Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W przyszłym roku wrocławskie zoo, które znajduje się w grupie 20 najstarszych ogrodów zoologicznych świata, będzie obchodzić 150. rocznicę istnienia. Opracowaniem historii ogrodu zajmuje się Leszek Solski, asystent naukowy zoo. Jego pierwsze wspomnienia związane z zoo pochodzą z pierwszej połowy lat 60.

- Miałem wtedy jakieś 10 lat, przyszedłem do zoo z rodzicami - mówi. - Na skalnym wybiegu, gdzie mieszkają pawiany, nie było kiedyś takich elektrycznych zabezpieczeń jak dzisiaj. W stadzie rządził dość duży, dorosły samiec, który nazywał się Bukiet. To właśnie on jako pierwszy opanował technikę uciekania z wybiegu: rozpędzał się na dole, dobiegał do miejsca łączenia murów i wspinał się na górę. Czasem żebrał. Pamiętam, że byłem wtedy ubrany w krótkie spodenki na szelkach, a w kieszeni miałem papierowy woreczek z posklejanymi landrynkami. Odszedłem od wybiegu na kilka metrów i nagle czuję: ktoś grzebie mi w tylnej kieszeni! Wszyscy naokoło zamarli - to Bukiet uciekł z wybiegu, wyjął mi z kieszeni landrynki, oskubał je trochę z papierka i wsadził tę całą sklejoną bryłę do pyska. Na szczęście nie był agresywny, więc nikomu nie przeszkadzało, że ucieka.

Zobacz przedwojenne zdjęcia wrocławskiego zoo Kliknij, by obejrzeć galerię

Zastrzelili lwy, lamparty, pumy

Ogród zoologiczny to wiele takich wspomnień. Do tej pory nikt nie próbował opisać historii zoo tak szczegółowo, jak robią to Leszek Solski i Harro Strehlow, niemiecki historyk ogrodów zoologicznych. Podczas pracy bazują na materiałach, które znaleziono w archiwum: ewidencjach, spisach, raportach weterynarzy, sprawozdaniach (dyrektor ogrodu codziennie zapisywał zachowanie zwierząt, które z nich chorują i umierają, a jakie się rodzą), opracowaniach naukowych i relacjach z wizyt innych dyrektorów - z Hamburga czy Berlina. Odnaleziono też ręcznie pisany, oryginalny dokument komitetu założycielskiego z 1863 roku. Nawet Niemcy mają problem z odszyfrowaniem jego treści, bo został napisany w XIX-wiecznej odmianie niemieckiego gotyku, zwanej Kurrentschrift. Dzisiaj potrafią je odczytać jedynie wyspecjalizowani naukowcy.

- Do tej pory nie wszystkie dokumenty były dostępne dla badaczy. Znaleziono sporo materiałów, ale to z pewnością nie wszystkie pisma, jakie powstały - mówi Leszek Solski. - Trudno ocenić, czy mamy do czynienia z połową archiwum czy to zaledwie 10 proc. wszystkich dokumentów. Posortowaliśmy je według okresów, ale mamy luki.

Brakuje na przykład wiarygodnego opisu wydarzeń, które miały miejsce w marcu 1945 roku. Kiedy Wrocław zaczął płonąć, a nad miastem przelatywały samoloty z bombami, władze ogrodu zoologicznego musiały podjąć trudną decyzję. Gdyby jedna z bomb spadła w pobliżu wybiegu dla niebezpiecznych zwierząt i zniszczyła ogrodzenie, mogłyby uciec i stać się zagrożeniem dla ludzi. Zastrzelono więc wszystkie duże koty - lwy, pumy, tygrysy, pantery, lamparty - oraz niedźwiedzie i słonie, które mogłyby kogoś stratować. Zginęły również zwierzęta, które do Wrocławia przysłano z innych niemieckich ogrodów (Düsseldorfu, Berlina i Norymbergi), żeby uratować je przed nalotami alianckimi.

- Z 2,5 tysiąca zwierząt przeżyło około 400 sztuk, głównie ptaki i małpy, które schowały się w koronach drzew - mówi Solski. - W roku 1945 pierwszy polski prezydent miasta, Bolesław Drobner, zlecił inwentaryzację. Dwa lata później utworzyła się naukowa rada nadzorcza zoo, a dyrektorem został Karol Łukaszewicz, który wcześniej prowadził ogród w Krakowie.

