Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Karp to ryba słodkowodna z rodziny karpiowatych (po łacinie brzmi to pięknie - Cyprinus carpio). Największe karpie - występujące dziko - mogą osiągnąć około metra długości i ważyć ponad 30 kg. Karp królewski, który najczęściej trafia na nasze stoły, ma charakterystyczny garb ma grzbiecie, krępe ciało i charakterystyczny pasek z łusek na bokach. Ponieważ żywi się larwami, mięczakami i skorupiakami żyjącymi przy dnie zbiorników wodnych, jego otwór gębowy skierowany jest w dół - tworzy swoisty ryjek - i wyposażony jest w wąsy dotykowe. Z powodu jego karpia diety jego mięso ma charakterystyczny mulisty posmak.

Prawie pół miliarda lat

Karpie należą do gromady promieniopłetwych obejmującej najwięcej z istniejących współcześnie gatunków ryb. Pierwsi przedstawiciele tej gromady wpłynęli do słodkich wód ponad 420 mln lat temu, w sylurze, trzecim okresie ery paleozoicznej. 100 mln lat później były już dominującą gromadą kręgowców w rzekach i jeziorach. To z nich wykształciły się później płazy, gady, ssaki i ptaki!

Około 250 mln lat temu z ryb promieniopłetwych wykształciła się podgromada - nowopłetwe. Były to pierwsze ryby z przynajmniej częściowo skostniałym szkieletem (wcześniej dominowały ryby chrzęstnoszkieletowe) oraz wykształcające pęcherz pławny. Miały też ruchomą szczękę (wcześniej ryby nie posiadały takiego wynalazku!) i symetryczną, rozdwojoną płetwę ogonową. Dzięki temu stały się zwinniejsze, szybsze oraz odniosły sukces jako drapieżniki.

W triasie - pierwszym okresie dominacji dinozaurów - z nowopłetwych wydzieliła się tzw. infragromada: doskonałokostne, czyli ryby z całkowicie kostnym szkieletem i czaszką. Miały też rozwinięty aparat gębowy pozwalający na zróżnicowanie diety oraz ciała pokryte wyłącznie znanymi nam łuskami lub płytkami kostnymi (wcześniej była to rzadkość).

Co ciekawe, w Ameryce Północnej, w okolicach Wielkich Jezior, nadal żyje miękławka - bardzo prymitywna ryba, żywa skamieniałość, która ma wszystkie cechy pierwszych ryb kostnoszkieletowych, ale nadal brak jej rozdwojonej płetwy ogonowej, a jej szczęka wypełniona jest ostrymi zębami. Nie ma też ości - co jest charakterystyczne dla "współczesnych" ryb.

.



.

A sam karp?

Karpiokształtne - czyli rząd, do którego należy i nasz karp - są stosunkowo młode ewolucyjnie, wykształciły się dopiero w eocenie, czyli mają około 30-40 mln lat. Wyróżniały je: brak płetwy tłuszczowej (pełniącej funkcję garbu wielbłąda), przesunięte na brzuch płetwy piersiowe, zrośnięte cztery pierwsze kręgi łączące pęcherz pławny z uchem wewnętrznym - co pozwala im odbierać drgania oraz zmiany ciśnienia i błyskawicznie reagować np. ucieczką lub atakiem - oraz "ryjek", czyli wysuwana szczęka, dzięki której karpiowate mogły bez problemu polować na niewielkie stworzenia żyjące przy dnie. Aha - karpie nie mają żołądka. Wszelkie procesy trawienne odbywają się w jelicie. Inne zmiany - barwa czy wygarbienie grzbietu - są już cechą gatunkową, zależną od miejsca występowania.

Wszystkie te zmiany w anatomii sprawiły, że karpiowate są idealnymi drapieżnikami dna akwenu. Przy tym zarówno badacze, jak i wędkarze wiedzą, że ryby te są wyjątkowo sprytne, potrafią wymykać się z haczyka, wyjadać zanętę niezauważone... Nie bez powodu jako gatunek inwazyjny wypierają szczupaka i suma.

Karpie przeszły naprawdę długą drogę, zanim wylądowały na naszym stole. To niezwykłe ryby, idealnie dostosowane do warunków, w których żyją, inteligentne i odnoszące środowiskowe sukcesy. To majstersztyk ewolucji - należy to docenić.

Zawrotna kariera karpia w PRL-u

Karp na ziemiach polskich pojawił się w XII w. wraz z pierwszymi czeskimi cystersami, którzy hodowali go w przyklasztornych stawach. Miał wzbogacić dietę mnichów, którą wyznaczały liczne na terenach średniowiecznej Polski posty. Nie był rybą całkowicie nieznaną w menu, ale nie był powiązany z Wigilią jak na wielu terenach Polski np. śledź. Karp bardziej kojarzony był z jednak kuchnią żydowską.

Zawrotna kariera karpia na wigilijnym stole zapoczątkowana została przez Hilarego Minca, który w okresie powojennym był m.in. ministrem przemysłu, ministrem przemysłu i handlu, wicepremierem ds. gospodarczych. Po wojnie flota bałtycka była na tyle zniszczona, że nie była w stanie zapewnić odpowiedniej ilości ryb morskich. Decyzją Minca było kopanie i zarybianie stawów hodowlanych. Dużym atutem tego rozwiązania były niskie koszty utrzymania hodowli.

Dodatkowo w czasach PRL, kiedy brakowało w sklepach wszystkiego, postanowiono sprzedawać karpie w okresie przedświątecznym. Podaż wywołała popyt, gdyż poza karpiami trudno było kupić inne ryby, a wigilia Bożego Narodzenia zgodnie z polską tradycją miała być postna.

Co ciekawe, dzisiaj mało kto o tym pamięta i wszystkim się wydaje, że spożywanie karpia podczas wieczerzy wigilijnej jest wielowiekową polską tradycją.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.