Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
O tym, że prezydencka rezydencja nie jest już strzeżona przez prywatną ochronę, Ukraińcy dowiedzieli się w weekend z mediów.

Oczka, korty, wodospad

Nie trzeba było długo czekać, aż drogi dojazdowe do Mieżygirie zakorkowały się z każdej strony. Na miejsce ciągną nie tylko opozycjoniści, ale też zwykli mieszkańcy, którzy wreszcie na własne oczy mogą zobaczyć legendarny majątek prezydenta.



Do tej pory musieli zadowolić się zdjęciami wykonanymi w pośpiechu z pokładu samolotu, bo willa Janukowycza była jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w kraju.

Według 5 Kanału na stanowiskach funkcjonariusze odpowiednika polskiego Biura Ochrony Rządu bez problemu wpuszczają ludzi do środka. Wśród zwiedzających panuje radosna atmosfera. Spacerują, zwiedzają, robią zdjęcia, wypowiadają się przed kamerą obecnej na miejscu ekipie telewizyjnej. Część weszła do budynku. Nie widać aktów wandalizmu, np. powybijanych szyb czy powyrywanych drzewek. Jest spokojnie.



Willa Janukowycza to pięciokondygnacyjny, drewniany budynek wykończony z wielkim przepychem. W głównej pałacowej sali znajdują się trzy ekskluzywne, kryształowe żyrandole - każdy z nich kosztował 97 tys. dolarów. Na terenie majątku znajdują się m.in. oczka wodne, korty tenisowe, klub sportowy, wodospad z grotą, lądowisko dla helikopterów. Obok budowane są klub golfowy i jazdy konnej.

Nadpalone i zatopione dokumenty

Cennym znaleziskiem okazały się też dokumenty. Część z nich w pośpiechu spalono, inne wrzucono do pobliskiej rzeki. Ale wezwanym na miejsce nurkom udało się je odzyskać. Stosy papierów suszą się teraz w hangarze na łodzie Janukowycza.


Aktywiści i dziennikarze, którzy zaczęli je przeglądać, odkryli już m.in. czarne listy opozycjonistów, opiewające na miliony euro rachunki za rozbudowę i wyposażenie posiadłości, oraz zdjęcie i numer rejestracyjny samochodu Tatiany Czornowoł - pobitej niedawno aktywistki euromajdanu i dziennikarki, która opisywała luksusowy styl życia najwyższych urzędników państwowych.


Wśród dokumentów są też pokwitowania przekazania gotówki. Jedno opiewa na 12 milionów dolarów.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.