Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
60-letniego Włodzimierza Iwaszkę zwolniono z pracy, jak w czasach głębokiej komuny, w związku z rozpowszechnianiem podziemnej gazetki. "ZWIKÓWKA" to ukazująca się od stycznia 2014 roku podziemna gazetka, w której poruszane są wszelkie tematy dotyczące pracy w ZWiK, zwłaszcza te niewygodne.

ZWiK od kuchni (kanału)

"ZWIKÓWKA" ("niecodzienna gazetka pracowników ZWiK w Pabianicach") zadebiutowała 13 stycznia tego roku. Jest bezpłatna, z adnotacją "cena nie gra roli". We wstępniaku czytamy: "Celem gazety jest opisywanie nagannych i niewłaściwych zachowań, ? kręcenia lodów ?- takich, dla których nie powinno być społecznej akceptacji czy przyzwolenia. (...) Tematy poruszane przez tworzących gazetkę mają dotyczyć: pracy w zakładzie, szeroko rozumianych stosunków międzyludzkich, prawa pracy, spraw BHP, zarządzeń, zatrudnienia, polityki firmy itp.".

Dalej redakcja zachęca: "Rodzaj artykułów w całości zależy od samych pracowników, przekazanych materiałów, uwag, wyjaśnień i informacji. Będziemy potrzebowali Waszej pomocy, bez Waszego udziału gazetka przestanie istnieć () napiszcie artykuły lub je zainicjujcie". Podano także adres e-mail: redakcja.zwik@hmamail.com - "będziemy się starali utrzymywać kontakt ze wszystkimi zainteresowanymi. Od Was zależy, jak często i w jakich sprawach się odezwiemy i co napiszemy".

Doprecyzujmy termin "gazetka". To kartka A4 zadrukowana po jednej stronie. Wychodzi nieregularnie. Dystrybuowano ją drogą mejlową. Po wydrukowaniu wieszano na tablicy ogłoszeń bądź przekazywano sobie cichaczem z ręki do ręki. Teraz wszystko "wisi" w internecie. W tekstach padają imiona i nazwiska.

Numer 1

Publikujący w "ZWIKÓWCE" szefostwu się nie kłaniają. Poza wstępniakiem i noworocznymi życzeniami w pierwszym numerze jest także o kopertach parkingowych przed siedzibą ZWiK i braku ubrań roboczych dla pracowników.

W tekście o kopertach czytamy, że zgodnie z przeznaczeniem - zamiast klientów parkują na nich władze spółki: "Wystarczy przyjechać do pracy wcześniej i nie ma problemu z zaparkowaniem bliżej wejścia, ale czy Zarząd tak potrafi?". Pojawia się też zarzut o nierówne traktowanie zatrudnionych, bo niektórzy mogą wjechać na teren zakładu, inni nie: "Na jakiej podstawie ochrona wpuszcza Panów? I co zapisuje?".

W artykule "Święta krowa?" dowiadujemy się, że: "w nieprzebieraniu prym wiodą kierowcy. Teraz po wyczuciu zagrożenia zakładają bluzę i już są w porządku. Ale jest jeden kwiatuszek w firmie, którego nic nie rusza (...)".

Numer 2

Ukazał się miesiąc później, 17 lutego. Najwięcej jest na temat niewykorzystanych urlopów pracowniczych. "Pracownicy w ZWiK-u są zmuszani do wykorzystywania urlopu za dany rok do końca roku kalendarzowego" - czytamy. Następnie autor przytacza przepisy kodeksu pracy dotyczące podjętej tematyki. Obok kilka słów o Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych i apel, aby załodze przedstawiano dane odnośnie wydatkowania funduszu w 2013 roku oraz preliminarza na 2014 rok. Anonimowy autor zaznacza, że nawet jeśli nie ma takiego obowiązku, w dobrym tonie byłoby poinformowanie pracowników.

Niżej przeczytamy sugestię, że niektórzy z pracowników nie stosują się do zarządzenia prezesa Rafała Kunki, które dotyczy wymaganych orzeczeń lekarskich od osób korzystających co miesiąc z umów przyznających ryczałt kilometrowy na samochód prywatny.

