stulecia. W rzeczywistości Putin definitywnie zerwał z Ukrainą i Ukraina definitywnie zerwała z Rosją. Więcej: zawalił się rosyjski porządek świata, to nie Rosja będzie rozdawać tu karty na dłuższą metę.

Ukraina dokonała europejskiego wyboru, zaś groźba fizycznej interwencji ten wybór tylko ugruntowała. Jeszcze nie tak dawno można było myśleć, że wschód kraju i jego serce przemysłowe - Zaporoże, Dniepropietrowsk - patrzą z nadzieją na Moskwę. Skończyło się to moim zdaniem na zawsze. Dniepropietrowsk i Zaporoże są z Kijowem, a nie z Rosją. Nawet Donieck sprzyja Kijowowi. Tamtejsi politycy Partii Regionów są lojalni wobec Ukrainy, a nie Moskwy.

Po akcji Putina głos sprzeciwu podniosły ukraińskie Kościoły. Cerkiew patriarchatu moskiewskiego mówi jednym głosem z Kościołem greckokatolickim. Tego nigdy nie było, a nawet nie należało się spodziewać.

To nie obalenie Janukowycza ani nie Majdan przeraziły Moskwę. Putin grozi interwencją, gdyż nagle okazało się, że podzielona Ukraina jest zdolna do kompromisu i jedności. Ale dzisiaj Moskwa może zrealizować swój plan w wersji minimalnej: prorosyjski sentyment i potrzeba jakiegoś moskiewskiego patriarchatu tli się może na osi Charków -Odessa i na Krymie, lecz nawet to wydaje się mocno problematyczne. To marne szczątki tego, co zapewne planował Putin i co bardzo dobrze udało mu się w Gruzji. Nie podzieli Ukrainy, bo po prostu Ukraina tego nie chce. Patronat Moskwy nie jest potrzebny nawet na wschodzie i nawet rosyjskojęzycznym obywatelom.

Decyzja o interwencji jest kompletnie irracjonalna, również z rosyjskiego punktu widzenia. Słucham rosyjskich analityków, a to jest właśnie także ich opinia. Putin popełnił brzemienny w skutki błąd, bo chciał być imperatorem w dawnym stylu. Carsko-sowiecka konstrukcja dominacji nad wschodem Europy przepadła. Putin przegrał, a jego działania to najzwyklejsza polityczna histeria.

Rzecz jasna, że polityk w histerii może uczynić wiele złego, bo jest nieprzewidywalny. Histeria to pierwszy krok do prowokacji. Nie wiadomo, jak sytuacja się rozwinie. Lecz pamiętajmy, że Moskwa uruchomiła mechanizm nie do zatrzymania - Ukraina wybrała Europę również dzięki Moskwie. Jesteśmy dzisiaj innym krajem niż kilka miesięcy temu. Polityka Moskwy tylko tę inność utwierdza.

W poniedziałek (3.03) specjalne strony w "Gazecie Wyborczej" o Ukrainie: Tomasz Bielecki z Kijowa - obraz ostatnich dni i reakcje zachodniej Europy, Wacław Radziwinowicz o demonstracjach i reakcjach ulic Moskwy, Mariusz Zawadzki o reakcji Ameryki, Bartosz Wieliński - o tym, że do sporu o Krym dołączył nowy gracz. W obronie Ukrainy stanowczo staje Turcja. Maciek Czarnecki - rosyjskie działania na Krymie wymusiły większą aktywność Brytyjczyków. Andrzej Poczobut o sygnałach z Białorusi, a Maria Kruczkowska - co na to Chiny? Poza tym komentarz Adama Michnika, reakcje rządu polskiego oraz o wpływie kryzysu ukraińskiego na gospodarkę światową i polską - czytaj jutro w "Gazecie Wyborczej".



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.