Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Potrącił go z takim impetem, że ten został przeciągnięty pod całym podwoziem samochodu. Kilka elementów samochodu (zapewne plastikowa osłona silnika) z hukiem odpadło. Oczywiście kierowcy spieszyło się tak bardzo, że nie raczył się zatrzymać.

W pierwszym odruchu wykonałem telefon pod numer alarmowy 112, gdzie w mocno nieprzyjemny sposób kobieta dyżurująca poinformowała mnie: "Zajmujemy się ludźmi, a nie zwierzętami, mogę przełączyć do ZIKiT". Niby OK... szkoda tylko, że nikt telefonu w ZIKiT nie odebrał - przestałem tam dzwonić.

Drugi numer, pod który zadzwoniłem, to KTOZ, no ale przecież była 7 rano... i nikt nie odebrał. Cóż... pewnie opiekują się zwierzętami od 9 do 17 - pomyślałem. Kolejny telefon - straż miejska. Dzwonię pod 986. Pani, która odebrała telefon, wiedziała już z jakiegoś źródła o potrąconym psie, ale stwierdziła, że przełączy mnie do dyżurnego... A ten z kolei poinformował mnie również, że wie o zdarzeniu i, UWAGA, powiadomi odpowiednie służby, gdy potwierdzą zdarzenie. (...) Skoro służbista jeden już wiedział o tym potrąconym psie, to mój telefon chyba powinien być wystarczającym potwierdzeniem zajścia?! Przecież tu nie chodzi o podpalony niedopałkiem papierosa śmietnik, tylko bądź co bądź żywą, odczuwającą ból istotę!

Poddałem się. Mimo wykonania kilku telefonów w mieście, które ma aspiracje być stolicą kultury, gospodarzem mistrzostw Europy i cholera wie czym jeszcze, nie udało mi się znaleźć nikogo, kto byłby mi w jakikolwiek sposób w stanie pomóc szybko. Piesek przestał oddychać - zapewne dostał tak mocno, że i tak nie udałoby się mu pomóc. Na policję nie zadzwoniłem, bo znając ich tempo przyjazdu do kolizji drogowych, stałbym na tym przystanku do południa, a i tak komendanci od blokad mieli przyjechać "potwierdzić zdarzenie"... Przykro mi bardzo, że gdziekolwiek bym zadzwonił, rozpościerał się przede mną mur zbudowany z całkowitego braku współczucia.

Jak w mieście, w którym mieszka prawie 800 tysięcy ludzi, może nie być służby, która jest w stanie cokolwiek poradzić na tego typu wypadek przez 24 godziny na dobę. Czemu w Krakowie nie działa numer 983, tj. pogotowie weterynaryjne (numer wspomniany został nawet w dokumencie "Informacja o wynikach kontroli funkcjonowania numeru alarmowego 112 na terenie Polski", wydanym przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2009 roku). Telefon wykonany pod numer 983 bez względu na to, czy z kierunkowym, czy bez, kończy się informacją: "Nie ma takiego numeru".

Chociaż z drugiej strony, skoro pan ze straży miejskiej oznajmił mi, że "powiadomi odpowiednie służby", to te służby jednak istnieją! Po prostu są tajne, jak KGB czy inny MOSAD.

Inną kwestią jest to, że kierowca po prostu uciekł z miejsca wypadku. Nieszczęśliwie nie zwróciłem uwagi na numery rejestracyjne tej pandy... Kamer na tym skrzyżowaniu nie ma... A szkoda...

Piotr Górski

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.