Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Jeśli ta groźba zostanie spełniona, problemy dotkną nie tylko firmy gazownicze na Litwie i w Polsce, ale także wszystkie rafinerie w Europie Środkowej podłączone do zbudowanego w czasach Układu Warszawskiego systemu ropociągów Przyjaźń. Tą rurą rosyjska ropa płynie do rafinerii w Polsce, Niemczech wschodnich, Czechach, na Słowacji i Węgrzech.

Łukaszenka wystąpił z tym ultimatum, gdy Gazprom i ambasador Rosji na Białorusi oświadczyli, że ich zdaniem konflikt gazowy Mińska z Moskwą się wyczerpał. Od poniedziałku do czwartku na polecenie prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa Gazprom ograniczał stopniowo dostawy gazu Białorusi. W ten sposób Rosjanie chcieli wyegzekwować od Mińska ok. 190 mln dol. długu za gaz dostarczony w tym roku. W środę Mińsk spłacił dług i nazajutrz Rosjanie odkręcili kurek.

Ale sprawa Mińska nie jest zakończona. Byli Rosjanom winni ok. 15 proc. wartości gazu kupionego w tym roku. Za to Gazprom już od listopada zeszłego roku w ogóle nie płacił za tranzyt gazu przez Białoruś. Mińsk wycenił ten dług na 260 mln dol. W czwartek Rosjanie zapłacili, ale tylko 228 mln dol. Mińsk domaga się jak najszybciej reszty zapłaty.

Dług wziął się stąd, że od listopada zeszłego roku za tranzyt gazu przez Białoruś Rosjanie rozliczali się według przyjętej przez nich arbitralnie stawki 1,45 dol. za przesył 1 tys. m sześc. gazu na odległość 100 km. Ta opłata obowiązywała w 2008 r. Tymczasem według umowy w zeszłym roku stawka wynosiła 1,74 dol., a w tym roku miała wzrosnąć do 1,88 dol.

Gazprom twierdzi, że obniżył zapłatę za tranzyt, bo na hurtowej sprzedaży gazu na białoruskim rynku nie zarabia tyle, ile oczekiwał. I podwyżkę opłat za tranzyt gazu przez Białoruś Rosjanie uzależniają do podwyżki marży za sprzedaż gazu na tamtejszym rynku. Mińsk zaprzecza tym zarzutom.

Wojnę gazową Moskwy z Mińskiem odczuły w tym tygodniu Litwa i Polska. Początkowo Rosjanie przykręcili Białorusi gazowy kurek o 15 proc., ale od środy już o 60 proc. Mińsk uprzedzał, że tak znaczne zmniejszenie dostaw spowoduje spadek ciśnienia w białoruskich gazociągach i w efekcie doprowadzi do zmniejszania tranzytu. Stało się tak, jak uprzedzali Białorusini - w środę po południu zmniejszyły się dostawy gazu z białoruskiej sieci do Litwy oraz Polski.

Nie było żadnych ograniczeń w tranzycie rosyjskiego gazu rurą Jamał - Europa, która przecina Polskę i Białoruś. Ta rura aż do granicy z Polską należy wyłącznie do Gazpromu i jest sterowana z moskiewskiej centrali koncernu. PGNiG nie odpowiedziało "Gazecie", dlaczego na wypadek kryzysu na Białorusi nie chciało zwiększyć dostaw z gazociągu jamalskiego i rozmawiało o tym tylko z Ukrainą. Tymczasem Gazprom nie uzgodnił z Kijowem zwiększania tranzytu gazu do Europy w razie zablokowania tranzytu przez Białoruś.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.