Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Możemy spokojnie ograniczyć urzędniczy aparat o 25 proc. i zaoszczędzić 130 mln dol. rocznie - mówił prezydent Łukaszenka w styczniu, zapowiadając cięcia w administracji. A teraz podpisał rozporządzenie nr 168 "O krokach w dziedzinie optymalizacji systemu organów państwowych oraz liczby ich pracowników". Dokładna liczba zwalnianych oraz kasowanych etatów to "tajemnica służbowa".

- Powodem cięć jest sytuacja gospodarcza - mówi "Gazecie" politolog Paweł Usau z Białoruskiego Centrum Badań Europejskich. W 2011 r. gospodarka gwałtownie się załamała. Władze musiały zdewaluować białoruskiego rubla - w rezultacie kurs dolara wzrósł o 187 proc., a inflacja w ciągu roku sięgnęła ponad 100 proc. Łukaszence udało się utrzymać sytuację pod kontrolą dzięki kredytom z Rosji. W ubiegłym roku regularnie podwyższano też wynagrodzenia, które już osiągnęły przedkryzysowy poziom, a niekiedy nawet go przekroczyły. Średnia pensja wynosi dziś oficjalnie równowartość ok. 500 dol.

- Państwowy Komitet Statystyczny twierdzi, że w 2012 r. PKB wzrósł o 1,5 proc.; w tym samym czasie pensje podskoczyły o ponad 20 proc. Było to możliwe dzięki drukowaniu "pustych" pieniędzy; kurs dolara pozostawał niezmienny. Władza zdaje sobie sprawę z tego, jakie ryzyko niesie taka sytuacja - mówi "Gazecie" były szef Banku Narodowego Białorusi Stanisłau Bagdankiewicz. - Sytuację pogarsza ujemny bilans handlowy, który w lutym wyniósł 246 mln dol. Łukaszenka, chcąc utrzymać wysokie pensje gwarantujące stabilność systemu, zaczyna ciąć inne wydatki.

Urzędnicy mają być zwolnieni do 1 lipca. Ich obowiązki przejmą ci, którzy pozostaną na stanowiskach. Symbolem reformy może stać się wicepremier Piotar Prakapowicz, który już piastuje 19 funkcji. Jest on m.in. szefem rady ds. rozwoju przedsiębiorczości, przewodniczącym międzyresortowej rady ds. statystyki oraz komisji ds. regulowania cen przy radzie ministrów, zastępcą przewodniczącego rady koordynacyjnej ds. operacji handlowych na giełdzie, a nawet szefem federacji wioślarstwa.

Redukcje etatów nie dotkną resortów siłowych. W rozporządzeniu 168 zaznaczono, iż nie dotyczą one KGB, MSW, ministerstwa obrony, operacyjno-analitycznego centrum przy prezydencie, wojsk pogranicza, komitetu śledczego oraz służby bezpieczeństwa prezydenta. - Łukaszenka zdaje sobie sprawę z niezadowolenia społecznego; tylko działalność służb specjalnych daje gwarancję zachowania władzy - uważa Usau. - Dlatego redukowanie ich byłoby strzałem w kolano, mogłoby zachwiać reżimem.

W piątek tuż po podpisaniu rozporządzenia o cięciach prezydent uczestniczył w naradzie z kierownikami resortów siłowych. Tematem była walka z korupcją. - Jeśli dowiem się, że jakiś urzędnik związał się z firmą komercyjną i buduje sobie łaźnię czy coś innego, firma zostanie zniszczona, a on sam trafi za kratki - grzmiał Łukaszenka.

Połączenie tych dwóch tematów jest nieprzypadkowe; chodzi o zdyscyplinowanie zagrożonego zwolnieniami aparatu państwowego. - To sygnał dla wszystkich urzędników, że mogą być surowo ukarani i że zwolnienie to nie najgorsze, co może ich spotkać - mówi "Gazecie" ekonomista Leanid Zaika, szef Centrum Analitycznego "Strategia".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.