Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Fart wcześniej nazywał się inaczej. To imię nadali mu wolontariusze z organizacji Ratujemy Kundelki. Choć Fart kundelkiem nie jest, nie mogli nie zareagować, kiedy weterynarz poinformował o poważnie pogryzionym psie, którego właściciele chcą go uśpić.

Fart nie byłby w tak ciężkim stanie, gdyby jego właściciele przyszli do weterynarza od razu. Jednak w gabinecie zjawili się dopiero po tygodniu od pogryzienia. Zdecydowali się szukać pomocy dopiero wtedy, gdy pies od trzech dni niczego nie jadł.



Po otwarciu rany, żeby ją oczyścić, okazało się, że wdała się martwica. Gnijące ciało zaczęło śmierdzieć. To wtedy właściciele zdecydowali, że psa w takim stanie nie chcą zabierać do domu. Weterynarz nie zgodził się jednak na uśpienie. Właściciele zrzekli się psa, dzięki czemu opiekę nad nim mogli przejąć wolontariusze z organizacji Ratujemy Kundelki.

Leczenie długie i trudne

Farta udało się uratować, ale czeka go długotrwałe i trudne leczenie. W rany wdała się martwica, niezbędne są środki przeciwbólowe i czyszczenie ran. Została już zamówiona specjalistyczna maść do pielęgnacji pogryzionych miejsc. Konieczne są też specjalne oddychające opatrunki.

Opiekunowie Farta czekają też na wyniki badań krwi, które mają pokazać, czy nie wdało się zakażenie. Wolontariusze proszę o wsparcie, bo leczenie Farta będzie pochłaniać znaczne środki. Każdy, kto chce pomóc, może wpłacać pieniądze na konto: 27124010821111001059733950 "Ratujemy Kundelki" Oddział Fundacji "Bezdomniaki" ul Rembielińska 10A/50 03-343 Warszawa Tytułem: Spaniel.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.