Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Na początku października na Florydzie weteran z Afganistanu Justin Lansford poślubił swoją szkolną miłość Carol Blames. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby gwiazdą uroczystości nie był rudy, kudłaty pies. Gabe nie tylko towarzyszył swojemu panu przez cały czas, ale też podał pastorowi obrączki, które włożyli nowożeńcy. Słowem - robił to wszystko, co tradycyjnie należy do drużby. Bo na tym ślubie to właśnie pies był drużbą - podaje serwis Abcnews.



Przyjaciel i asystent

Justin Lansford został ranny w 2012 roku. Jego patrol w Afganistanie trafił na minę. Jego koledzy zginęli, sam Lansford miał więcej szczęścia. Skończyło się na amputacji jednej nogi. Jednak jego psychika wymagała dłuższego leczenia. Lansford zaczął mieć objawy zespołu stresu bojowego. Wtedy zgłosiła się do niego fundacja wspierająca weteranów Warrior Canine Connection. Przydzielona mu psa asystującego. Od tej pory Lansford i golden retriever Gabe byli nierozłączni.



Gabe, tak jak inne psy asystujące, potrafi naprawdę wiele. Otwieranie i zamykanie drzwi czy zapalnie światła to dla niego nic trudnego. Umie też podać swojemu panu protezę i inne przedmioty. Lansford nie musi się nawet fatygować do lodówki po napoje! Wystarcza jedno polecenie, a Gabe wszystko przyniesie.

Co najważniejsze, pies znakomicie wpłynął na psychikę weterana. Dlatego Justin Lansford nie miał wątpliwości, kto powinien odegrać główną rolę na jego ślubie. Przecież tradycja nakazuje, by tę funkcję powierzyć najbliższemu przyjacielowi.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.