W ramce "od redakcji" znajdziemy kilka wypunktowanych myśli, m.in.: punkt pierwszy - "Działamy na zasadzie art. 54. ust. 1 Konstytucji RP: Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji"; punkt drugi - "Nie wszystko nam się udaje, nie wiemy wszystkiego, ale staramy się pisać prawdę. W przypadku niezgodności prosimy o uwagi - będziemy się starali sprostować"; punkt trzeci - "(...) w kolejnym numerze opublikujemy zarobki Zarządu: Zgodnie z art. 1 pkt 6 ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi. Dla uniknięcia pomyłek prosimy Prezesa o przekazanie na adres redakcji aktualnych danych o wysokości zarobków Zarządu łącznie z Radą Nadzorczą i prokurentem"; itp.

Numer 3

Wyszedł 12 maja i zaczyna się od informacji, że "ZWIKÓWKA" wylądowała w prokuraturze (w doniesieniu chodzi o zniesławienie członków Zarządu ZWiK-u, czemu odpowiada art. 212 Kodeksu karnego). "Metody godne czasów minionych, pewnie niektórzy są nimi przesiąknięci (...). Szukanie drukarni trwa. Polowanie na piszących rozpoczęte - psy spuszczone" - pisze autor. Śledczy przystąpili do pracy i namierzyli adres domowego komputera Iwaszki.

Publikujący w gazetce nie dali się zastraszyć, choć za zniesławienie grozi nawet więzienie. Zgodnie z obietnicą zamieszczono spis zarobków "góry". Prezes Rafał Kunka (PO) nie przesłał informacji na adres "ZWIKÓWKI", dlatego pod listą odnotowano: "Ponieważ korzystaliśmy tylko z informacji bankowej, wysokości mogą być niedokładne. W przypadku protestów zamieścimy sprostowanie".

"ZWiK nasz czy wasz?" dotyczy zagadnienia, kto realnie rządzi spółką: "Właścicielem jest Gmina Miejska Pabianice. Prezydent wyznacza Radę Nadzorczą, która po jego myśli mianuje Zarząd spółki na czele z Prezesem. Zarząd winien działać dla dobra spółki, a pracownicy pracować jak w każdym innym przedsiębiorstwie, urzędzie czy firmie. Jednak bywa, że Zarząd czuje się jak właściciel spółki prywatnej (...). A jak jest u nas? Jakie naprawdę panują u nas zwyczaje, prawa i zależności? Zapraszamy do wypowiedzi i dyskusji" - czytamy w publikacji.

Są też krótkie notki o wyborze Społecznego Inspektora Pracy oraz obchodach Dnia Wody, a na koniec smaczek, rzekomo przyuważony przez jednego z zatrudnionych. Historia pochodzi z 2013 roku, dotyczy nietypowego zdarzenia. Źródło twierdzi, że jeden z członków Zarządu podczas witania z innym pracownikiem podał mu dłoń do pocałunku i powiedział: "Co, nie chcesz pocałować ręki, która cię karmi?". "Wiarygodność powyższego można sprawdzić u wymienionych (i tych, co widzieli zdarzenie), a jeśli duży spór, to redakcja funduje wariograf - lub płacą kłamczuchy" - pisze autor tekstu. Na samym dole zamieszczono treść art. 54 ust. 1 Konstytucji RP: "Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji" - od tej pory stało się to credo zakładowej bibuły.

Przyjechali do niego o świcie

Iwaszko za konstytucyjną swobodę wypowiedzi zapłacił utratą pracy. Dzień po ukazaniu się trzeciego numeru "ZWIKÓWKI", czyli 13 maja, do Włodzimierza Iwaszki przyjechali prezes Kunka oraz szef działu kadr Tomasz Lenarczyk. Iwaszko jest maszynistą na stacji pomp - hydraulikiem. W ZWiK-u pracuje od kwietnia 2007 roku. Najpierw, przez pięć lat, był w jednostce realizującej projekty, następnie w wydziale sieci. Od listopada 2013 jest hydraulikiem.

- Przyjechali o ósmej rano na miejsce ujęcia wody. Wręczono mi wypowiedzenie umowy o pracę - opowiada mężczyzna.

