Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W 2013 i 2014 roku aktywiści działający w kampanii "Nie chodzę do zoo!", prowadzonej przez Inicjatywę, odwiedzili ponad 20 ogrodów zoologicznych w Polsce (w tym w Krakowie). Efekt ich pracy udokumentowany jest w raporcie filmowym "Polskie zoo", przedstawiający warunki przetrzymywania zwierząt.

Co ukazuje prawie dwunastominutowy materiał z Krakowa i jak interpretują go aktywiści? Widzimy chodzącego wzdłuż wybiegu jaguara i rysia oraz kiwającego głową słonia. "Te ciągłe powtarzanie nerwowych i bezcelowych ruchów to objawy zaburzenia psychicznego, wynikającego z ograniczenia przestrzeni do życia" - piszą działacze Inicjatywy na rzecz Zwierząt "Basta!". Organizacja zarzuca jeszcze krakowskiemu zoo niewielkie klatki i wybiegi (szczególnie u drapieżników i małp), zamknięte w wolierach ptaki pozbawione możliwości lotu czy karygodne warunki życia: zwłaszcza pawianów przetrzymywanych na bardzo małym wybiegu, krokodyla otoczonego betonowymi ścianami i bardzo małego basenu dla fok.

Nie ma z kim dyskutować

W zdecydowany sposób do filmu i komentarzy odnosi się Teresa Grega, zastępca dyrektora krakowskiego Ogrodu Zoologicznego. - Przede wszystkim trudno dyskutować z osobami, które wypowiadają się na temat zwierząt, a nie odróżniają foki od uchatki - stwierdza. - Dla trzech uchatek, które przebywają w naszym ogrodzie, ten basen jest wystarczający.

A co z innymi zarzutami? - Film przedstawia sowę bez jednego oka, co w kontekście całego obrazu ma źle o nas świadczyć. Prawda jest jednak taka, że ta sowa trafiła do nas już w takim stanie. Mieliśmy ją uśpić? - pyta Teresa Grega.

Zastępca dyrektora tłumaczy również kwestię kiwającego się słonia oraz przechadzającej się tam i z powrotem antylopy, co ma dowodzić ich problemów psychicznych. - Adaks, bo właśnie ten gatunek antylopy pokazany jest w filmie, zachowuje się w taki sposób, ponieważ oddzielona od stada była samica, która miała ruję po porodzie. Natomiast słoń trafił do nas z cyrku, więc jego ruchy głową są wytłumaczalne i nie spowodowane przebywaniem w zoo - opowiada Teresa Grega. - Aktywiści zarzucają nam też złe traktowanie ptaków, a trzeba zaznaczyć, że występujące w filmie marabuty mają najlepszą wolierę w Europie, w której mogą fruwać i chodzić po gałęziach - dodaje.

Po co nam ogrody zoologiczne?

Nie wszystkie zarzuty szczecińskiej organizacji są jednak chybione. - Faktycznie mamy problem z klatkami dla szympansów - przyznaje Teresa Grega. - Mamy już jednak projekty przebudowy, ale niestety brakuje nam funduszy na realizację - zapewnia.

Takie problemy i odwieczna dyskusja o traktowaniu zwierząt zmuszają do zadania pytania o celowość funkcjonowania ogrodów zoologicznych. - One są potrzebne - odpowiada Teresa Grega. - Ogrody zoologiczne to nie jest już menażeria w ogrodach pałacowych. Działalność współczesnych ogrodów służy w głównej mierze zachowaniu puli genowej. Jak ważna to sprawa, pokazują statystyki. Otóż każdego roku ginie milion gatunków zwierząt. Powtarzane są żądania wypuszczenia zwierząt na wolność, tylko one by tam nie przeżyły. Wszystkie urodziły się w zoo i nie znają innego życia i nie są przystosowane do funkcjonowania w dziczy - podsumowuje zastępca dyrektora.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.