Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Trzech obrońców praw człowieka z Grodna zostało w sobotę ukaranych grzywną - po 180 dol. każdy (połowa średniej miesięcznej pensji) - za fotografowanie się z portretem Alesia Bialackiego, więzionego przez reżim Aleksandra Łukaszenki szefa Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna". Milicja uznała, że robiąc na ulicy takie zdjęcie, mężczyźni "dokonywali nielegalnego pikietowania".

- To jakiś absurd - oburza się Wiktar Sazonau, jeden z ukaranych. - Zdjęcie robiliśmy 10 grudnia, w rocznicę podpisania Deklaracji Praw Człowieka. Nikt nas nie zatrzymywał, nie pojawiły się też żadne służby, bo nie było żadnego pikietowania.

Zdjęcie zawisło na stronie internetowej Wiosny. Dziewięć dni później Sazonau i jego dwaj koledzy zostali wezwani na milicję jako podejrzani o udział w nielegalnym zgromadzeniu, a w sobotę ukarał ich sąd. Jedynym dowodem było owo zdjęcie.

Podobnych przypadków jest coraz więcej. 13 lipca w mińskim mieszkaniu 22-letniego studenta Antona Suriapina zjawiło się KGB - przeprowadziło rewizję, zabrało komputer. Student trafił na miesiąc do więzienia śledczego KGB. Powód? Zdjęcie pluszowego misia, które umieścił na stronie WWW. Kilka dni wcześniej Szwedzi z agencji PR Studio Total nielegalnie przelecieli nad Białorusią, zrzucając kilkaset takich maskotek z ulotkami, w których domagali się wolności słowa dla Białorusinów. Obrona przeciwlotnicza ich nie zauważyła i władze zaprzeczały, by ów lot w ogóle miał miejsce. Ale pojawiły się zdjęcia, a pierwsze opublikował Suriapin. Został oskarżony o współudział w nielegalnym przekroczeniu granicy; teraz nie może opuszczać miejsca zamieszkania. Amnesty International uznała tę sprawę za najbardziej absurdalne aresztowanie 2012 r.

W sierpniu za zdjęcie z pluszowym misiem ukarano też dwie fotoreporterki - Julię Daraszkiewicz i Irinę Kozlik. - Fotografowałam koleżankę, która trzymała pluszowego misia ze szwedzkiego "zrzutu". Podeszli do nas milicjanci i aresztowali - opowiada "Gazecie" Daraszkiewicz. Noc spędziły w areszcie, a nazajutrz uznano je winnymi udziału w nielegalnym zgromadzeniu i ukarano grzywną - po 400 dol. W uzasadnieniu napisano: "Pikietowały, fotografując się".

- Władzom udało się zdławić w realu wszelkie protesty, teraz chcą usunąć niepoprawne politycznie treści z internetu - mówi Andrej Bastuniec, wiceprzewodniczący Białoruskiego Zrzeszenia Dziennikarzy. - Takie prześladowania będą się nasilać - wkrótce nawet zrobienie zdjęcia w domu i pokazanie go w internecie może być uznane za akcję protestacyjną.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.