Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Dwa czteroosobowe zespoły, w skład których wejdą strażnicy miejski, leśny, rybacki i policjant, sprawdzą, czy karpie sprzedawane na łódzkich targowiskach nie są trzymane w zbyt ciepłej wodzie, czy na ich uśmiercanie nie patrzą dzieci i czy osoba, która pozbawia rybę życia, ma co najmniej wykształcenie zawodowe.

Strażnicy i policja mogą liczyć na pomoc Powiatowego Lekarza Weterynarii, który już od poniedziałku telefonicznie będzie przyjmował zgłoszenia dotyczące niehumanitarnego przechowywania i sprzedaży ryb.

Co dokładnie skontrolują patrole? Każde odstępstwo od wytycznych przygotowanych przez Głównego Lekarza Weterynarii. A ten jasno określa, że:

*uśmiercanie ryb powinno odbywać się w sposób humanitarny, polegający na zadawaniu zwierzętom minimum cierpienia. Rybę można zabić uderzeniem w głowę, które spowoduje utratę przytomności, i późniejsze obcięcie jej głowy. Żaden inny sposób uboju ryby nie wchodzi w grę;

*miejsce, w którym ryba będzie uśmiercana, powinno być odpowiednio wydzielone parawanem, przenośną ścianką lub innym elementem konstrukcji sklepu, tak aby nikt "z zewnątrz" nie był świadkiem zabicia zwierzęcia. Zabronione jest uśmiercanie ryb w obecności dzieci;

*personel sklepu musi mieć ukończone 18 lat i wykształcenie co najmniej zasadnicze zawodowe;

*baseny, w których przetrzymywane są ryby, powinny mieć gładkie ścianki, a woda w nich nie może mieć więcej niż 10 stopni. Powinna być wymieniana nie rzadziej niż co 48 godzin.

Skontrolowani będą nie tylko właściciele straganów, lecz także łodzianie. Straż sprawdzi, jak przenoszone są ryby. Bo przepisy mówią:

* "W celu zapewnienia właściwej wymiany gazowej opakowanie powinno posiadać elementy odsuwające ciało ryby od ścianek opakowania".

*objętość wody w opakowaniu powinna przynajmniej dwukrotnie przekraczać objętość ryby.

- Wiele osób zapomina, że żywy karp nie jest pożywieniem, a zwierzęciem. I że należy się z nim obchodzić, jak z każdą żywą istotą - mówi Leszek Wojtas, rzecznik straży miejskiej w Łodzi.

Zespoły skontrolują również sprzedawców choinek. Tych, którzy nie udowodnią, że ich towar pochodzi z legalnego źródła i nie jest kradziony, czekają kary. Za wycinanie i wynoszenie choinek z lasów grozi kara jak za zwykłą kradzież, czyli do pięciu lat więzienia, za znęcanie się nad zwierzętami - do dwóch lat.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.