Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W nocy z niedzieli na poniedziałek szefowa Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) Lidzija Jarmoszyna poinformowała, że wybrano 109 ze 110 deputowanych do niższej izby białoruskiego parlamentu, Izby Reprezentantów, a frekwencja wyniosła 74,3 proc. Jedyny okręg, w jakim nie wyłoniono deputowanego, znajduje się na wschodzie kraju. Startował w nim tylko jeden kandydat, przedstawiciel Liberalno-Demokratycznej Partii Białorusi, który nie otrzymał większości głosów.

Białoruska władza chwali się frekwencją i mówi o przejrzystej i demokratycznej procedurze. Według Centralnej Komisji Wyborczej już do godziny 18 głosowanie się odbyło, gdyż wzięło w nim udział 65,9 proc. obywateli.

Wczesnym przedpołudniem, oddając swój głos, Aleksander Łukaszenka był pewny swego i tryskał optymizmem. - Głosowałem, by wszyscy moi synowie mieli dobre perspektywy w życiu - powiedział prezydent, który pojawił się w punkcie wyborczym w towarzystwie młodszego syna Koli. Oświadczył, że Zachód powinien brać przykład z białoruskiej demokracji. - Jeżeli teraz ktokolwiek zwątpi w uczciwość wyborów, to ja już naprawdę nie wiem, jak je przeprowadzać i według jakich standardów.

Inaczej ocenia sytuację opozycja, która choć nie zdołała wypracować wspólnego scenariusza i część ugrupowań bojkotowała głosowanie, w sprawie oceny samej kompanii wyborczej mówiła jednym głosem.

- Była najgorsza z dotychczasowych. A po niej nastąpiły pseudowybory - mówi "Gazecie" Anatol Labedźka, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Ta na znak protestu przeciwko fałszerstwom wyborczym i niewłączaniu opozycjonistów do komisji wyborczych kilka dni temu wycofała swoich kandydatów.

Według Labiedźki władza ocenzurowała 34 telewizyjne wystąpienia kandydatów ZPB, a wiele państwowych gazet odmówiło wydrukowania programu opozycjonistów. Wszystko to sprawiło, że kampania była nad wyraz nudna, a społeczeństwo zupełnie obojętne na jej wyniki.

- Białorusini są rozczarowani. Nie wierzą, że za pomocą wyborów mogą o czymkolwiek decydować - powiedziała "Gazecie" Swietłana Kalinina, wicenaczelna niezależnego dziennika "Narodnaja Wola".

By zmusić ludzi do pójścia do urn wyborczych, reżim musiał sięgnąć po tradycyjne środki perswazji. W Postawach w obwodzie witebskim pracownikom miejscowych kołchozów wydawano wypłatę dopiero po oddaniu głosu. Niezależni obserwatorzy odnotowali wypadki presji na studentów i pracowników zakładów państwowych, by głosowali przed terminem (można to było uczynić w ciągu sześciu dni), grożąc wyrzuceniem ze studiów bądź zwolnieniem z pracy.

Oprócz bata władza miała dla obywateli również marchewkę. - W Mińsku głosującym przed terminem wydawano produkty spożywcze i kupony na piwo. Pracownicy zakładów państwowych często prosili komisje o wydanie zaświadczenia, że już oddali głos, by pokazać je przełożonym - mówi Siarhiej Kalakin, lider opozycyjnej partii Sprawiedliwy Świat.

Obserwatorzy twierdzą, że władze, chcąc zwiększyć frekwencję, sięgnęły po tzw. karuzelę wyborczą. - Mamy informacje, że te same osoby widziano w trakcie głosowania w różnych okręgach wyborczych. Byli dowożeni autobusami - powiedział "Gazecie" Walancin Stefanowicz z Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna", który tradycyjnie monitoruje głosowanie.

Nadające swój program z Polski Europejskie Radio dla Białorusi już kilka tygodni temu upubliczniło spis 110 deputowanych, którzy mają zasiąść w parlamencie. - To nasza prognoza zrobiona na podstawie informacji o tym, kogo popierają władze w danym okręgu. W większości wypadków ustalenie tego nie było trudne. Jednak w kilku okręgach było po kilku takich kandydatów i mieliśmy trudności z ustaleniem, który jest głównym, a który zapasowym - mówi dziennikarz Aleś Pilecki, który ułożył spis deputowanych.

Na razie nie wiadomo, na ile trafna będzie ta prognoza. Ale w 2004 r. startujący wówczas do parlamentu opozycjonista Siarhiej Kalakin na dwa tygodnie przed wyborami na konferencji prasowej ogłosił wyniki wyborów, które przekazał kibicujący mu urzędnik z administracji Łukaszenki. Wtedy te liczby się sprawdziły.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.