Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jedyny nieobsadzony okręg (są one na Białorusi jednomandatowe) pozostał w Homlu. Tam kilka tygodni przed wyborami doradca prezydenta Igar Prakapienka nieoczekiwanie wycofał swoją kandydaturę. Nieoficjalnie mówi się, że ma to związek z głośną sprawą korupcyjną w Homlu, gdzie kilku wysokiej rangi urzędników zostało oskarżonych o malwersacje finansowe. Właśnie brakiem kandydata popieranego przez reżim tłumaczy się fakt, że w tym jedynym okręgu wyborczym w kraju wybory się nie odbyły.

Według danych Centralnej Komisji Wyborczej w głosowaniu wzięło udział 74,2 proc. Białorusinów. Opozycja, której większość bojkotowała wybory, nazywa te dane drwiną. Powołując się na swoich obserwatorów, którzy byli obecni w punktach wyborczych i mieli za zadanie liczyć głosujących, opozycyjna Białoruska Chrześcijańska Demokracja (BChD) twierdzi, że w rzeczywistości wybory się nie odbyły, bo większość społeczeństwa nie poszła do urn wyborczych.

- W Mińsku zagłosowało ok. 40 proc. wyborców, w innych miastach ten procent był trochę wyższy i sięgnął ok. 45 proc. Naród, nie zważając na presje i kompanie zastraszeń, po prostu nie poszedł na głosowanie - powiedział "Gazecie Wyborczej" Wital Rymaszeuski, przewodniczący BChD.

By zwiększyć liczbę głosujących, po raz pierwszy sięgnięto po znaną z Rosji "karuzelę wyborczą" - masowe przewożenie tych samych ludzi w różne punkty wyborcze. - Zauważyliśmy ten proceder w kilku miejscach. Działo się to za zgodą kierownictwa komisji, gdyż ci ludzie podawali fałszywe miejsca zamieszkania - powiedział nam Juraś Gubarewicz z opozycyjnego ruchu "O wolność".

Władze brutalnie reagowały na próby zainteresowania się obserwatorów "karuzelą". W Mińsku zatrzymani zostali obserwatorzy Arina Lisieckąja i Siarhiej Marceleu. Kiedy zauważyli "karuzelę" i próbowali zrobić zdjęcie autobusu przewożącego głosującą grupę, natychmiast zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy w cywilu i do momentu zakończenia wyborów byli przetrzymywani na komisariacie.

Komisje wyborcze były tradycyjnie sformowane z urzędników państwowych i ludzi lojalnych wobec reżimu Łukaszenki, a przedstawiciele opozycji byli pozbawiani możliwości udziału w liczeniu głosów. Także niezależni obserwatorzy nie mogli obserwować procesu liczenia głosów.

- Członkowi komisji w milczeniu liczyli kartki do głosowania, a wyniki każdy z nich pisał na kartce i dawał przewodniczącemu komisji. Nam nie pozwolono zbliżyć się do miejsca liczenia głosów, musieliśmy stać z pięć metrów od tego miejsca - powiedział "Gazecie Wyborczej" Raman Jurgiel, jeden z obserwatorów wyborów w Grodnie z ramienia Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.

Na miesiąc przed wyborami nadające swój program z Polski "Europejskie Radio dla Białorusi" wydrukowało spis deputowanych, którzy dostaną się do parlamentu. Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów okazało się, że ich prognoza sprawdziła się w 94 proc. przypadków - ze 110 deputowanych rozgłośnia trafnie wytypowała 103.

- Swoją prognozę robiliśmy w oparciu tylko o dane, gdzie pracują kandydaci. Jeżeli jesteś urzędnikiem, lekarzem państwowej kliniki albo popieranym przez władze biznesmenem, to dostajesz się do parlamentu - tłumaczy dziennikarz Aleś Pilecki, autor prognozy.

Międzynarodowi obserwatorzy z misji OBWE skrytykowali przebieg białoruskich wyborów. Według nich nie były one ani wolne, ani bezstronne. - Wolne wybory oznaczają, że ludzie mogą swobodnie wyrażać poglądy, organizować się i ubiegać o urząd. Tu tego nie było - oświadczył na konferencji prasowej Mateo Meccaci z OBWE.

Według OBWE białoruskie komisje wyborcze nie były bezstronne, a procedura liczenia głosów uniemożliwiała obserwacje tego procesu. Zachód od 1996 r. nie uznał za uczciwe żadnych białoruskich wyborów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.