Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Począwszy od tego sezonu, każdy koń wiozący turystów na siedmiokilometrowej trasie do Morskiego Oka miał przejść badania wysiłkowe, które wykazałyby, czy jest zdolny do pracy z dużym obciążeniem. Wprowadzenia takiego zapisu do regulaminu przewozów domagały się od kilku lat organizacje broniące zwierząt, zwłaszcza po tragedii konia Jordka w lipcu 2009 r. Z początku fiakrzy nie chcieli się zgodzić na zapisy nowego regulaminu dotyczące badań, jednak po kilkutygodniowych negocjacjach władzom TPN udało się dojść z nimi do porozumienia. Na prośbę fiakrów badania przełożono na początek tegorocznego sezonu. - Zgadzamy się na badanie, ale nie teraz, w sezonie. Nie chcemy robić widowiska na trasie - mówił rok temu Stanisław Chowaniec, prezes Stowarzyszenia Przewoźników do Morskiego Oka.

Badania wysiłkowe polegają m.in. na badaniu parametrów serca i krwi pobranej tuż po wysiłku. Miały być przeprowadzone przez specjalną komisję złożoną z przedstawiciela TPN, reprezentanta organizacji zajmującej się ochroną zwierząt oraz dwóch niezależnych weterynarzy na początku kwietnia. Jednak nadal nic o nich nie wiadomo ani działaczom organizacji prozwierzęcych, ani samym woźnicom. - Nie robimy badań, bo czekamy, aż zbierze się komisja. Nasze konie są przygotowane, badania można robić w każdej chwili - zapewnia Chowaniec.

- Pytaliśmy o badania koni w zeszłym roku, jednak bez skutku. Jak widać, ze strony zarządu TPN nie ma woli, by nowy regulamin zaczął w pełni obowiązywać. Wszystko dobrze wygląda, dopóki nie zdarzy się kolejna tragedia - mówi Dominik Nawa z Komitetu Pomocy dla Zwierząt w Tychach. Dlaczego przez kilka tygodni nie udało się skompletować komisji i przeprowadzić badań? Pracownicy TPN przyznają, że podobne pytania pojawiały się już wcześniej, nie tylko ze strony "Gazety". Jak tłumaczą, TPN oczekiwał dotychczas inicjatywy organizacji zajmujących się ochroną zwierząt, ponieważ ze względu na ograniczone możliwości kadrowe i finansowe nie był w stanie ich przeprowadzić wcześniej. - Powołanie komisji wymaga oddelegowania pracownika, a nie każdy może się zająć tą sprawą - tłumaczy Szymon Ziobrowski, kierownik działu udostępniania TPN.

- My czekamy na sygnał ze strony Parku. W każdej chwili jesteśmy gotowi się spotkać na badania, jednak ostateczne słowo w kwestii zasad panujących w Parku ma zarząd. Tylko on może nakładać na fiakrów jakieś zobowiązania, a nie organizacje prozwierzęce - tłumaczy Nawa.

- Postaram się w najbliższym czasie wyznaczyć pracownika do zorganizowania komisji - deklaruje w końcu Ziobrowski. Konie spełniające wymogi dostaną komplet dokumentów identyfikacyjnych zezwalających na ciągnięcie wozów do Morskiego Oka. Jeżeli parametry krwi czy wydolności serca któregoś z koni nie będą spełniać norm, zwierzę będzie musiało zostać wymienione na inne.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.