Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Obrońcy praw zwierząt od lat nazywają wydarzenia rozgrywające się w czerwcu w Yulin "festiwalem okrucieństwa" lub po prostu "rzezią". Psy tłoczą się w ciasnych klatkach lub po prostu zawijane są w druciane siatki ogrodnicze, by potem być żywcem obdarte ze skóry i dobite kijami. Ich korpusy zalegają na poboczach dróg w oczekiwaniu na transport na bazary, rozwieszane są na hakach i wykładane na ladach straganów.

Chętnych do zakupu psiego mięsa nie brakuje. Lekarze tradycyjnie zalecają je jako lek na impotencję i problemy z krążeniem. W czasie festiwalu w Yulin w menu barów i restauracji znajduje się długa lista dań z psiego mięsa.

Psy w obrożach, porwane, wykradane właścicielom

Jednak oprócz amatorów psiego mięsa do Yulin przyjeżdża też wielu obrońców praw zwierząt. Blokują drogi, którymi dostawcy dowożą psy, wypuszczają zwierzęta z wagonów wiozących je na rzeź, wykupują je z niewoli i na własny koszt zakładają prywatne schroniska. Co roku dochodzi do bitew między zwolennikami i przeciwnikami tego wydarzenia. Handlarze już zapowiedzieli, że jeśli znów dojdzie do protestów, będą zabijać zwierzęta w wyjątkowo okrutny sposób.

Pod wpływem międzynarodowej presji w tym roku miejscowe władze po raz pierwszy zakazały organizacji festiwalu. Mimo to przygotowania trwają w najlepsze. Ponieważ sprzedaż psiego mięsa nadal jest w Chinach legalna, lokalne władze utrzymują, że nie są w stanie zabronić działalności handlarzom.

Dwa dni po ogłoszeniu decyzji o zakazie organizacji festiwalu Human Society International wysłała jednego ze swoich pracowników do Yulin. Reporter udawał, że jest handlarzem mięsa. Opisuje koszmarne warunki, w jakich transportowane są zwierzęta, a także to, jak tłoczą się w brudnych rzeźniach. Wiele psów przeznaczonych do zabicia miało na szyjach obroże, co oznacza, że zostały porwane. Human Society International jest tylko jedną z wielu organizacji, które wystosowały petycje do lokalnych władz, domagając się podjęcia zdecydowanych działań.

- W zeszłym roku byłem świadkiem tego, co się dzieje w Yulin. Wiele psów cieszy się na widok ludzi. Giną, merdając ogonem na widok swoich oprawców - opowiadał brytyjskiemu dziennikowi "The Independent" Andrea Gung z organizacji Duo Duo Welfare Project. Organizacja wystosowała petycję do burmistrza miasta Yulin Chena Wu, by "podjął działania w interesie publicznym". W dwa tygodnie zebrali blisko 300 tys. podpisów.

W czasie festiwalu ulice spływają krwią

"Wierzymy, że w XXI wieku nie ma miejsca na takie wydarzenia - czytamy w petycji. - Chiny zajmują drugie miejsce w rankingu państw z największą liczbą przypadków wścieklizny. W latach 2002-2006 na wściekliznę zachorowało 338 mieszkańców Yulin. Wszyscy z nich zmarli. Psy transportowane do Yulin są często nosicielami choroby. Efektywne wdrożenie zakazu organizacji festiwalu jest w interesie zdrowia publicznego" - stwierdzają autorzy petycji.

"Festiwal może naruszyć porządek społeczny i pogłębić konflikty społeczne. Wiele ze sprzedawanych psów to zwierzęta kradzione, odbierane właścicielom i porywane z terenów wiejskich. Znane są przypadki brutalnych aktów zemsty ze strony właścicieli na handlarzach. Również w tym roku może dojść do serii krwawych konfrontacji" - ostrzegają autorzy. I dodają: "Mięso to nie jest bezpieczne. Na targ trafiają zwierzęta chore i umierające, które transportowane są w koszmarnych warunkach. Niektóre psy były wręcz podtruwane, ich mięso zawiera niebezpieczne toksyny. Festiwal stanowi zagrożenie wybuchu epidemii poważnych chorób".

"Co więcej, festiwal uczy dzieci i młodzież przemocy. Zwierzęta zabijane są w przestrzeni publicznej, w czasie festiwalu ulice spływają krwią .To może powodować u dzieci zaburzenia psychiczne i traumy. Jak dowodzą badania, później dzieci same mogą dopuszczać się podobnych czynów" - piszą autorzy raportu.

"Wreszcie festiwal promowany jest jako regionalna tradycja, święto folkloru i lokalnych zwyczajów. Żeby kultywować chińską kulturę, rząd musi wyeliminować praktyki, które należą do przeszłości. Festiwal psiego mięsa wyrządza szkodę całemu regionowi i ma negatywny wpływ na całą branżę turystyczną. W zeszłym roku tylko w ciągu kilku dni festiwal został potępiony przez ponad 100 tys. ludzi" - przypominają.

Do akcji protestacyjnej masowo przyłączają się także internauci w mediach społecznościowych. Wszystko wskazuje jednak na to, że w tym roku festiwal odbędzie się zgodnie z planem. Otwarcie zaplanowano na 21 czerwca.







Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.