Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Po czterech latach rządów Wiktora Janukowycza Ukraina znalazła się na krawędzi niewypłacalności. Rezerwy walutowe w banku centralnym pod koniec 2013 r. spadły do 18,5 mld dol. i wystarczą zaledwie na sfinansowanie dwumiesięcznego importu dóbr i usług. Tymczasem Ukraina ma deficyt obrotów z zagranicą sięgający 15 mld dol. rocznie.

Samo zadłużenie nie wydaje się nadmierne - według raportu MFW wynosi niespełna 50 proc. PKB - ale rząd ukraiński nie ma możliwości pożyczania. Jak podają agencje ratingowe, Ukraina jest bowiem najmniej wiarygodnym (obok Argentyny i Jamajki) krajem świata.

Według Bloomberga potrzebuje w 2014 r. co najmniej 7,3 mld dol., by móc obsługiwać dług publiczny, a w ciągu dwóch lat musi zdobyć 17 mld dol. Dalsze 7 mld dol. musi spłacić Naftohaz - państwowy monopolista dystrybuujący gaz.

Dług państwa, choć relatywnie niski, szybko rośnie. Rząd uchwalił znaczne podwyżki emerytur i pensji urzędniczych, nie ograniczył hojnych dotacji do energii, a na dodatek miał wydatki związane z mistrzostwami Europy w piłce nożnej. W ostatnich czterech latach wynagrodzenia realne na Ukrainie wzrosły o prawie 50 proc., choć gospodarka wzrosła nieznacznie. To była polityczna decyzja prezydenta, który chciał utrzymać władzę. Nie utrzymał. Ale jak powiedzieć ludziom na Majdanie, że zarabiają za dużo?

Kryzys finansowy zawsze ma kilka przyczyn. Ukraina jest ofiarą pogorszenia się nastrojów inwestorów wobec rynków wschodzących. Stabilności jej finansów nie pomaga sztywny kurs hrywny wobec dolara. Tylko w styczniu 2014 r. Narodowy Bank Ukrainy wydał na ratowanie hrywny 1,7 mld dol.

Bilans płatniczy Ukrainy, a co za tym idzie - także rezerwy walutowe, był pożerany przez wysokie ceny gazu, od którego gospodarka jest uzależniona. W 2013 r. Ukraina zapłaciła za gaz z Rosji ok. 14 mld dol.

Te przyczyny kryzysu, choć ważne, nie musiałyby doprowadzić Ukrainy na skraj przepaści. Problemem znacznie ważniejszym jest strukturalna słabość gospodarki naszego sąsiada.

Fatalne dwie dekady

Według danych Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w 1992 r. dochód narodowy na jednego mieszkańca Ukrainy wynosił 5010 dol. i był nieco wyższy niż w Polsce (4880 dol.). Ukraina była bogatsza niż Łotwa i Litwa oraz większość innych krajów powstałych po rozpadzie ZSRR. W 2012 r. dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 7180 dol., w Polsce - 21 170 dol. Przed rozpadem ZSRR Ukraina była jedną z bogatszych republik. Dziś jest w grupie najbiedniejszych.

W 1992 r. średnia długość życia Ukraińca wynosiła 70 lat, tyle co w Polsce. Dziś Polak żyje o siedem lat dłużej, a długość życia Ukraińca pozostała bez zmian.

PKB Polski jest dziś dwukrotnie większe niż w 1989 r., na Ukrainie - blisko dwukrotnie mniejsze.

W 1992 r. Ukraina weszła razem z kilkunastoma innymi państwami wykrojonymi z dawnego Związku Radzieckiego na drogę niepodległości i przemian rynkowych. Zdaniem Andersa Aslunda, szwedzkiego ekonomisty, znawcy gospodarek przechodzących transformację, "ze względu na położenie w Europie oraz otwartą gospodarkę rynkową Ukraina jest właściwie skazana na dogonienie Zachodu, o ile tylko będzie prowadziła rozsądną politykę gospodarczą". Tyle że ten warunek nie został spełniony. Reformy zaczęły się z trzyletnim opóźnieniem, co spowodowało hiperinflację i dramatyczne spadki PKB trwające do końca dekady lat 90.

W listopadzie 1994 r. uwolnione zostały ceny i wymiana handlowa, w 1996 r. opanowano hiperinflację, a do roku 2000 rządy zapewniły stabilność finansową. Pierwszą ustawę prywatyzacyjną przyjęto już w marcu 1992 r. Ale o kształcie prywatyzacji decydowały nie prawo i tworzone instytucje, lecz praktyka. Aukcje w sprawie sprzedaży kluczowych zakładów - energetycznych, stalowych, chemicznych - odbywały się w zamkniętym gronie. Niechętnie na Ukrainie widziano kapitał zachodni. Nie tylko państwo oddawało aktywa za niską cenę, ale też nowi właściciele nie wymuszali restrukturyzacji przedsiębiorstw. Inaczej niż w Polsce i większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej utrzymane zostały dawne struktury przemysłu ciężkiego. Ukraińska gospodarka i budżet w 40 proc. zależą od wpływów z przemysłu stalowego.

