Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Proces był zamknięty dla mediów, a sprawa od samego początku była utajniona. Nie wiadomo więc dokładnie, jakie zarzuty postawiono opozycjoniście. On sam w liście z więzienia pisał: "Jestem oskarżony o to, że mogłem zagrażać narodowemu bezpieczeństwu, co określa się jako zamach na ustrój konstytucyjny Republiki Białoruś. Miałem dążyć do zmiany politycznego kursu na taki, który nie odpowiada narodowym interesom".

Według Gajdukoua dowodem jego winy miała być próba uzyskania za pośrednictwem ambasady USA funduszy na działalność organizacji pozarządowej, co dla KGB było równoznaczne z kontaktem z CIA.

KGB twierdzi, że Gajdukou zbierał na polecenie obcego wywiadu informacje na temat politycznej i ekonomicznej sytuacji kraju; został zatrzymany 8 listopada ubiegłego roku podczas składania ich do skrytki. Trafił do więzienia oskarżony o zdradę państwa, za co groziło mu od 7 do 15 lat pozbawienia wolności.

12 czerwca stanął przed sądem obwodu witebskiego. Rozprawa odbywała się za zamkniętymi drzwiami, a obrońca Gajdukoua został zobowiązany do zachowania tajemnicy. Ze szczątkowych informacji, które przedostały się na zewnątrz, wiadomo, że w trakcie procesu nie udowodniono opozycjoniście zdrady państwa. Ostatecznie został uznany za winnego próby ustanowienia kontaktów z zagraniczną służbą specjalną i skazany na 1,5 roku pozbawienia wolności (maksymalna kara w tym przypadku to dwa lata).

- To bez wątpienia precedensowy wyrok. Po raz pierwszy oskarżono, aresztowano i osądzono opozycjonistę bez wyjaśnienia sedna sprawy - mówi "Gazecie" politolog Walery Karbalewicz z Analitycznego Centrum "Strategia". I zwraca uwagę na fakt, że początkowo KGB informowało, iż Gajdukou został przyłapany na gorącym uczynku, a ostatecznie uznano go za winnego jedynie próby nawiązania kontaktów z obcym wywiadem. - Mogło być tak, że KGB pospieszyło się z raportem o ujęciu szpiega, a dopiero później, w trakcie dochodzenia, ustalono, że żadnego szpiegostwa nie było. Ale nie chciano się wycofać, by nie ucierpiał na tym wizerunek służb - dodaje Karbalewicz.

23-letni Andrej Gajdukou przed aresztowaniem mieszkał w Nowopołocku, pracował w zajmującym się przetwórstwem ropy przedsiębiorstwie Naftan. Od kilku lat aktywnie działał w opozycji. W 2010 r. był jednym z aktywistów kampanii prezydenckiej opozycyjnego kandydata Andrieja Sannikaua. Po wyborach podejmował próby zarejestrowania własnego NGO-su o nazwie Związek Młodych Intelektualistów. Prawdopodobnie właśnie ta działalność ściągnęła nań uwagę KGB.

Jego adwokat zapowiada odwołanie od surowego wyroku.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.