Gipsowy anioł o długich skrzydłach, kobiecych biodrach i palcach jak czułki sięga z wysiłkiem przeszklonego sufitu pracowni rzeźbiarskiej Mihai Buculei. Stoi w starej dzielnicy Bukaresztu, której nie zdążyły zburzyć buldożery Ceaus´escu. Po odlaniu w brązie ogromna rzeźba trafi do starego portu zbożowego nad Dunajem, gdzie znany rumuński poeta i opozycjonista Mircea Dinescu zakłada ośrodek sztuki współczesnej. Rozpaczliwie wołający "Anioł Bałkanów", w rewolucyjnej opasce na czole, chciałby ulecieć, lecz jego nogę mocno przykuwa do ziemi gruby łańcuch.
Pozostało 98% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.