Według oficjalnych statystyk w latach 2010-12 600 tys. drobnych przedsiębiorstw na Ukrainie zawiesiło działalność. "W Polsce przedsiębiorca może zaciągnąć kredyt na 7 proc., w Niemczech na 3 proc., a na Ukrainie trzeba płacić 25-30 proc." - żalił się w zachodniej prasie lwowski biznesmen. Do kosztu kredytu wlicza koszt łapówki, bez której się go nie dostanie. Korupcja i brak jasnych reguł dotyczących podatków i praw własności powoduje, że duża część gospodarki (są szacunki, że nawet 50 proc.) działa w szarej, nierejestrowanej i nieopodatkowanej strefie.

Szacuje się, że 5 mln Ukraińców pracuje za granicą, w tym znaczna liczba w Polsce. W 2012 r. przesłali oni do swej ojczyzny transfery bankowe o wartości 7,5 mld dol., a w roku 2013 już 9,3 mld dol. (ponad 5 proc. PKB). A ile przychodzi na Ukrainę poza systemem bankowym?

Między Rosją a Unią Europejską

Umowa stowarzyszeniowa, która miała zostać podpisana w grudniu 2013 r. między Ukrainą i UE, znosiła niemal wszystkie cła, którymi objęte są ukraińskie towary. Jak szacują eksperci, oznaczało to szansę na dodatkowy wzrost ukraińskiej gospodarki o 12 proc. Równie ważne było to, że umowa stwarzałaby polityczny, ekonomiczny i prawny plan reform dla Ukrainy. Kraj mógłby liczyć na pomoc unijnych instytucji i agend państw członkowskich UE. Umowa nie oznaczała, że Ukraina stanie się członkiem Unii, ale spełnianie zadań wyznaczonych przez Unię, w tym osiągnięcie stabilności instytucji demokratycznych, praworządności, poszanowania praw człowieka oraz legislacji unijnej, wyszłoby Ukrainie na zdrowie.

Ukraina może zamiast UE wybrać unię celną z Rosją, której członkami są też Białoruś i Kazachstan. Wejście do tego układu oznaczałoby konieczność podwojenia przez Ukrainę wysokości ceł importowych na towary unijne, co z kolei pociągnęłoby za sobą wzrost ceł Unii wobec towarów ukraińskich. Ekonomiści roczny koszt tej operacji szacują na 4 proc. PKB.

Rosja dodatkowo zaoferowała Ukrainie "pomoc" w wysokości 15 mld dol. Za taką sumę ma wykupić obligacje rządowe, czyli sfinansować dług publiczny. W grudniu kupiła je już za 3 mld dol. Nawet jeśli wykupi resztę, nie rozwiąże to żadnego problemu, a jedynie pozwoli uniknąć niewypłacalności kraju w najbliższym roku. Za cenę zamknięcia drzwi do reform, które mogą przynieść rozwój.

Plan dla Ukrainy

Pieniądze po to, by Ukraina uniknęła niewypłacalności, to najmniejszy problem. Warto pamiętać, że w roku 2008 kraj ten otrzymał od MFW na stabilizację finansów 16,4 mld dol. Pakiet o podobnej wysokości Ukraina zapewne mogłaby i dziś wynegocjować. Tylko co dalej?

MFW, negocjując w grudniu z rządem ukraińskim warunki udzielenia kredytu, domagał się radykalnego ograniczenia deficytu budżetowego, zamrożenia płac sfery budżetowej, podniesienia VAT na produkty, na które obecnie obowiązuje stawka ulgowa, a przede wszystkim podniesienia taryf na gaz ziemny dostarczany odbiorcom indywidualnym. To standardowe warunki MFW dotyczące krajów, którym ma zostać udzielona pomoc. Są konieczne, ale niewystarczające, by gospodarka ruszyła. Muszą istnieć silne, sprawne, przejrzyste i nieskorumpowane instytucje chroniące przedsiębiorców przed nadużyciami i wymuszające czyste reguły konkurencji.

Problemem krajów skorumpowanych o słabej administracji jest to, że bardzo trudno jest je naprawić poprzez przyjmowanie nowych (nawet najlepszych) ustaw i zastępowanie źle działających instytucji nowymi. Nowe szybko mogą się okazać tak samo bezwładne i skorumpowane jak poprzednie. Ukraińcy wykazali podczas kilku miesięcy demonstracji na barykadach hart ducha, odwagę i zdolność do samoorganizacji. Miliony Ukraińców za granicą pokazują, że potrafią wydajnie i uczciwie pracować. Być może to jest zaczyn do stworzenia nowego państwa. Ale wielkich pieniędzy na to, że się uda, bym nie stawiał.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.