Pod koniec czerwca umorzono postępowanie prokuratury wobec "ZWIKÓWKI". Powód: zbyt niska szkodliwość czynu dla spółki. Trzymiesięczny okres upływał 31 sierpnia. Jako przyczynę wskazano "utratę zaufania pracodawcy względem pracownika, podyktowaną zachowaniami mającymi niekorzystny wpływ na atmosferę w zakładzie pracy, a polegającymi na uzasadnionym podejrzeniu anonimowego rozpowszechniania informacji zawartej w publikacji pt. "Zwikówka", a rozpowszechnianej wśród załogi pracowniczej drogą mailową (...)".

- Posądza się mnie o związek z redakcją i autorami ZWIKÓWKI, w końcu powszechnie wiadomo, że tworzą ją pracownicy, ale treść wypowiedzenia to absurd - mówi Iwaszko.

14 maja złożył pozew do Sądu Pracy o uznanie wypowiedzenia za bezzasadne. Pierwsza rozprawa odbędzie się 2 października o godzinie 10.30 w sali numer 8 na V piętrze.

- W tym wieku utrata pracy to jak wyrok. Lepsze już więzienie, bo tam chociaż nakarmią, a bezrobotny skąd ma mieć pieniądze? - dodaje.

Wołanie o pomoc

O pomoc prawną na początku czerwca wystąpił do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. W piśmie streścił całą sytuację. Wygranej w Sądzie Pracy jest niemal pewien, ale "trudne jest udowodnienie złamania art. 54 Konstytucji RP. Mniemam, iż Wydział Sądu Pracy nie będzie w swoim orzeczeniu zajmował stanowiska w sprawie wolności słowa" - napisał. Nawiązał do udziału w strajkach "Solidarności" o prawa pracownicze: "Mam wrażenie, że w moim zakładzie nastąpił powrót do czasów z lat 70., czasów prześladowania robotników". Podkreślił, że jest pozbawiony wsparcia wobec prawnych sił zakładu pracy.

Napisał także do prezydenta Bronisława Komorowskiego: "Piszę do Pana, ponieważ jeszcze wczoraj ze wzruszeniem oglądałem uroczystość odsłonięcia ? Memoriału wolnego słowa ?przed dawną siedzibą Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. (...) Niestety, wczorajszą euforię zastąpiła rozpacz i strach, kiedy dzisiaj udawałem się do Komendy Policji na przesłuchanie w sprawie rozpowszechniania ? Zwikówki ?. Panie Prezydencie, czy o taką ? wolność słowa ?walczyliśmy w 1989 roku? (...) Tym listem chciałem pokazać Panu, jak wyglądają sprawy tu, ? na dole ?, u zwykłego obywatela wyrosłego na hasłach i ideałach wolności i sprawiedliwości". Na koniec Włodzimierz Iwaszko zaapelował o wsparcie, a do listu dołączył wydania "ZWIKÓWKI".

Miesiąc później otrzymał odpowiedź od pracownika prezydenckiej kancelarii: "Rozumiemy Pana rozgoryczenie spowodowane przedstawioną sytuacją i problemy. Jednakże z przykrością zmuszeni jesteśmy powiadomić, że nie mamy możliwości przyjścia z oczekiwaną pomocą w opisanej sprawie. Uprzejmie informujemy, że wszystkie decyzje kadrowe zastrzeżone są do wyłącznej właściwości pracodawców (bla, bla, bla). Pragniemy wyjaśnić, że uprawnienia Prezydenta RP ściśle określa Konstytucja (bla, bla). Dlatego nie mamy możliwości udzielenia pomocy i podjęcia oczekiwanych przez Pana działań".

Numer 4

Kolejne, czwarte wydanie "ZWIKÓWKI", ujrzało światło dzienne 18 sierpnia, czyli po trzech miesiącach od zwolnienia Włodzimierza Iwaszki. Zaczyna się od sprostowania (w poprzednim numerze błędnie podano, że doniesienie do prokuratury podpisał prezes Kunka). Z treści dowiadujemy się, że złożyli je Joanna Fuks (z-ca prezesa, główna księgowa) i Robert Janus (z-ca prezesa, dyr. ds. inwestycji). Przeproszono za pomyłkę i przedstawiono stosunek redakcji do art. 212 i 216 Kodeksu karnego. Jest również informacja o wypowiedzeniu umowy o pracę Włodzimierzowi Iwaszce: "Nie spodobało się Zarządowi inne zdanie. (...) Albo to powstrzymamy, albo będą następni". Na koniec pada zapewnienie o poinformowaniu o wynikach starcia przed Sądem Pracy.

