Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Chodzi o umieszczony w internecie plik dotyczący pomocy rozwojowej, jakiej Polska udzieliła organizacjom międzynarodowym w ostatnich pięciu latach. Wymieniane są tam konkretne organizacje, poszczególne projekty i zaangażowane w nie osoby, a także ich cele, w tym polityczne.

Wśród nich są m.in. takie jak "osłabianie długofalowej polityki [białoruskiego] reżimu mającej zastraszyć środowiska demokratyczne", "zmniejszanie aktywności funkcjonariuszy reżimu", "tworzenie centrów nacisku na władze". W niektórych przypadkach do projektów dołączone sa analizy, jakie są możliwe skutki tej działalności, jakie reakcje władz może wywołać, ile osób może być represjonowanych i jaka ilość pieniędzy zostanie dla nich przeznaczona.

Ta baza danych resortu spraw zagranicznych przez kilka miesięcy była dostępna na jednym z amerykańskich portali. Amerykanom przekazał je jedne z urzędników Departamentu Współpracy Rozwojowej MSZ.

Białoruscy opozycjoniści uważają, że ujawnione dane są bezcenne dla służb specjalnych Łukaszenki. - To jest niebezpieczne dla organizacji pozarządowych, które działają tak na Białorusi, jak i na Ukrainie. Takie informacje powinny być utajnione - powiedziała PAP Natalia Radzina, redaktor naczelna największego opozycyjnego portalu Karta '97. - Pojawiają się pytania o odpowiedzialność za ludzkie losy, bo te dane dotyczą ludzkiego bezpieczeństwa, a nawet życia - mówi Eugeniusz Wappa, przewodniczący Związku Białorusinów w RP.

- Te dane nie powinny się znaleźć w domenie publicznej - podkreśla rzecznik MSZ Marcin Bosacki. Dodał, że osoba odpowiedzialna za umieszczenie ich w internecie została już wcześniej zwolniona dyscyplinarnie z MSZ, ale przywrócił ją Sąd Pracy.

Oficjalnie te dane nie są danymi tajnymi, ale jak określa je Bosacki, "delikatnymi". Jego zdaniem w naszym porządku prawnym należy uwzględnić tego rodzaju informacje. Przypomina, że do 2010 r. istniała w prawie kategoria informacji "do użytku służbowego".

Na pomoc trzeba mieć zgodę Łukaszenki

- To jest nieodpowiedzialne działanie. W dyktatorskim państwie, w którym żyjemy, taka informacja może pociągnąć za sobą represje i połamać niejeden ludzki los - mówi ''Gazecie'' Inna Kulej, szefowa Komitetu Obrony Represjonowanych "Solidarnaść"

Powstały w kwietniu 2006 roku Komitet, na czele którego stoi Kulej, zajmuje się pomocą białoruskim więźniom politycznym, osobom pociąganym do odpowiedzialności za działalność opozycyjną, pomaga studentom wyrzuconym ze studiów za kontynuować naukę na Zachodzie. Jednym z partnerów Komitetu jest polski MSZ.

Zgodnie z białoruskim ustawodawstwem by legalnie móc wykorzystać zagraniczną pomoc trzeba uprzednio dostać zgodę władz. Aleksander Łukaszenka stworzył specjalny Departament Pomocy Humanitarnej przy prezydencie, który wydaje zgodę na wykorzystywanie zagranicznych środków na działalność organizacji pozarządowych.

- Oczywiście nie ma żadnej możliwości uzyskać zgodę na pomoc represjonowanym, bo Białoruś nie przyznaje, że są jacyś więźniowie polityczni czy jakieś inne represje polityczne. Więc jaka może być pomoc? - mówi Kulej.

Otrzymywanie środków na pomoc represjonowanym bez zgody Departamentu Pomocy Humanitarnej może zostać przez władze białoruskie uznane za przestępstwo. W podobny sposób białoruski wymiar sprawiedliwości potraktował Alesia Białackiego, szefa Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna", który został skazany na 4,5 roku pozbawienia wolności za rzekome niepłacenie podatków. Informacje o przekazanych na jego konto pieniądzach, które były wykorzystywane dla prowadzenia działalności "Wiosny" i niesienia pomocy represjonowanym zostały przez polską i litewską prokuraturę przekazane Białorusinom w ramach pomocy prawnej (Litwa zrobiła to również w przypadku kilkudziesięciu innych białoruskich opozycjonistów). Białoruskie służby specjalne ogłosiły, że te pieniądze są osobistym dochodem Białackiego i oskarżyły go o niepłacenie podatków.

Białoruskie kłopoty MSZ

To już kolejny wyciek danych, które narażają opozycjonistów na Wschodzie. Niedawno MSZ przesłał też formularze PIT dla białoruskich uczestników konferencji w Polsce, co też może narażać ich na represje.

PiS już zażądało zwołania w tej sprawie w trybie nadzwyczajnym posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. - MSZ nie może być ministerstwem wycieków zagranicznych - stwierdził poseł Krzysztof Szczerski. Posłowie PiS przypominają, że tego rodzaju poufne dane nie były dostępne nawet polskim parlametarzystom. Zdaniem Adama Lipińskiego ostatnie wydarzenia związane z wyciekiem danych mogą skompromitować politykę zagraniczną Polski na Wschodzie.

Grupa Zagranica: Wyciek danych to wyraz nieodpowiedzialności polskiego MSZ

Wpadkę MSZ z wyciekiem danych o pomocy rozwojowej skrytykowała Grupa Zagranica - stowarzyszenie polskich NGOs działających za granicą. W wydanym oświadczeniu czytamy m.in.: "Grupa Zagranica wielokrotnie zwracała się do MSZ z apelem o przyjęcie nadzwyczajnych procedur i rozwiązań odnośnie informowania opinii publicznej o projektach sfinansowanych w ramach Polskiej Pomocy w tzw. krajach wrażliwych, w których istnieją podejrzenia, że łamane są prawa człowieka oraz/lub w znacznym stopniu ograniczona jest wolność obywatelska. Ze względu na istotne ryzyko narażenia na niebezpieczeństwo i opresje osób działających w tych krajach (m.in. opozycjonistów, obrońców praw człowieka, niezależnych dziennikarzy), postulowaliśmy i nadal postulujemy nadzwyczajne odstąpienie od obowiązku jawności informacji dotyczących wsparcia MSZ w tych konkretnych krajach". Sprawę upublicznienia informacji stowarzyszenie ocenia jako "wyraz nieodpowiedzialności polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych".

"Poważnie niepokoi fakt, iż jest to w ostatnich dniach kolejne działanie (po wysłaniu na Białoruś działaczom opozycyjnym około 30 rozliczeń podatkowych PIT z diet uzyskanych podczas konferencji w Warszawie) MSZ, narażające na niebezpieczeństwo partnerów polskich organizacji pozarządowych z krajów, w których realizowane są projekty pomocowe" - pisze stowarzyszenie w oświadczeniu.

Zdaniem Grupy Zagranica, "takie działania mogą spowodować zaprzestanie - z powodu obaw przed represjami na Białorusi - współpracy pomiędzy polskimi a białoruskimi podmiotami. W konsekwencji program MSZ "Polska Pomoc" mający na celu m.in. pomoc w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego oraz popieranie działań obywatelskich w tym kraju będzie pozbawiony szans na realizację".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.