Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Korespondencja z Grodna

"Myć trzeba się pod prysznicem, a nie w wannie" - radzi gazeta "Mińskij Kurier", organ stołecznych władz. - Chodzi o to, że w wannie zużywa się średnio dwa-trzy raz więcej wody niż pod prysznicem - tłumaczy Anatol Ławniczuk, szef działu energetyki mińskiego komitetu wykonawczego. Radzi, by być oszczędnym również w przypadku prania: - Warto uzbierać z 5 kg brudnej odzieży i dopiero wtedy włączyć pralkę.

"Postanowiliście wypić filiżankę herbaty, to gotujcie tyle wody, ile na to potrzeba, a nie pełny czajnik - po co zużywać energię! - to z kolei tygodnik "7 dniej", organ prasowy administracji Łukaszenki. - Niektóre rodzaje kasz, jak np. gryczana, owsianka czy jęczmienna, nie potrzebują gotowania. Można po prostu parzyć je w termosie. W ten sposób zachowują one swoje wartości zdrowotne i energii się nie zużywa".

Wcześniej białoruski rząd zatwierdził specjalny program przewidujący m.in. zmniejszenie zużycia energii elektrycznej i paliwa. Szał oszczędzania dotknie nawet szkoły, których dyrektorzy zostali zobowiązani m.in. do zmniejszenia stanu zużycia podręczników. W tym celu nauczyciele powinni regularnie sprawdzać ich wygląd, by zapobiec przedwczesnemu zniszczeniu. Pod specjalnym nadzorem znajdą się państwowe przedsiębiorstwa - w nich wykonanie planów oszczędnościowych będzie pilnie śledziła prokuratura.

- Prokuratorzy powinni ostro reagować w przypadku osób winnych niegospodarności, nawet wszczynając wobec nich sprawy karne - oświadczył w wywiadzie dla rządowej agencji Biełta Aleg Ławruchin, prokurator obwodu mińskiego.

Ekonomista Leanid Złotnikau z ośrodka Alternatywy XXI uważa, że ta kampania jest reakcją na głęboki kryzys, w jaki wpadła białoruska gospodarka w 2011 r. Inflacja sięgnęła wtedy ponad 100 proc., a wartość rubla białoruskiego drastycznie spadła. Władzom udało się opanować kryzys, ale w 2012 r. inflacja była nadal bardzo wysoka - 21,8 proc.

Bojąc się wybuchu społecznego niezadowolenia, Łukaszenka podjął decyzję o zwiększeniu pensji - w roku 2012 r. średnia wypłata wzrosła o ponad 35 proc. i osiągnęła równowartość 507 dol. To poziom sprzed kryzysu 2011 r.

- Nie było to poparte odpowiednim wzrostem produkcji. Wydrukowano po prostu "puste" pieniądze - mówi Złotnikau.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.