Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Białoruscy sportowcy nie wykonali w Londynie zadań stawianych przed nimi przez Aleksandra Łukaszenkę. Zamiast zaplanowanych 25 medali zdobyli tylko 13. Kto zawinił? Prezydent nie wątpi, że stoi za tym międzynarodowa zmowa.

- Współczesny jest sport nie tylko chory. Ugrzązł w korupcji. Sędziowie, którzy podejmują decyzje, biorą pieniądze i oddają zwycięstwo temu, kto więcej zapłaci. Niszczą sportowców i poniżają państwa - oświadczył prezydent Łukaszenka, który jest zarazem prezesem Narodowego Komitetu Olimpijskiego.

Powodem do niezadowolenia stały się gorsze od planowanych wyniki Białorusinów w Londynie. Przed igrzyskami ogłosił bowiem, że jego sportowcy muszą zdobyć 25 medali, z czego pięć złotych. Ostatecznie przywieźli 12, w tym trzy złote.

Według Łukaszenki dowodem na istnienie zakulisowej zmowy przeciwko Białorusinom jest dyskwalifikacja trzykrotnego mistrza świata w rzucie młotem, Iwana Cichana. Nie dopuszczono go do startu, gdyż w jego próbkach z igrzysk w 2004 r., ponownie przebadanych, wykryto doping. Białoruś nie zaskarżyła wyników badań, tylko wycofała Cichana z występów. Teraz prezydent wietrzy w sprawie aferę.

- Obywatel Węgier jest wysokiej rangi urzędnikiem w Światowej Federacji Lekkiej Atletyki. A kto otrzymał medal pod nieobecność Cichana? Węgier! To znaczy, że otwarto mu drogę do zwycięstwa usuwając Cichana - grzmiał Łukaszenka.

Bokser Siarhiej Karniejau (waga do 91 kg) przegrał na punkty w ćwierćfinale z Azerbejdżaninem. Białorusini uznali decyzję sędziów za skandal i próbowali zaskarżyć. Nic z tego nie wyszło. Sam Karniejau opowiadał zaś tak: - Zapytali mnie: Kim jesteś? Białorusinem? Wtedy do widzenia! O wszystkim decydują polityka i pieniądze.

To podobno olimpijscy sędziowie pozbawili też Białorusinów wygranej w podnoszeniu ciężarów...

- Problem sędziowania rzeczywiście istnieje, jednak nie miał większego wpływu na nasze wyniki - zapewnia "Gazetę" białoruski dziennikarz sportowy Uładzimir Chilmanowicz.

Rządowe media od samego początku bardzo ostro krytykowały igrzyska w Londynie. Głównie dlatego, że Łukaszenka, który tradycyjnie odwiedza wszystkie olimpiady, tym razem nie mógł tego uczynić. Unia Europejska wciągnęła go bowiem na "czarną listę" z powodu łamania praw człowieka i Wielka Brytania nie wydała mu wizy. Sam prezydent sugerował, że nie zgodzono się na jego podróż w obawie, że ujawni wielkie korupcyjne afery.

Nie zważając na udział ciemnych mocy, które sprzysięgły przeciwko Białorusinom na igrzyskach, sportowcy i urzędnicy ministerstwa sportu mogą spodziewać się kar. - Będą "rozborki" - grozi prezydent.

"Rozborki" to słowo z kryminalnego slangu - oznacza wyjaśnianie, kto zawinił. W przestępczym świecie "rozborki" mogą skończyć się nawet zabiciem winowajcy. Co grozi więc sportowcom czy działaczom?

- Łukaszenka odgrywa rolę obrażonego Zeusa, który rzuca pioruny. Ale nie spodziewam się głośnych dymisji w ministerstwie. Najwyżej odwołają kierowników federacji zajmujących się poszczególnymi dziedzinami sportu - uważa Chilmanowicz.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.