Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Ktoś ciężko pracuje w fabryce, a ktoś inny przemyca paliwo i nie płacąc ani grosza podatków, korzysta z państwowych gwarancji - tłumaczył Wiktar Marozau, prokurator obwodu grodzieńskiego.

Śledczy wraz z ministerstwem ds. podatków dokonali kontroli obywateli Grodzieńszczyzny. Według prokuratury na ponad 1 mln mieszkańców obwodu 80 tys. nigdzie nie pracuje i nie płaci podatków. Z tej ostatniej grupy 18 tys. osób ma zachodnie auta, luksusowe domy bądź kilka mieszkań. Według Marozaua ludzie ci żyją z przemytu paliwa i papierosów do Polski i na Litwę.

Prokuratura chce ich zmusić do zaniechania tego procederu i podjęcia oficjalnej pracy. Marozau podkreślił, że tylko w obwodzie grodzieńskim zakłady państwowe potrzebują ponad 6 tys. pracowników (przeciętna pensja to w przeliczeniu ok. 200-250 dol.).

Śledczy zaproponowali, by osoby oficjalnie zatrudnione miały polisę ubezpieczeniową, którą musiałyby pokazać podczas wizyty u lekarza czy przyjęcia do szpitala. Jeśli nie będą jej miały, zapłacą za leczenie. Podobny system prokuratura proponuje wprowadzić w przedszkolach - tam byłyby wyższe stawki w przypadku dzieci osób, które oficjalnie nie pracują.

Białoruski ekonomista Jarosław Romańczyk mówi, że powodem przemytu jest zła sytuacja gospodarcza w kraju i niemożność znalezienia pracy gwarantującej odpowiedni poziom życia: - Część urzędników widzi wyjście z kryzysu w przypisaniu człowieka do miejsca pracy i zabronieniu zwolnienia się. Zostało to już wprowadzone w przemyśle drzewnym, no i teraz może być poszerzane o kolejne gałęzie przemysłu.

Aleg Gułak, szef Białoruskiego Komitetu Helsińskiego, podkreśla natomiast, że propozycja prokuratury jest sprzeczna z konstytucją, która gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do bezpłatnej opieki medycznej.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.