Obok znajdziemy tekst dotyczący powstania niezwiązanej ze ZWiK komórki trudniącej się pozyskiwaniem funduszy (mieszkańcy pamiętają gigantyczne błędy w związku z projektem o zatokach i przystankach autobusowych, którymi ZWiK-owska komórka się zajmowała). Autor krytykuje: "Prosimy o przedstawienie załodze kosztów i zysków dodatkowej działalności ZWiK. () Dla wykorzystania umiejętności pracowników lepszym pomysłem byłoby gotowanie zup dla rzeszy bezrobotnych w Pabianicach".

W ramach cyklu "ZWiK nasz czy wasz?" jest publikacja pt. "Zarządzenia". Autor zaczyna od obowiązujących regulaminów i przepisów pracy, zasad BHP, kodeksu pracy itp. Dalej jednak nawiązuje do wewnętrznych zarządzeń, a dokładniej pije do tekstu zamieszczonego na końcu broszurki w dziale "od redakcji"

Poszło w świat

"W związku z działaniami Zarządu Spółki przeciwnymi Zwikówce zmieniamy sposób rozpowszechniania pisma. Od tego numeru pismo będzie dostępne przez stronę internetową o adresie www.redakcjazwik.pl. Na stronie dostępne są wszystkie egzemplarze () Kolejne numery po prostu ukażą się na stronie" - poinformowano. Należy wpisać w pasku pełny adres strony, znalezienie przez wyszukiwarkę jest niemożliwe. Po wyjściu sierpniowego numeru pod wycieraczki aut zaparkowanych na Warzywnej wkładane były wizytówki z adresem internetowym "ZWIKÓWKI".

- Wcześniej gazetka była kolportowana wewnątrz zakładu, nie wychodziła poza niego. Gdyby nie cała afera i reakcja władz, pewnie by tak zostało, ale teraz dostęp do "ZWIKÓWKI" ma już praktycznie każdy - mówi Włodzimierz Iwaszko.

Prezes Rafał Kunka (49 lat, radny powiatowy, członek zarządu pabianickiego koła PO) ma na temat powstania gazetki swoją teorię. Uważa, że "ZWIKÓWKA" wynika ze złośliwości pracownika. Jej domniemany powód: przesunięcie na stanowisko hydraulika.

- Znam "ZWIKÓWKĘ", nie chciałbym jednak rozwijać i pogłębiać tematu. W pewnym momencie po prostu uznałem, że te publikacje przekraczają granice, stąd podjęcie takich, a nie innych kroków. Autor powołuje się na wolność słowa, owszem, ma takie prawo, ale te działania i zachowania nie mogą krzywdzić innych. Ja tego pracownika nie zdegradowałem, może on to tak odebrał i teraz się mści. Po prostu zlikwidowano jego miejsce pracy, więc miał do wyboru albo zrezygnowanie z zatrudnienia, albo przeniesienie na inne stanowisko. Co do treści zawartych w "ZWIKÓWCE", niektórzy ich bohaterowie rozważają pozew cywilny, ale nie chciałbym się za nich wypowiadać - mówi, zaznaczając, iż pisząc, powinniśmy uważać na słowa.

Tekst ukazał się 16 września 2014 r. w "Nowym Życiu Pabianic"

Sieć Obywatelska Watchdog Polska to niezależna, apolityczna organizacja pożytku publicznego. W Polsce od 13 lat działa na rzecz jawności życia publicznego, dobrego rządzenia i rozliczania władz. Udziela porad prawnych dotyczących dostępu do informacji publicznej (ok. 2 tys. rocznie). Prowadzi sprawy sądowe. Pozwała prezydentów, najpierw Komorowskiego, potem Dudę, gdy ich kancelarie nie chciały ujawnić treści zamawianych ekspertyz. W pierwszym przypadku chodziło o opinie na temat OFE (przegrana), w drugim na temat Trybunału Konstytucyjnego (w toku). W 2013 r. wygrała procesy ze wszystkimi partiami parlamentarnymi o udostępnienie umów na przeprowadzenie sondaży opinii publicznej i ich wyników.



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.