Epoka tajemnic

Co działo się między 1945 i 1947 rokiem? Nie wiadomo. Ze szczątkowych dokumentów i relacji ludzi wynika jednak, że na terenie zoo - zamiast zwierząt - żyli mieszkańcy Wrocławia. W mieście brakowało niezniszczonych, ogrzewanych pomieszczeń, a każdy budynek na terenie ogrodu miał własną kotłownię; uprawiano tu ogródki, hodowano kaczki i świnie. Zamieszkane były nawet część zniszczonej restauracji (dzisiaj to budynek terrarium) i biblioteka, a "pożyczone" przez wrocławian książki były oddawane przez lata, jeszcze w połowie lat 50. Ostatni lokatorzy, wśród których byli też pracownicy zoo, wyprowadzili się z ogrodu pod koniec lat 60.

- Żeby odbudować ogród, trzeba było sprowadzić do Wrocławia te zwierzęta, które w czerwcu i lipcu 1945 roku zostały wywiezione do Poznania, Łodzi czy Krakowa - mówi Solski. - Ogrody poznański i krakowski z chęcią oddały zwierzęta, ale Łódź wypierała się, że w ogóle coś od nas dostała.

Ogród zoologiczny został ponownie udostępniony zwiedzającym 18 lipca 1948 roku. Według statystyk można było wtedy oglądać około 100 gatunków zwierząt - w sumie 189 sztuk ssaków oraz 135 ptaków. Zoo dostało je w darze od prywatnych hodowców i Lasów Państwowych, a część pochodziła z innych ogrodów - zaczynała już działać centralna dystrybucja. Dyrektor Łukaszewicz niemal od podstaw odtworzył kolekcję zwierząt, przeprowadził też remont zniszczonych budynków, a w 1957 roku ogród dostał wschodnie tereny za ówczesną ulicą Zwierzyniecką, gdzie wcześniej zorganizowano Wystawę Ziem Odzyskanych. Stopniowo wprowadzano tam kolejne zwierzęta, aż wreszcie w 1960 roku uruchomiono nowe wejście do zoo przez tzw. bramę Konwiarza. Charakterystyczny neon z lwem pojawił się nad wejściem dopiero rok później.

Tak zoo wyglądało w latach 50. i 60. Obejrzyj zdjęcia Kliknij, by obejrzeć galerię

Przysyłajcie swoje zdjęcia

Od 1966 roku przez następnych czterdzieści lat dyrektorem wrocławskiego zoo był Antoni Gucwiński. W 1997 roku przyszła powódź. - Przegoniliśmy część zwierząt, które mieszkały w stajniach nad rzeką, na górę, bliżej stadionu. Obok stały wszystkie pojazdy ogrodowe. Jeśli woda przedostałaby się do ogrodu, chcieliśmy wypuścić kopytne z wybiegów. Ogrodzenia były już poprzecinane i tylko związane drutami, żeby w każdej chwili można było je otworzyć - mówi Mirosław Piasecki, dyrektor hodowlany, który aktywnie uczestniczył w obronie zoo przed zalaniem.

Dyrektor Gucwiński odszedł w 2006 roku. Nowym dyrektorem został Radosław Ratajszczak, który rozpoczął modernizację całego zoo. Do tej pory wybudowano między innymi pagodę gibonów, motylarnię, wybiegi rysi i żbików, pawilon Terai dla nosorożców indyjskich, mundżaków i wiewiórek jelarangów oraz pawilon dla okapi i świń rzecznych. Całkowicie zmodernizowano wybieg dla niedźwiedzi brunatnych oraz wejście główne, przebudowano basen kotików oraz pawilony Sahary i Madagaskaru.

Największa inwestycja nadal trwa: to rozpoczęta w kwietniu 2012 roku budowa afrykarium. Pierwsze zwierzęta zostaną tam przeniesione w lecie tego roku, a oficjalne otwarcie zaplanowano na 150-lecie działalności ogrodu zoologicznego w 2015 roku.

Jeśli masz w domu stare pamiątki z naszego zoo (zdjęcia, grafiki, plakaty, bilety czy przewodniki z czasów niemieckich lub już powojennych), przynieś je do redakcji "Wyborczej" na plac Solny albo wyślij zeskanowane na adres listy@wroclaw.agora.pl.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.