Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przed rokiem na wspólnej konferencji prasowej minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska i ówczesny minister transportu Sławomir Nowak opowiadali, jak chcą realizować nowy rządowy program "Inwestycje polskie". Podczas tej konferencji aż kłuła w oczy różnica między Bieńkowską, która rzeczowo, z wielką merytoryczną znajomością rzeczy i zaangażowaniem, przedstawiała plany swojego resortu oraz Nowakiem, który dość mgliście i ogólnikowo przedstawiał swoje projekty. I podczas tej konferencji Elżbieta Bieńkowska kolejny raz udowodniła, że w dotychczasowym rządzie Tuska była jednym z nielicznych ministrów z ikrą i olejem w głowie.

Wywalczyła w Brukseli pieniądze na drogi

Potwierdziła to także kilka miesięcy później, kiedy KE niespodziewanie zablokowała wypłaty unijnych dotacji na budowę dróg w Polsce z powodu podejrzeń o zmowę cenową wykonawców podczas przetargów na te inwestycje. To resort Bieńkowskiej i osobiście pani minister zarzucali wtedy urzędnikom KE, że podjęli niesprawiedliwą i niezrozumiałą decyzję, bo to polskie służby wykryły ryzyko tych zmów cenowych i przez kilka lat informowały Brukselę o tej sytuacji. A co robił resort kierowany przez Sławomira Nowaka? Odsyłał tylko do komunikatów resortu Bieńkowskiej. I to właśnie ona potrafiła ostro walczyć w Brukseli z planami ograniczenia w nowym budżecie UE pieniędzy przeznaczonych w Funduszu Spójności na wyrównanie różnic między starymi i nowymi państwami członkowskimi Unii.

Szkoda tylko, że dopiero teraz Tusk docenił osiągnięcia Bieńkowskiej. Można też przyklasnąć pomysłowi połączenia resortu rozwoju regionalnego z resortem transportu. To pozwoli uprawnić realizację inwestycji infrastrukturalnych budowanych przy wsparciu unijnych funduszy.

Rozwój kraju będzie priorytetem?

Znacząca jest też decyzja Tuska, by kierująca takim superresortem Bieńkowska została także wicepremierem, podczas gdy tytułu wicepremiera nie będzie miał już nowy minister finansów Mateusz Szczurek. To może oznaczać, że nowym priorytetem rządu będzie rozwój kraju, a zapewnienie pieniędzy na ten cel będzie stanowić zadanie Ministerstwa Finansów. Bo do tej pory bywało na odwrót - Ministerstwo Finansów drastycznie zaciskało pasa na programach inwestycyjnych, kładąc czasem długoterminowy rozwój kraju na ołtarzu bieżącej sytuacji budżetu.

Ale jednocześnie wielkim wyzwaniem będzie zarządzenie takim superresortem. I dlatego Tusk powinien zapewnić Bieńkowskiej pełną swobodę w doborze ludzi do zarządzania poszczególnym działami nowego ministerstwa, nie zmuszając jej do żadnych politycznych koncesji.

Bo Bieńkowska jako lojalny polityk PO potrafi - niestety - akceptować takie koncesje. W czasie kampanii wyborczej w 2011 r. w debacie w TVN bez mrugnięcia okiem zapewniała, że w terminie zostaną oddane wszystkie drogi budowane na mistrzostwa Euro 2012. A jako minister rozwoju regionalnego musiała wiedzieć, że to nierealna obietnica.

I dlatego Tusk powinien zadbać o to, by na nowym stanowisku Bieńkowska nie musiała grać roli polityka, lecz mogła być fachowcem - co jej najlepiej wychodzi.



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.