Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wyrzucenie meleksów z Morskiego Oka to radykalny zwrot w polityce starostwa tatrzańskiego wobec sytuacji koni w Morskim Oku. Testy pojazdów elektrycznych odbywają się na tym szlaku od wakacji. Zaprosił je tam sam Tatrzański Park Narodowy. O wszystkim wiedział starosta Andrzej Gąsienica-Makowski, który na dodatek komentował też wyniki tych testów. Twierdził m.in., że pojazdy elektryczne nie sprawdziły się na tej trasie, czemu zaprzeczała firma Melex.

Jej przedstawiciele wydali oświadczenie, że starosta od początku był przeciwny zastąpieniu wozów konnych innym transportem, a pojazdy elektryczne wrzuca do jednego worka, nazywając je wszystkie "meleksami". Tymczasem ich samochody pokonywały ten tatrzański szlak na jednym akumulatorze trzykrotnie.

Nielegalne kursy meleksów

TPN zapowiedział, że testy będą kontynuowane zimą, ale w czwartek wieczorem... starosta Gąsienica-Makowski zadzwonił na policję, zgłaszając, że na drodze do Morskiego Oka (starostwo nią zarządza) odbywają się nielegalne kursy meleksów, które nie mają na to zgody. - Zgłoszenie otrzymaliśmy o godz. 17. 30. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, pojazdy elektryczne były już na lawecie - mówi asp. szt. Roman Wieczorek z zakopiańskiej policji.

Gąsienica-Makowski na zwołanej wczoraj konferencji prasowej co prawda nie przyznał się do wysłania policji, ale zapowiedział, że od tej pory wszystkie pojazdy, nie tylko meleksy, ale też autobus elektryczny, nie wjadą na tę drogę bez jego zgody. I dodał: - Bądźmy otwarci na nowe rozwiązania hybrydowe.

Rozwiązanie hybrydowe, czyli wóz wspomagany elektrycznie, przetestowano w Morskim Oku w tym tygodniu. Anna Plaszczyk z fundacji Viva!: - Silnik wyłączył się w połowie, a wóz spychał konie w dół, popędzając je wręcz do galopu.

Starostwo zaprzecza, a my nie możemy się do tego odnieść, bo dziennikarzy na testy nie zaproszono.

Protest w Morskim Oku

W niedzielę o godz. 8 rano walczący o prawa zwierząt zamierzają zablokować wyjazd fasiongów na Włosienicę. Twierdzą, że mają dość mydlenia oczu przez starostę, któremu zależy na wygraniu wyborów w listopadzie i nie chce stracić poparcia górali. Na dodatek dostali wyniki badań przeciążenia koni. Wynika z nich, że ciągną o niemal tonę za dużo. Wozy zamiast ważyć ponad 500 kg, jak zapewniali wozacy, ważą ponad 800. - To wina tego, że były namoknięte - mówi Stanisław Chowaniec, szef wozaków. - A czy latem nie namakają? - pytali ekolodzy. - Nie, bo latem jest świeże powietrze, a poza tym są przykryte - odparł Chowaniec.

Starosta mówi, że organizacje prozwierzęce nie mają zgody na protest w Morskim Oku i nazywa ich działanie "szantażem". - Zdaniem naszych prawników blokowanie przestępstwa, jakim jest męczenie zwierząt, nie jest przestępstwem - mówi Anna Plaszczyk.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.