Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Polacy rozumieją, że bez suwerennej Ukrainy bezpieczeństwo Polski będzie wystawione na szwank. W tym momencie mówimy o zagrożeniu konfliktem nawet w skali globalnej, który jest blisko naszych granic. Konfliktem, który może się zmienić w interwencje, a nawet wojnę. W każdym Polaku musi to budzić obawy - mówił premier Donald Tusk w specjalnym wydaniu programu Tomasza Lisa.

- Musimy dobrze zrozumieć to, co dzieje się na Ukrainie, i dobrze zrozumieć interesy Rosji. Aby Polska polityka była skuteczna i nie była ekstrawagancją, trzeba dopasować narzędzia do możliwości, a nie do emocji - podkreślał. - Ale Krym to zaledwie kolejny etap. Wcześniej był Majdan, na którym ginęli ludzie. Dziś pytanie nie brzmi, czy Rosjanie żyjący na Krymie mają prawo do autonomii, tylko czy Putin uznał, że suwerenna Ukraina to już jest przeszłość.

Merkel przygnębiona rozmową z Putinem: "Żyje w innym świecie"

Tusk podkreślał, że niepodległa, demokratyczna Ukraina z opcją proeuropejską jest trudna do zaakceptowania dla dzisiejszej Rosji i Putina.

- Kiedy rozmawiałem z kanclerz Merkel po jej rozmowie z Putinem, była bardzo przygnębiona jej treścią - przyznał. Merkel dzwoniła do Putina w niedzielę wieczorem. Kanclerz Niemiec - jak informował "New York Times" - miała powiedzieć po tej rozmowie Barackowi Obamie, że Putin "żyje w innym świecie".

Ale szczegółów rozmowy Tusk nie ujawnił. - Ważna w takich przypadkach jest kwestia temperamentu ludzi obdarzonych tak wielką władzą. Odgrywa ona wielką rolę, zwłaszcza gdy przeżywa się porażki. A dla Rosji porażką były wydarzenia na Majdanie - ocenił.

I dodał: - Putin zainwestował 50 mld dolarów w igrzyska w Soczi. Chodziło o wizerunek państwa odpowiedzialnego. Ten projekt, delikatnie mówiąc, się nie powiódł. Pytanie, jak my, Zachód, możemy przeciwdziałać teraz działaniom Rosji - mówił premier.

Kariera magicznego słowa: "deeskalacja"

Tusk wyjawił, że ostrzegał Europę przed czarnym scenariuszem realizowanym przez Rosję. - Rubikon został przekroczony. Ministrowie spraw zagranicznych po raz pierwszy dziś uznali, że konflikt zbrojny może być realny. Rakiety, czołgi, floty przestają być pionkami na mapie. Dlatego my dziś nie możemy sobie pozwolić w dyplomacji na żadne błędy. Bo w sytuacji konfliktu słowa są bardzo istotne - tak premier tłumaczył ostrożne wypowiedzi innych europejskich polityków.

Zaznaczył, że odbędzie się kolejne spotkanie ambasadorów NATO, na którym zostanie poruszona kwestia "zagrożenia jednego z państw członkowskich". Mówił też o możliwych dalszych scenariuszach działań Europy:

- Kanclerz Merkel wierzy w sens grupy konsultacyjnej, Polska wierzy w sens ustanowienia sankcji, jeśli dojdzie do eskalacji. Ale przywódcy ustalili jednoznacznie: nie ma zgody na to, co się dzieje na Krymie. Karierę robi teraz magiczne słowo: "deeskalacja" konfliktu - zapewnił polski premier.

Nie możemy jako pierwsi przerazić Putina

- My uważamy, że Rosja musi odczuć brak akceptacji dla działań, które już zrobiła. Ale musimy pamiętać: nie będziemy skuteczni, jeśli będziemy zbyt radykalni. Radykalność skazuje na samotność. Polska nie może stać się państwem, które jako pierwsze zrobi coś, co przerazi Putina. Ze świadomością, że nie mamy tych narzędzi - wyjaśniał premier.

- Ale czy Polska ma się czego bać? - dopytywał Tomasz Lis.

- Strach nie jest dobrym doradcą. I Polska nie ma się czego obawiać - stwierdził premier. - Ale poczucie bezpieczeństwa byłoby złudzeniem. Dziś najważniejszą stawką jest nie dać się wepchnąć w przestrzeń największego ryzyka. Czyli być między Rosją a Zachodem. Dziś widać wyraźnie, że bezpieczeństwo Polski nie jest dane na wieki wieków - odpowiedział premier.

To jak partia szachów. A Polska nie jest w niej hetmanem

- Świat zrozumiał, że nie ma żartów. I świat nie jest tak bezradny. Mówię o zestawie działań dyplomatycznych, finansowych, wizowych , które mają przeciwdziałać eskalacji konfliktu. Udało się zrobić to, że Wspólnota jest gotowa do poważniejszego działania niż w przeszłości - mówił.

Jego zdaniem to Rosja ma dziś poważny problem. - Być może te agresywne zachowania są spowodowane właśnie tym. W dzisiejszym świecie nie wystarczy dysponować tylko potęgą militarną. Rosja zdaje sobie sprawę, że konflikt światowy jest wykluczony. Nie może traktować siebie jako faworyta w takim konflikcie. I choć wszyscy czujemy, że chodzi o najwyższą stawkę, to na szczęście nie z najostrzejszymi narzędziami. To trochę partia szachów. Nie powinniśmy w Polsce udawać, że jesteśmy hetmanem. My nie rozstrzygniemy o losach tej konfrontacji, ale możemy uczestniczyć w niej w sposób mądry, by uniknąć najgorszego scenariusza, czyli ostrego konfliktu - zakończył.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.