Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Upodobały sobie miasto, choć ich miejsce jest w lesie. Miłośników nie przysparza im wygląd wielonogiego robaka, a zwłaszcza cuchnąca wydzielina, którą bronią się przed napastnikami. Mowa o krocionogach piaskowych - czarnych, ruchliwych wijach wchodzących tysiącami na ściany domów, wdzierających się do pomieszczeń, a nawet łóżek mieszkańców południowo-zachodnich obrzeży Krakowa. Właśnie na przełom maja i czerwca przypada apogeum ich fali migracyjnej.

Kroczą na Wawel

- Rano i wieczór całe ściany domu oblepione, a smród podczas zbierania nieprawdopodobny! Włażą wszędzie. Najbardziej boimy się tu o dzieci, żeby się nie zatruły - Bolesław Sterliński pokazuje wiaderko z zebranymi przed południem stawonogami. - Wrzątek, wapno, domestos - pani Grażyna, jego sąsiadka, wylicza tymczasową broń, za pomocą której zdesperowani mieszkańcy ul. Widłakowej w Kostrzu walczą z wszędobylskimi krocionogami już od kilku lat. Codziennie muszą zamiatać podwórka i wnętrza domów, wymiatając żywe i martwe wije. Zbierają je do wiader i unieszkodliwiają wrzątkiem, a potem najczęściej zakopują. Następnego dnia to samo, od wiosny aż do jesieni. - Najgorsze jest to, że jak się je zbiera, to wdycha się opary, wszystkich potem drapie w gardle - mówi pan Bolesław. Właśnie dlatego mieszkańcy Kostrza nie korzystają z oferowanej im przez ZIKiT darmowej wywózki martwych stawonogów do spalarni odpadów. - Musielibyśmy tydzień składować worki, czekając na transport. Chyba byśmy się podusili - mówi pani Grażyna.

- Podrażniony krocionóg broni się wydzieliną zawierającą benzochinon, który w dużych ilościach ma działanie rakotwórcze, utylizacja martwych wijów ma zapobiec m.in. gromadzeniu się tej substancji w jednym miejscu - mówi dr Przemysław Szwałko z Wydziału Kształtowania Środowiska UMK, który zajmuje się problemem krocionogów w Krakowie. Masowe wędrówki krocionogów zlokalizowano już w okolicach Bodzowa, Kostrza i innych części Dębnik. Ostatnio uciążliwe wije zaczęły pojawiać się także po drugiej stronie Wisły, na Woli Justowskiej i w pobliżu kopca Kościuszki. Wszystko przez coraz większą liczbę nieużytków rolnych, na których krocionogi znajdują pożywienie i schronienie.

Urzędnikom z Wydziału Kształtowania Środowiska problem jest dobrze znany, jednak przyznają, że niewiele mogą zrobić, by mieszkańcom pomóc. Jak tłumaczy dr Szwałko, pojedyncze krocionogi są pożytecznymi destruentami szczątków organicznych, jednak na przestrzeni kilku lat zaczęły się nadmiernie rozmnażać i wyruszyły na poszukiwanie nowych miejsc lęgowych z powodu przegęszczenia populacji. Mają mało wrogów naturalnych i jak na bezkręgowce są długowieczne, bo żyją minimum sześć lat. Co więcej, mogą cofnąć się z formy dorosłej do młodocianej, stać się zdolnym do rozrodu samcem lub samicą w zależności od struktury populacji, w której żyją.

Plaga nie do powstrzymania

- Krocionogi to organizmy wciąż mało zbadane, cały czas trwają prace naukowe nad opracowaniem skutecznego i nietoksycznego dla ludzi sposobu ograniczenia ich liczebności - mówi Szwałko.

Masowe pojawianie się krocionogów i ich spektakularne marsze zdarzały się już kilkukrotnie w historii, np. w 1900 roku w alzackim Sennheim z powodu ich przemarszu musiał się zatrzymać pociąg. Jednak wciąż nie są znane przyczyny tych zjawisk. Ze wstępnych badań dr. Grzegorza Kani z Uniwersytetu Lubelskiego, jednego z niewielu znawców krocionogów w Polsce, wynika, że bezkręgowców tych w najbliższych latach nie ubędzie, ale wręcz przeciwnie. Naukowiec bada także potencjalne zagrożenie epidemiologiczne związane z masowym pojawieniem się krocionogów. - Krocionogi mogą przenosić liczne bakterie szkodliwe dla człowieka, w tym groźny szczep Klebsiella pneumoniae - mówi dr Kania.

Dotychczas Urząd Miasta Krakowa wydrukował specjalne ulotki z ostrzeżeniami i radami dla mieszkańców, którzy cały czas domagają się ze strony miasta i służb sanitarnych stanowczych działań przeciwko krocionogom. - Jesteśmy jednostką państwową i jako taka nie mamy prawa przeprowadzać dezynsekcji na prywatnych posesjach bez ogłoszenia przez wojewodę stanu zagrożenia epidemią - mówi Anna Armatys, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Krakowie. Jednak według oficjalnych danych Małopolskiego Inspektoratu Ochrony Środowiska krocionogi nie stanowią zagrożenia epidemiologicznego dla człowieka. - Koszt dezynsekcji atestowanymi preparatami zależy od powierzchni i zagęszczenia krocionogów, może być to 200 zł, ale może także i 3 tys. - słyszymy w firmie Insektum 2.

W zagranicznych laboratoriach trwają poszukiwania nieszkodliwych dla człowieka, a zabójczych dla krocionogów biopreparatów na bazie grzybów lub bakterii, jednak ich powstanie to kwestia co najmniej kilku lat.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.